Znany klip dot. bezpieczeństwa to kopia pomysłu z Australii. "Polacy nie pytali o zgodę"

Mężczyzna idzie ulicą z torbą z zakupami. Kiedy przechodzi przez pasy, uderza w niego samochód. Mężczyzna z impetem pada na ziemię. To widzimy na klipie promującym akcję "10 mniej ratuje życie". Scenariusz filmu nie jest jednak do końca polskim pomysłem - donosi serwis brd24.pl. Czy Ministerstwu Infrastruktury, które pośrednio zamówiło klip, grożą konsekwencje prawne?
"Spot, w którym samochód w zwolnionym tempie potrąca pieszego, dziesiątki razy pojawiał się w telewizji. Znany były policjant drogówki Wojciech Pasieczny tłumaczy w nim, że zwolnienie o 10 km/h może ocalić życie przechodniom" - pisze brd24.pl. "To jedna z reklamówek kupionych przez Sekretariat Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego działający przy Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju w ramach kampanii "10 mniej ratuje życie" - dodaje.

Polacy się nie kontaktowali

Okazuje się, że film ten jest bardzo mocno inspirowany podobną reklamówką z Australii, która powstała w 2006 r. Polski odpowiednik stworzono siedem lat później. Australijski klip wyprodukowała rządowa agencja Transport Accident Comission (TAC), która przyznaje, że polska reklama faktycznie jest bardzo podobna do ich klipu. Twierdzi też, że Polacy nie kontaktowali się w sprawie praw do niej.

Scenariusz australijskiego pierwowzoru jest niemal identyczny z polskim odpowiednikiem. Widzimy na nim kobietę, która wpadła pod samochód i uderzyła o ziemię. Obraz puszczono w zwolnionym tempie podobnie jak w polskiej reklamówce. Różnica jest taka, że Australijczycy pokusili się o rekonstrukcję zainscenizowanego zdarzenia i emitują je od tyłu (stąd też tytuł ich filmu - "Reconstruction"). Klipy polski i zagraniczny można porównać dzięki serwisowi YouTube:


Oryginalna australijska produkcja


Polski odpowiednik

Konsekwencje cywilno-prawne nie tym razem

Emitowany w Polsce spot wyprodukowała firma Mojotribe. Jeden z jej pracowników odpowiedzialny za scenariusz filmu przyznaje, że wcześniej oglądał australijski klip, ale nie potrafi powiedzieć, dlaczego nie poprosił jego autorów o zgodę na reprodukcję.

Za opracowanie cudzego utworu bez zgody autora grożą roszczenia cywilno-prawne. - W polskim prawie najistotniejsza sankcja jest taka, że poszkodowany, jeśli wykaże, iż zrobiono to w złej wierze, może żądać trzykrotności stawki rynkowej, jaką otrzymałby, gdyby zgody udzielił na komercyjnych warunkach - mówi dla brd24.pl radca prawny Tomasz Ejtminowicz.

"Tym razem polscy urzędnicy i Mojotribe przysporzą Polakom jedynie międzynarodowego wstydu. TAC potraktowało kopiowanie pomysłu jako krzewienie dobrej idei i pretensji rościć nie będzie" - podaje serwis.

KRBRD: Wiedzieliśmy o australijskim spocie

"Zlecająca kampanię Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, miała wiedzę o istnieniu spotu 'Reconstruction'. Na etapie przygotowania, przed ostatecznym wyborem koncepcji filmu, sporządzona została opinia prawna, która wykluczyła plagiat. Dodać należy, że opinię sporządzono na podstawie tzw. shootingboardu, który ostatecznie nie uległ zmianie" - czytamy w oświadczeniu Sekretariatu Rady, którą Gazeta.pl poprosiła o skomentowanie sprawy.

"Przygotowany w ramach kampanii spot '10 mniej ratuje życie. Zwolnij!' nawiązuje do najlepszych wzorców światowych, a spot 'Reconstruction' był jedynie jedną z wielu inspiracji, na których idei opierano się podczas przygotowywania scenariusza" - dodaje urząd. Informuje jednocześnie, że "zamówienie, na podstawie którego wyprodukowano film, dotyczyło dwóch spotów telewizyjnych oraz odpowiadających im spotów radiowych. Łączne wynagrodzenie producenta wyniosło 690 tys. zł netto".

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!