"Do Rzeczy" lustruje prof. Kieżuna. Nawet prawica zniesmaczona: "Obsesja", "szkalowanie"

"Do Rzeczy" piórami Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego postanowiło zlustrować 92-letniego prof. Witolda Kieżuna - uczestnika powstania warszawskiego, więźnia łagrów sowieckich, żołnierza AK. - Córka wytrąciła mi pistolet z rąk - zareagował profesor na dokumenty przyniesione mu przez Woyciechowskiego. Według asystenta naukowca po artykule profesor miał dostać zapaści.
Współautorem tekstu jest Sławomir Cenckiewicz, historyk, którego działalność publiczna polega głównie na ujawnianiu współpracy opozycjonistów ze służbami PRL. Niesmak po publikacji nie omija środowisk kojarzonych z prawicą, również tych, które jednoznacznie opowiadały się za lustracją i ujawnieniem tajnych współpracowników.

Reakcje prawicy: "Łobuzerka, obsesja", "szkalowanie"

Piotr Gontarczyk, historyk, który wspólnie ze Sławomirem Cenckiewiczem (współautorem tekstu) napisał książkę o współpracy Lecha Wałęsy z SB, tym razem krytykuje swojego kolegę. "To jest publikacja po prostu skandaliczna. Za opublikowaniem takiego artykułu stała tylko i wyłącznie zemsta na człowieku, który wypowiadał się inaczej niż autorzy "Do Rzeczy" na temat Powstania" - mówi w wywiadzie z portalem Fronda.pl. "Zemsta to raczej niskiego formatu motywacja" - dodaje.



Post użytkownika Portal Fronda.pl.


Agnieszka Romaszewska, szefowa telewizji Bielsat, jest oburzona postawą redaktorów "Do Rzeczy". - No przekroczyli granicę koledzy Cenckiewicz i Woyciechowski. Ogarnięci obsesją faceci, jak żywcem wycięci z elementarza "Gazety Wyborczej"... - napisała dziennikarka. I choć materiał prawicowego tygodnika uważa za niezbyt sensacyjny, to twierdzi, że czas publikacji jest niewłaściwy: - Nie mogli choć poczekać z tymi (...) rewelacjami, aż profesor zakończy swoje długie, piękne i bardzo owocne życie? Straszna łobuzerka.

Post użytkownika Agnieszka Romaszewska.


Lakoniczne oświadczenie wydało konserwatywno-liberalne stowarzyszenie Koliber, które często powoływało się na prof. Kieżuna, doceniając jego prace o patologiach transformacji ustrojowej. - Niezależnie od tego, z jakiej perspektywy spojrzymy na tę sprawę, trzeba stwierdzić, że jest to chyba jedna z najsmutniejszych informacji, jakie mogliśmy przeczytać... - czytamy na profilu organizacji na Facebooku.



- Po artykule szkalującym profesora Witolda Kieżuna jestem wstrząśnięty. (...) Jeszcze jak dochodzi do tego kwestia medialnej promocji - czytaj chodzi o pieniądze - to nie liczą się już wartości i honor. Szacunek wobec człowieka ze względu na jego wiek i zasługi - napisał Kamil Sasal na swoim blogu w serwisie Salon24.pl, zagłębiu konserwatywnych i narodowych publicystów.

Publikacji broni na Twitterze Rafał A. Ziemkiewicz, publicysta "Do Rzeczy".



Co pisze "Do Rzeczy"? TW "Tamiza"

Cenckiewicz i Woyciechowski sugerują, że prof. Kieżun współpracował z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa i był tajnym współpracownikiem o kryptonimie "Tamiza". Twierdzą, że opublikowane przez nich materiały nie są nowe - miały pojawić się po raz pierwszy w 1999 roku, przy okazji procesu lustracyjnego prof. Wiesława Chrzanowskiego, również powstańca i żołnierza AK, w latach 90. marszałka Sejmu i szefa ZChN-u.

Publicyści "Do Rzeczy" zarzucają Kieżunowi, że w PRL-u robił karierę i angażował się w życie publiczne, m.in. jako członek władz satelickiego w stosunku do PZPR Stronnictwa Demokratycznego i osoba pełniąca wysokie stanowiska w NBP. Dokumenty przytaczane przez prawicowych publicystów wskazują, że Kieżun chętnie dzielił się informacjami, a na pytania agentów SB odpowiadał wyczerpująco. Całe akta sprawy "Tamizy" mają liczyć 900 stron.

Ocena działań Kieżuna przez prawicowy tygodnik jest bardzo mocna: "Kieżun opowiadał funkcjonariuszom lub sporządzał przy tym swoje doniesienia w taki sposób, aby wpisywały się w ówczesny moczarowski i gierkowski klimat ideowy. Stąd też często przypisywał swoim ofiarom żydowskie pochodzenie i związki z wypędzonymi w marcu 1968 roku". Ofiarami wypowiedzi Kieżuna miały paść m.in. osoby związane z KOR-em i środowiskami emigracyjnymi.

Kieżun odpowiada

Tygodnik "Do Rzeczy" dał szansę odpowiedzieć Kieżunowi na zarzuty. Profesor odnosi się kolejno do szczegółów przytaczanych przez dziennikarzy i zarzuca autorom pisanie artykułu "pod tezę".

Twierdzi, że dziennikarze "Do Rzeczy" dali mu tylko część materiału i nie mógł odnieść się do całości. Ponadto na przygotowanie odpowiedzi do publikacji dostał tylko jeden dzień.

"Jest to bardzo smutne, ale ja jako autentyczny Chrześcijanin poproszę Wszechmogącego, ażeby wam, panowie, odpuścił, ale dokonam jeszcze krytycznej analizy ukrytych przede mną materiałów" - zapowiada.

Asystent profesora sugerował, że po wizycie autorów tekstów miał on dostać zapaści. TV Republika informuje , że obecnie stan Kieżuna się poprawił.

Sylwetka prof. Kieżuna

Witold Kieżun urodził się w 1922 roku w Wilnie. Był uczestnikiem powstania warszawskiego, żołnierzem Armii Krajowej, więziono go w sowieckich łagrach. W 1945 roku aresztowany przez NKWD, zwolniony na mocy amnestii. Jest profesorem ekonomii i zarządzania. W 1980 wyjechał za granicę, wykładał na uniwersytetach m.in. w Filadelfii i Montrealu. Z racji krytykowania transformacji ustrojowej (z powodu uwłaszczenia nomenklatury i pauperyzacji znacznej części ludności) jest ceniony zarówno na prawicy, jak i na lewicy. W 2005 roku w wyborach prezydenckich poparł Lecha Kaczyńskiego, wchodząc w skład jego honorowego komitetu poparcia. Odznaczony m.in. Virtuti Militari i Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!