KGHM obniżył pracownikom jednego z oddziałów pensje. Za palenie w czasie pracy

Pięć minut na papierosa. Pracownik odrywa się od swoich obowiązków, biegnie na przysłowiowego dymka, a w tym czasie jego koledzy nadal ciężko pracują. Jak podaje Polskie Radio Wrocław, dyrektor jednego z zakładów uznał, że to niesprawiedliwe i postanowił palaczom obciąć pensje. Niektórzy na pasku zobaczyli nawet 200 zł mniej!
W Zakładzie Wzbogacania Rud należącym do Polskiej Miedzi na Dolnym Śląsku palacze nie mają lekkiego życia. Najpierw w wakacje dyrekcja poprosiła ich o wypełnienie ankiet. Musieli odpowiedzieć na pytania, czy palą papierosy, jeśli tak, to zadeklarować, ile czasu spędzają na dymku - 5, 10, 15 min, a może więcej. To wyniki sondy zadecydowały o podjęciu kroków przez dyrekcję. - Pracownicy deklarowali czas palenia powyżej 15 min. Najczęściej od 3 do 20 min. W tym ostatnim przypadku, 20 min w skali rocznej daje obniżenie czasu pracy o 10,5 8-godzinnej dniówki - tłumaczy portalowi Gazeta.pl Anna Osadczuk z biura rzecznika Polskiej Miedzi.

Papieros, czyli oddech od pracy.

Kodeks pracy nie reguluje kwestii przerwy na papierosa, a jedynie określa, ile czasu przysługuje pracownikowi na regenerację. Zgodnie z przepisami jest to 15 min.

- Zgłaszali się do nas pracownicy, którzy nie palą, oni stoją przy maszynie przez cały dzień z przerwą tylko na posiłek. Nie robią sobie częstych przerw, tak jak palacze - mówi Anna Osadczuk. - Wychodzi więc na to, że osoby palące są uprzywilejowane i tak jest w większości zakładów. Zgodnie z wynikami ankiet ich przerwa trwa dłużej niż pracowników niepalących, a to dla tych drugich jest krzywdzące - dodaje.

Dyrekcja Zakładu Wzbogacania Rud postanowiła więc wynagrodzić niepalących za czas spędzany w pracy poprzez ukaranie palących.

Palacze rocznie stracą nawet 3 tys. zł

Palący pracownicy firmy twierdzą, że to jednak bardzo krzywdząca decyzja. - To są bardzo ciężkie pieniądze, bo za 20 min to jest około 200 zł w skali miesiąca. To wszystko pomniejszane jest jeszcze w wynagrodzeniach bocznych. Razy 12 miesięcy w skali roku wychodzi około 3 tys. zł - mówi radiu PRW pan Aleksander, jeden z pracowników.

Obawy te podziela Adam Lemański, przewodniczący zakładowych struktur Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego. Jak tłumaczy, odpisanie czasu pracy od zarobków pomniejsza pensje zasadnicze. Automatycznie więc wszystkie pochodne tej pensji są obniżane. Dotyczy to również przywilejów - karty górnika, nagrody za wypracowane zyski czy "czternastki".

Dyrektor odbiera masło na chleb emerytom

- Ten pracownik za palenie papierosów płaci bardzo wysoką cenę. Powiedziałem dyrektorowi, że odbiera masło na chleb emerytom. Bo znajdzie się jakiś urzędnik w ZUS-ie i stwierdzi, że odpisanie czasu spowoduje, że nie można potraktować zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin. Wtedy obniżą też i wskaźnik przeliczania emerytur - wyjaśnia Adam Lemański.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!