Morrissey przyznaje, że leczy nowotwór. "Jeśli umrę, to umrę"

Były lider The Smiths przyznał w wywiadzie dla hiszpańskiego dziennika, że z jego organizmu usuwane były kilkakrotnie komórki rakowe. Piosenkarz już od jakiegoś czasu skarżył się na zdrowie.
Morrissey, były lider i wokalista The Smiths, odnoszący sukcesy jako samodzielny artysta od rozpadu zespołu w 1987 roku, przyznał w wywiadzie dla hiszpańskiego dziennika "El Mundo", że poddawał się terapii w związku z nowotworem.

- Usuwano mi komórki rakowe już cztery razy, ale co z tego. Jeśli umrę, to umrę. A jeśli nie, to nie. Teraz czuję się dobrze - stwierdził, odpowiadając na pytanie o swoje zdrowie. - Zdaję sobie sprawę z tego, że na ostatnich zdjęciach wyglądam nieco gorzej, ale tak działa choroba. Nie będę się tym martwić, odpocznę po śmierci - dodał.

Od ponad roku pojawiały się doniesienia o tym, że Morrissey przebywał w szpitalu. W marcu zeszłego roku zdiagnozowano u niego ciężkie zapalenie płuc, wcześniej informowano o krwawiącym wrzodzie. W tym roku był zmuszony do odwołania części trasy koncertowej z powodu "infekcji układu oddechowego". Przyznawał w mediach, że lekarze odradzają mu granie na żywo.

W wywiadzie dla "El Mundo" stwierdził również, że jest już za stary na bycie muzykiem. - Większość klasycznych kompozytorów umierała w wieku 34 lat. A ja wciąż tu jestem i nikt do końca nie wie, co ze mną zrobić - dodaje.

W przyszłym roku powieść?

Wydana w tym roku płyta "World Peace Is None of Your Business" została wycofana ze sprzedaży z powodu konfliktu z jej wydawcą. Możliwe, że był to jego ostatni album - Morrissey w tym samym wywiadzie przyznaje, że w przyszłym roku może ostatecznie zejść ze sceny. Muzyk wydał w zeszłym roku autobiografię, a teraz pracuje nad powieścią. Ma ona być wydana w przyszłym roku. - Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będę mógł już na zawsze przestać śpiewać, co uszczęśliwi bardzo wiele osób - mówi.

Na listopad zaplanowane są dwa koncerty Morrisseya w Polsce.