Starcie Arłukowicza z Piaseckim w TVN 24. "Biedny, pokrzywdzony minister zdrowia"

- Moim gościem był biedny, pokrzywdzony minister zdrowia - tak program "Piaskiem po oczach" zakończył jego prowadzący Konrad Piasecki. Przez całą rozmowę między nim a Bartoszem Arłukowiczem trwała przepychanka słowna.
Wyniesienie czegoś konstruktywnego z dzisiejszego "Piaskiem po oczach" było nie lada wyzwaniem. Gościem TVN 24 był minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, który znalazł się pod ostrzałem pytań prowadzącego. Na większość z nich odpowiadał wymijająco, a i tak jego wypowiedzi były wielokrotnie przerywane przez Piaseckiego. Minister także wchodził w słowo gospodarzowi programu.

"Za co będzie zapamiętana Kopacz?"

Zaczęło się ostro. - Czy to za pańskie pasmo sukcesów należało się panu pozostanie na stanowisku w rządzie? - pytał ironicznie Piasecki. - A czy jest pan mi w stanie powiedzieć, za co zostanie zapamiętany minister Piecha? Cóż takiego ważnego i dobrego zrobił? - ripostował Arłukowicz. - On był ministrem zdrowia bardzo krótko... - odpowiedział Piasecki, któremu w słowo wszedł jego rozmówca: - A za co będzie zapamiętana minister Kopacz? Za to, że stworzyła przepisy refundacyjne. A moje zasługi? Pakiet onkologiczny, pakiet kolejkowy, prawo wyboru między pediatrą a lekarzem rodzinnym przez rodziców... - wymieniał niewzruszony.

Minister podkreślił też, że praca w rządzie nie polega na "spotkaniach między ministrami tylko w dniu relacjonowania ich przez media". - Bycie ministrem to nie jest tylko spektakl polityczny, ale codzienna, czasem mozolna praca - mówił Arłukowicz dodając, że zajmuje się resortem specyficznym, bo dotyczącym "systemu ochrony zdrowia - najbardziej wrażliwego społecznie systemu w każdym kraju".

"No, świetnie: pakiety, reformy..."

- Ewa Kopacz powiedziała, że ludzie czekają na intensywne działania ministra zdrowia. O co jej więc chodziło, skoro pan tak dobrze pracuje? - zapytał Piasecki. - Politykę można uprawiać na dwa sposoby: można być ekspertem od wszystkiego w telewizji i znam takich wielu. Można też być kimś, kto bierze odpowiedzialność i podejmuje się reform. Ja należę do tej drugiej grupy - odparł Arłukowicz.

- No, świetnie: pakiety, reformy... A potem czytamy, że kobiecie wyznaczono operację za 17 lat! - prowadzący nie ustępował. - Dobrze, że poruszył pan ten temat. Tę pacjentkę tuż po nagłośnieniu sprawy przez media objął opieką śląski NFZ. Sprawdzamy szpital, w którym wyznaczono jej zabieg, trwa tam kontrola. Jaka tam jest organizacja pracy, skoro lekarze wiedzą, co będzie się działo po 17 latach? Tydzień ma 168 godzin, a jeden z lekarzy pracuje tam 131 godzin - mówił minister zdrowia.

"Pies z kulawą nogą by się nie zajął"

Na to Piasecki znów uderzył: - Gdyby ta kobieta nie nagłośniła tego medialnie, to ani pan, ani pies z kulawą nogą by się tą sprawą nie zainteresował.

- Powiem teraz do pacjentów - odparł Arłukowicz. - Od tego jest NFZ, który ma swoje infolinie i specjalnie przeszkolonych ludzi. My tej kobiecie pomogliśmy, ona nam wyraziła wdzięczność za to, jak ją przekierowaliśmy. W gronie 160 tys. lekarzy zawsze znajdzie się kilkudziesięciu, którzy nie rozumieją, po co są... - tłumaczył.

- Mówimy o kuriozalnej sytuacji oczekiwania na operację kilkanaście lat. A co z tymi, którzy dostają termin wizyty za kilka miesięcy czy półtora roku? - dociekał Piasecki. - Nie ma ani w Europie, ani w świecie państwa, gdzie pacjent dostaje się do każdego specjalisty z dnia na dzień - odparł Arłukowicz. - Czyli w każdym kraju dostajemy numerek za kilka miesięcy? - dopytywał dziennikarz. - Kolejki w Polsce są patologią, ale na pewno nie pokaże mi pan kraju w Europie, w którym chce się pan spotkać np. z kardiochirurgiem i na drugi dzień się pan z nim zobaczy - bronił się minister.

Chaotyczna dyskusja

Tu nastąpiła chaotyczna dyskusja obu panów o możliwości wprowadzenia w Polsce współpłatności za leczenie bądź dodatkowych ubezpieczeń. - Może już czas spojrzeć pacjentom w oczy i powiedzieć, że sposobem na problemy w służbie zdrowia jest współpłatność, dodatkowe ubezpieczenia? - pytał Piasecki. Arłukowicz odpowiedział, że nie chce narażać na dodatkowe koszty osób korzystających ze służby zdrowia, które często są osobami niezamożnymi.

- Pan się trzyma cały czas tego, jak to jest źle i jak fatalnie - zarzucił Piaseckiemu minister. - A pan, jak to jest dobrze i fantastycznie - Piasecki nie był mu dłużny. - Pan mi ciągle przerywa! - zdenerwował się Arłukowicz i po raz kolejny zaczął wymieniać swoje zasługi w resorcie.

"Biedny, pokrzywdzony minister"

- Powtarza się pan, panie ministrze - powiedział na to Piasecki. - A niech pan mi wymieni jakąkolwiek kompetencję Grzegorza Napieralskiego, który mnie krytykuje... - poprosił Arłukowicz. - Rozumiem, że pan zna go lepiej i godzinami rozmawialiście o służbie zdrowia... - odparł Piasecki. - Tak, znam go lepiej niż pan i jestem w stanie powiedzieć, ze należy do grona osób, które krytykują mnie zawsze i za wszystko - przerwał mu Arłukowicz.

I była to jedna z jego ostatnich wypowiedzi, bo program dobiegł końca. - Moim gościem był biedny, pokrzywdzony minister zdrowia - pożegnał Arłukowicza Piasecki.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!