"Newsweek": Rozłam między Tuskiem a Kopacz. "Wykazał się w jej sprawie bezinteresownym okrucieństwem"

- Facet przez siedem lat nie dał się nikomu nagrać i nagle taka wtopa? Bez żartów. Tusk zrobił to z premedytacją, przecież to oczywiste. Takie bezinteresowne okrucieństwo to klasyka w wykonaniu Donalda - mówi rozmówca "Newsweeka", współpracownik Ewy Kopacz, komentując wypowiedź byłego premiera, który w telewizji mówił o momencie załamania swojej następczyni.
Relacje pomiędzy Ewą Kopacz a Donaldem Tuskiem rozpadły się - pisze dziś "Newsweek". W trakcie przejmowania przez nią stanowiska premiera miały pojawić się konflikty, które sprawiły, że ich drogi się rozeszły. Pierwszym z nich było powołanie do rządu Grzegorza Schetyny. Tusk miał nie chcieć go w rządzie, ale po zablokowaniu przez Bronisława Komorowskiego kandydatury Jacka Rostowskiego na stanowisko szefa MSZ, Kopacz miała mało czasu na decyzję. "Wpadła w popłoch i zaczęła wydzwaniać po ratunek, ale Tusk już nie odbierał" - pisze tygodnik.

Ostatecznie Kopacz miała oznajmić Tuskowi, że Schetyna pokieruje MSZ, co wywołało "burzliwą rozmowę", ale nie zmieniło decyzji nowej premier. - Kiedy ja potrzebowałam pomocy, to ciebie nie było, więc teraz nie miej pretensji - miała powiedzieć Kopacz.

Kopacz wezwała Ostachowicza i zażądała jego rezygnacji

W odpowiedzi na zachowanie Kopacz Tusk miał powiedzieć w rozmowie z TVN, że nowa premier po swoim pierwszym wystąpieniu podczas prezentacji rządu była załamana. - Facet przez siedem lat nie dał się nikomu nagrać i nagle taka wtopa? Bez żartów. Ewa uważa, że to zemsta za wzięcie na pokład Schetyny i tekst wygłoszony podczas prezentacji rządu - mówi "Newsweekowi" współpracownik Kopacz.

"Newsweek" pisze też o kulisach zamieszania z udziałem Igora Ostachowicza. Według rozmówców tygodnika Donald Tusk miał specjalnie poczekać z nominowaniem go do zarządu Orlenu aż odpowiedzialnością za taki krok będzie można obciążyć kogoś innego. - Perfidia Donalda Tuska polegała na tym, że sam przez siedem lat nie był w stanie wziąć tego prezentu na własny rachunek - twierdzi w rozmowie z tygodnikiem współpracownik Kopacz. Taki scenariusz miała przypieczętować telewizyjna wypowiedź Tuska, gdzie zasugerował on, że jest to błąd nowej ekipy. Kopacz miała następnie wezwać do siebie Ostachowicza wraz z ministrem skarbu Włodzimierzem Karpińskim i zażądać rezygnacji Ostachowicza. W innym przypadku Karpiński miałby wylecieć z rządu.

Więcej w dzisiejszym "Newsweeku" >>



Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Lubisz aplikację Gazeta.pl LIVE? Zagłosuj na nas!