"Pasjonat, dobry przyjaciel". Kim był Steven Sotloff - dziennikarz ścięty przez terrorystów

Wczoraj dżihadyści z Państwa Islamskiego opublikowali kolejny film z egzekucji Amerykanina. Zamordowali Stevena Sotloffa - dziennikarza, który był ich zakładnikiem od 2013 roku. Sotloff był niezależnym reporterem, który z pasją, mimo niebezpieczeństw, dokumentował zmiany zachodzące w świecie arabskim.
Przyjaciele brutalnie zamordowanego przez terrorystów Stevena Sotloffa wspominają, że dziennikarz zawsze okazywał głęboką miłość dla świata islamu. Płynnie mówił po arabsku i z pasją oraz oddaniem pracował w najniebezpieczniejszych regionach świata.

Sotloff wychowywał się w Miami. Był wnukiem dwójki Żydów, którzy przetrwali Holocaust i przylecieli do USA. Uczył się na Kimball Union Academy w New Hampshire. Potem studiował na University of Central Florida - pisze "Daily Mail".

Był w tym czasie zapalonym graczem w rugby. Pisał dla uczelnianej gazety. Współlokator z tamtego okresu Josh Polsky wspomina Sotloffa jako "wiernego, opiekuńczego i dobrego przyjaciela".

Wciąż wracał na Bliski Wschód

Sotloff nie skończył studiów. Postanowił w pełni poświęcić się dziennikarstwu. Zaczął pracować na własną rękę jako reporter. Pisał reportaże m.in. z Jemenu, Arabii Saudyjskiej, Kataru, Turcji, Libii i Syrii. - Jestem tu od tygodnia i nikt [z dziennikarzy - red.] nie chce pracować z powodu porwań. Sprawy mają się tu raczej źle - pisał z Syrii do innego dziennikarza. - Kilka nocy chowałem się przed czołgami, pijąc deszczówkę - relacjonował.

Jednak takie trudności nie zniechęcały go. Wciąż wracał do pracy. Znajomi mówili o nim, że jest pasjonatem dziennikarstwa, który nie może się powstrzymać przed dokumentowaniem zmian zachodzących na Bliskim Wschodzie.

Sotloff, jak wspominają jego koledzy, pokazywał wydarzenia z perspektywy zwykłych ludzi, nie armii czy polityków. Reportaże publikował m.in. w "World Affairs", "TIME", "Foreign Policy".

Bliski Wschód z perspektywy zwykłych ludzi

W sierpniu 2013 roku powiedział kolegom, którzy próbowali go powstrzymać, że jest świadomy zagrożenia i ponownie poleciał do Syrii. Do kraju przedostał się przez Turcję.

Zaraz potem został porwany i trafił w ręce milicji Państwa Islamskiego. Przez ostatni rok, z dala od oczu opinii publicznej, rodzina dziennikarza i agencje rządu USA próbowały wynegocjować jego uwolnienie. Po opublikowaniu przez dżihadystów wideo z niedawną egzekucją Jamesa Foleya matka Sotloffa wystosowała dramatyczne przesłanie do przetrzymujących jej syna bojowników. Prosiła, by go wypuścili.

Wczoraj terroryści dokonali jego egzekucji. Miał 31 lat.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!

Więcej o: