"Praca asystentki plus 3 tys. zł za sex?" "Ci faceci patrzyli na mnie jak na kawał mięsa" [OPOWIEŚĆ UKRAINKI]

- Koleżanki mówią, że jestem głupia, że z tego nie korzystam. Ale ja nie szukam sponsora, tylko pracy - opowiada młoda Ukrainka. Od roku próbuje znaleźć w Polsce pracę. Dostaje jedynie propozycje w stylu: "Zatrudnię asystentko-kochankę, wynagrodzenie 8 tys." i niedwuznacznie oferty na rozmowach kwalifikacyjnych. To jednostkowy przypadek czy znacznie szerszy problem?
Olga* ma 25 lat. Po polsku mówi niemal bez akcentu. Zna rosyjski i angielski, skończyła studia ekonomiczne na ukraińskim uniwersytecie, ma doświadczenie przy organizacji imprez. Jest wysoka, atrakcyjna. Do Polski przyjechała do pracy, wiedziała, że można więcej zarobić, myślała, że będzie mogła coś wysłać do domu. Nie chce pracować jako sprzątaczka czy opiekunka do dzieci. Chce skorzystać z tego, co umie. Szuka pracy biurowej jako tłumaczka, asystentka, menedżerka. Po roku mówi, że ma dość rozmów o pracę, gdzie traktuje się ją jak "kawał mięsa", i maili z propozycjami "dedykowanych spotkań - każdorazowo 700 zł".

"Czy w moim CV jest coś o seksie?"

Zaczęła rozsyłać CV, a w odpowiedzi z nieznanych jej adresów posypały się maile z propozycjami, których się nie spodziewała. Przesłała mi kilka z nich:

"Przyjmiesz posadę osobistej asystentki za 3 tys. na rękę plus 3 tys. jako bonus za sex?"

"Witaj, kłania się Kamil z Sopotu. Mam 34 lata, do końca maja - przebywam w delegacji w stolicy. Na ten czas poszukuję sympatycznej kobiety, z która mógłbym spędzić czas: 2 razy w tygodniu, spotkanie max 1,5 godziny. Moje zdjęcia znajdziesz w załączniku. 

Bardzo zależy mi na dyskrecji. Na wstępie proponuję każdorazowo min. 700 zł za Twój czas dedykowany na spotkanie ze mną. Jeśli dysponujesz lokum - 1 tys., czy taka suma jest akceptowalna?

Jeśli spotkanie jest dla Ciebie niemożliwe - chętnie popatrzę na Ciebie w kamerce na Skype. Czas ten również mogę wynagrodzić - suma do uzgodnienia. Pozdrawiam i przepraszam jeśli uraziłem",

"Cześć, jesteś zbliżona do mojego ideału i tu pytanie... miałabyś chęć na spotkanie towarzyskie z gratyfikacją finansową dla ciebie?",

"A może być z praca z układem?",

"Witam, jeżeli jesteś zainteresowana ofertą pracy z możliwością spotkań erotycznych z tylko i wyłącznie z 1 panem za kwotę co najmniej 10 tys. zł/mies. proszę o kontakt",

"Witam, zatrudnię asystentko-kochankę wynagrodzenie 8 tys.",

"Witaj, szukam asystentki do pracy w dużej firmie zagranicznej w branży finansowej, praca od zaraz i realna. Wymagania to również ewentualna relacja ze mną",

"Cześć, chciałem Cię zapytać, czy nie byłabyś zainteresowana miłym spotkaniem we dwoje, połączonym ze wsparciem materialnym dla Ciebie? Pozdrawiam",

"Mam propozycję pracy dodatkowej dla kobiety o miłej aparycji jako asystentki, osobistej sekretarki w gabinecie lekarskim. 

Zajęcie tylko na kilka godzin po południu, wieczorem, czasem w czasie weekendu. Ważnymi walorami są; kultura osobista, atrakcyjny wygląd i otwartość na kontakty pozasłużbowe. Preferowany wiek 25-35 lat. Pozdrawiam"


Młoda, ładna, ze wschodnim nazwiskiem

- Takich maili dostaję mnóstwo. Nie wiem, skąd ci mężczyźni mają mój adres - mówi mi Olga. - Odpowiadam tylko na oficjalne oferty, publikowane w serwisach ogłoszeniowych, nie pisałam byle gdzie. Nie zamieściłam nigdzie w sieci swojego CV, nie udostępniłam maila - mówi rozżalona Ukrainka. Pokazuje mi swoje CV - Sama zobacz. Czy coś jest z nim nie tak? Czy gdzieś tu jest napisane, że chce się umówić na seks? - pyta.

Typowe CV młodej osoby. Atrakcyjna uśmiechnięta dziewczyna na zdjęciu. Kilka dorywczych prac, studia, skończone szkoły. - To dlatego, że jestem młoda i ładna, czy dlatego, że mam wschodnio brzmiące nazwisko? - pyta z żalem. Przyznaje, że obawia się, że wpisuje się w podwójny stereotyp. Jednak to nie mailowe propozycje są najgorsze. - Po prostu je ignoruję, choć jasne, nie jest to przyjemne - mówi. Najgorsze są rozmowy kwalifikacyjne. Zwłaszcza że nie dostaje zbyt wiele zaproszeń, więc na każdą idzie z wielkimi nadziejami. A kończą się nie lepiej:

"Ja się już panią zajmę"

Raz starałam się o posadę asystentki w dużej firmie consultingowej. Wśród wymagań znajomość rosyjskiego i angielskiego, stwierdzam, że się nadaję. Zapraszają mnie na rozmowę kwalifikacyjną do jednego z tych warszawskich błękitnych wieżowców. Przychodzę, pani w sekretariacie sprawdza moje dokumenty, nie zdążyła mnie nigdzie skierować, a już pojawia się jakiś pan po sześćdziesiątce i mówi: "To ja już się panią zajmę".

Prowadzi mnie do swojego gabinetu. Wielkie biurko, skórzany fotel, na blacie ramka ze zdjęciem rodziny. Rzucam na nie okiem, to on od razu odwraca je do siebie. Wtedy pojawia się myśl, że coś będzie nie tak. Pan zerka tylko na moje CV, o nic nie pyta i od razu wypala: "Ma pani tę pracę".

Odkłada na bok moje CV i mówi: Ale dobrze by było, żeby się pani zgodziła na dodatkowy punkt umowy. Ja już cała szczęśliwa, że mnie przyjęli, pytam głupio, o co chodzi. A on, że to sprawa różnych wyjazdów, wieczornych spotkań, czasem po prostu wyjść do restauracji. I od razu pyta, czy nie chciałabym dziś wieczorem spotkać się na samej górze Mariotta, bo tam taki piękny widok jest i hotel obok. Co robić? Wstaję, zabieram CV i wychodzę. A potem płaczę całą noc.

"Nagle zaczął recytować rosyjskie wierszyki"

Innym razem to była duża firma ubezpieczeniowa. Szukają kogoś do pracy biurowej. Wymagane języki, obsługa komputera, nic szczególnego. Przychodzę, prowadzą mnie do jakiejś małej salki, mam czekać na prezesa. Przychodzi w końcu elegancki, poważny pan pod krawatem. Na wejściu lustruje mnie od góry do dołu. Nie znoszę tego, ale nie mogę od razu wyjść. - To pani pewnie w sprawie pracy - zagaduje. Przegląda moje CV i słyszę - "jakie ładne ma imię" i "zna rosyjski", "świetne", "jaka zdolna", "właśnie kogoś takiego szukają".

Nagle i to było kuriozalne, zaczyna się chwalić, że zna rosyjski, wstaje i recytuje jakieś wierszyki z podstawówki, o słońcu i o mamie. Myślałam, że to jakiś głupi żart. A potem nagle pyta, czy byłam kiedyś w Rosji, czy chciałabym dużo podróżować, razem wyjeżdżać. I mówi, że na wszelki wypadek da mi od razu swój numer prywatny, mruga okiem i mówi: "Dogadamy się jakoś mała, nie?".

Wychodzę. Zła i upokorzona. Zastanawiam się, czy się źle ubrałam, czy czymś prowokuję takie zachowania. - Najgorsze na takich rozmowach jest to, że facet patrzy na ciebie jak na kawał mięsa. A to on ma cię zatrudnić. I co ty masz zrobić? Słuchać tego spokojnie? Uśmiechać się, zastanawiając się, czy naprawdę chce cię zatrudnić, czy tylko przelecieć? - pyta.

Olga nie próbuje nigdzie zgłaszać sytuacji, które ją spotykają, nie zwraca się do nikogo o wsparcie. Żali się tylko koleżankom. - Mówiły mi, że jestem głupia, że z tego nie korzystam. Przecież potrzebujesz pieniędzy, to co ci szkodzi. Ale mi to właśnie szkodzi. Nie szukam sponsora, tylko pracy - mówi ze złością. Więcej CV już nie rozsyła. Stwierdza, że już jej wystarczy.

Ukrainki mają najtrudniej

To jednostkowy przypadek, Olga ma pecha, bo wpisuje się w podwójny stereotyp: jest młoda i ładna, a przy tym ze Wschodu?

- Ta historia wpisuje się w szeroki problem dyskryminacji imigrantów, w tym szczególnie właśnie Ukrainek - mówi dr Kinga Wysieńska-Di Carlo z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, która prowadzi badania nad zachowaniami Polaków wobec różnych grup cudzoziemców. Dr Wysieńska-Di Carlo sprawdzała m.in., czy imigranci zarobkowi są dyskryminowani w procesie ubiegania się o pracę i przy próbie wynajmu mieszkania.

- Wśród kobiet, które w ogóle mają trudniej na naszym rynku pracy, Ukrainki są nawet mniej chętnie zatrudniane niż np. Wietnamki - opowiada socjolożka o wynikach badania Instytutu Spraw Publicznych z przełomu 2012 i 2013 roku. W imieniu par składających się z osoby narodowości polskiej i ukraińskiej lub wietnamskiej badacze starali się o posadę w firmach w całej Polsce. Wysyłali CV w odpowiedzi na ogłoszenia o pracę na stanowiskach biurowych, administracyjnych, marketingowych, analitycznych i w działach IT.

Ku zaskoczeniu, z relatywnie najmniejszym zainteresowaniem spotkały się właśnie aplikacje Ukrainek. - Większość teorii społecznych mówi o tym, że im bardziej ktoś jest od nas "odmienny", zarówno fizycznie, jak i kulturowo, tym większego należy się spodziewać dystansu do takiej osoby, tym mniejsze będzie wobec tej osoby zaufanie itp. Spodziewaliśmy się zatem, że to kobiety wietnamskie będą w trudniejszej sytuacji. A jednak mimo tego, że w obrębie wysyłanych przez nas par aplikacji osoby nie różniły się kompetencjami, a jedynie pochodzeniem narodowo-etnicznym, to właśnie Ukrainki były najbardziej dyskryminowane - mówi dr Wysieńska-Di Carlo.

Dodatkowe kaucje, opłaty

Podobnie niechętny stosunek do niektórych grup cudzoziemców wykazało badanie rynku najmu mieszkań Instytutu Spraw Publicznych z 2013 roku. Tym razem w imieniu par składających się z kobiet lub mężczyzn z Polski i Nigerii, Wietnamu lub Ukrainy dzwoniono do oferujących lokal do wynajęcia. Nierówne traktowanie wobec Ukraińców i Ukrainek w porównaniu z tym, jak były traktowane inne nacje, najczęściej przejawiało się na poziomie proponowanych warunków.

- Gdy pytaliśmy, czy ogłoszenie jest nadal aktualne, wobec Ukraińców i Ukrainek nie było negatywnych reakcji. Ale w dalszej rozmowie nagle pojawiały się dodatkowe kaucje, opłaty czy inne utrudnienia, zwłaszcza jeśli chodzi o spisaną umowę najmu czy czasowe zameldowanie. I znów tu właśnie Ukraińcy trafili na najtrudniejszą sytuację - mówi dr Wysieńska-Di Carlo.

Skąd ta niechęć? Trudno wskazać jedno źródło takich zachowań. To może być kwestia zaszłości i stereotypów. - W Polsce wciąż pokutuje niechęć do ludzi "ruskich", wystarczy, że ktoś ma rosyjsko brzmiące nazwisko czy wschodni akcent. Z drugiej strony, szczególnie gdy chodzi o kobiety zza wschodniej granicy, nakładają się na to skojarzenia z przydrożną prostytucją, i choć mówimy tu o ofiarach handlu ludźmi z różnych krajów Europy Wschodniej i Południowo-Wschodniej , mogło nastąpić pewne utożsamienie właśnie Ukrainek czy Białorusinek z takimi profesjami. Podejrzewam, że podobne nastawienie można by znaleźć w podejściu do kobiet z większości byłych europejskich republik radzieckich. A ponieważ to imigrantek z Ukrainy jest najwięcej, to Ukrainki na tę naszą niechęć i dyskryminację są najbardziej narażone - podsumowuje dr Wysieńska-Di Carlo.

*imię bohaterki zostało zmienione dla jej bezpieczeństwa. Gdy próbowała opublikować swoją historię pod nazwiskiem i ze zdjęciem, zaczęła dostawać maile z pogróżkami z anonimowych adresów

Ciebie też spotkała podobna sytuacja? Ty też doświadczyłeś/aś dyskryminacji w pracy w związku ze swoim pochodzeniem, wiekiem, czy z innych względów? Napisz do autorki agnieszka.wadolowska@agora.pl

Więcej o: