Pierwsza wizyta zagraniczna Kopacz: poprawnie, choć nieco niezręcznie

Uporczywe deklaracje przyjaźni z Martinem Schulzem i nieumiejętność współpracy z tłumaczem - pierwsza zagraniczna wizyta Ewy Kopacz przebiegła dobrze, choć nie obyła się bez niewielkich wpadek.
Ewa Kopacz odbyła swoją pierwszą wizytę zagraniczną jako premier Polski. Jej celem była Bruksela, gdzie spotkała się z przewodniczącym Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem, którego w grudniu na stanowisku zastąpi Donald Tusk, oraz szefem Parlamentu Europejskiego Martinem Schulzem.

Po spotkaniu z Schulzem odbyła się wspólna konferencja Ewy Kopacz i szefa PE, która przebiegła w życzliwej atmosferze. Oboje relacjonowali swoją wcześniejszą rozmowę, która dotyczyła głównie kwestii bezpieczeństwa UE.

"Polska filarem UE"

Schulz wspomniał, że wymienili poglądy na temat trudnej sytuacji na Ukrainie, sankcji dla Rosji oraz przyszłości Ukrainy. Stwierdził, że w tych kwestiach panowała między nim a Kopacz pełna zgoda.

Przewodniczący PE wypowiedział się też o roli Polski w UE. - Rozmawialiśmy o roli, jaką Polska odgrywa w Unii Europejskiej, zarówno w kontekście gospodarczym, jak i finansowym. Polska nie jest nowym krajem członkowskim UE, ponieważ nie ma podziału na stare i nowe kraje - stwierdził. - Chcę jasno powiedzieć, że Polska jest jednym z filarów Unii Europejskiej - podkreślił Schulz.

"Znamy się wiele lat..."

Ewa Kopacz odwdzięczyła się serdecznym komplementem. - Chciałam tak po przyjacielsku, bo znamy się wiele lat, powiedzieć: Parlament Europejski jest w dobrych rękach, i to przekazałam panu przewodniczącemu.

- Rozmawialiśmy przede wszystkim o perspektywie współpracy. Ma to być współpraca na długie, długie lata - mówię o współpracy między polskim rządem a Parlamentem Europejskim. Rozmawialiśmy w kontekście tego, że kiedy wspólnie możemy rozwiązywać problemy, to musimy sobie postawić jeden warunek i ten warunek musi być spełniony. To jest jednolity głos, który będzie płynął z całej Unii Europejskiej. Zdaję sobie... - tu przewodniczący PE musiał polskiej premier przerwać, ponieważ ta nie pamiętała o robieniu odpowiednich przerw dla tłumacza, który przekładał wypowiedzi polityków. Do tłumaczenia konsekutywnego Ewa Kopacz najwyraźniej nie jest przyzwyczajona, bo również później zdarzało jej się przerywać swoje wystąpienie w niefortunnych miejscach. To jednak zdarza się i bardziej doświadczonym mówcom.

"Umówiliśmy się na kolejne spotkanie"

Przyjaźń zdawała się być na krótkiej konferencji jednym z tematów przewodnich, do którego Ewa Kopacz usilnie próbowała wracać. - Umówiliśmy się z panem przewodniczącym na kolejne spotkanie i na długą rozmowę, i ta rozmowa odbędzie się już w Polsce, kiedy pan przewodniczący przyjedzie i będzie pewnie chciał zaprzyjaźnić się z moim następcą, czyli marszałkiem polskiego Sejmu - dodała pod koniec. - A ja, będąc już prezesem Rady Ministrów, pozwoliłam sobie złożyć zaproszenie na ręce pana przewodniczącego Schulza do odwiedzenia również podczas tej wizyty mojej osoby.

Martin Schulz, jako bardziej doświadczony w wystąpieniach publicznych, postarał się rozluźnić atmosferę. - Chętnie przyjadę do Warszawy, żeby spotkać się z nowym marszałkiem Sejmu - zresztą znam go już. Co do przyjaźni, to na pewno ona jeszcze się rozwinie. Ale sam fakt, że została Pani wybrana na premiera rządu polskiego, a wcześniej była pani przewodniczącą parlamentu znaczy, że jeszcze może ze mnie też coś będzie - zażartował.

Ewa Kopacz jednak nie dała za wygraną. - Ja tylko jeszcze jedno zdanie, co do tej przyjaźni, to bardzo oszczędny pan przewodniczący, bo po jednej wizycie w polskim parlamencie pan zadeklarował przyjaźń do mnie - zaznaczyła.

Konferencję zakończono i odpowiedź Martina Schulza nie doczekała się niestety tłumaczenia.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!


Lubisz aplikację Gazeta.pl LIVE? Zagłosuj na nas!