Płk Olkowicz winny. "Urażona godność sądu. Trzeba iść do Strasburga, może z zagranicy dowiemy się, co to jest dobro publiczne"

- Nie szanuje się człowieka, który jest wrażliwy, bo frajerów tępimy. Ta sprawa nie powinna się tak skończyć. W tym przypadku jest problem z dobrą wolą pracowników wymiaru sprawiedliwości, którzy poczuli urażoną godność - tak dr Paweł Moczydłowski komentuje decyzję ws. płka Krzysztofa Olkowicza. Wg sądu II instancji dyrektor koszalińskiego więziennictwa złamał prawo, wpłacając kaucję za niepełnosprawnego intelektualnie więźnia skazanego za kradzież batonika.
Wymiar sprawiedliwości nie zmienia zdania na temat płk Krzysztofa Olkowicza. Sąd II instancji utrzymał w mocy wyrok z maja, zgodnie z którym dyrektor koszalińskiego więziennictwa złamał prawo, wpłacając 40 zł grzywny za mężczyznę niepełnosprawnego intelektualnie, który trafił do więzienia za kradzież batonika. O wartości 99 groszy. Olkowicza uznano za winnego, ale nie wymierzono mu kary.

- Niedopuszczalne zachowanie osoby piastującej ważne stanowisko w systemie służby więziennej. Powinna ona powziąć działania zgodne z prawem, działania profesjonalne - argumentowała dziś sędzia Renata Rzepecka-Gawrysiak, uzasadniając szkodliwość czynu.

Jednomyślnością sędziów wzburzony jest dr Paweł Moczydłowski, socjolog i były szef polskiego więziennictwa. Jak mówił w TOK FM, po ogłoszeniu wyroku, pułkownik Olkowicz nie powinien rezygnować z walki. - Jeśli będzie trzeba, należy iść do Strasburga, żebyśmy z zagranicy dowiedzieli się, co to jest dobro publiczne i szkodliwość społeczna. Istnieje głęboka niekompetencja w orzekaniu szkodliwości społecznej. To jakieś ich gumowe pojęcie i myślą, że mogą robić, co chcą. A moim zdaniem określenie szkodliwość społeczna jest ściśle związane z pojęciem dobra publicznego.

Sąd może wszystko

Zdaniem Moczydłowskiego pracownicy wymiaru sprawiedliwości, którzy zajmowali się sprawą, wykazali się "brakiem kompetencji społecznych" i zrozumienia dla pojęć szkoda społeczna i dobro publiczne. - Czytałem różne komentarze przy okazji tej sprawy i wszystkie były jednoznaczne. Że płk Olkowicz wykonał niezwykle ludzki gest, od serca, którym naprawił szkodę wyrządzoną nie przez kogo innego jak sędziów. Mamy więc do czynienia ze źle pojętą urażoną godnością sądu, źle pojętą solidarnością pracowników wymiaru sprawiedliwości. Mogą sobie na to pozwolić, bo... nie ponoszą konsekwencji za swoje błędy. Nawet jeśli niewinny człowiek dostanie odszkodowanie, to my wszyscy je zapłacimy, a nie sąd.

Tylko jeden winny

Jak przypomniał gość TOK FM, płk Olkowicz przed zapłaceniem kaucji za Arkadiusza K. doprowadził do wypuszczenia z więzienia niepełnosprawnego intelektualnie Radosława Agatowskiego, skazanego za kradzieże.

I do tej pory nikt inny poza nim nie został uznany za winnego. Choć np. skazując Agatowskiego, sąd "nie zauważył", że wcześniej orzeczono o jego niepoczytalności.

Żadnych konsekwencji nie ponieśli też podwładni Olkowicza, którzy donieśli na niego, oraz pracownik resortu sprawiedliwości, który zajął się donosem. - Choć pracownika ministerstwa obowiązuje rozporządzenie, które nie pozwala nadawać biegu donosom - przypomniał dr Moczydłowski.

- Nie szanuje się człowieka za to że jest wrażliwy i ma pewien system wartości. Bo taki system wartości ma frajer, a frajerów tępimy! W oczach różnych pracowników wymiaru sprawiedliwości widziałem niezrozumienie dla tego, co się stało - mówił Paweł Moczydłowski.

Płk Krzysztof Olkowicz, pytany przez dziennikarzy przed rozpoczęciem dzisiejszej rozprawy, podkreślał, że gdyby sytuacja się powtórzyła, postąpiłby tak samo.

Więcej o: