Scenariusze dla Ukrainy? Ekspertka: Destabilizacja przed wyborami albo aneksja kolejnej części kraju

-Przywódcy światowi powinni brać pod uwagę czarny scenariusz, czyli próbę zbudowania lądowego połączenia między Rosją a Krymem - mówiła na antenie TOK FM Bogumiła Berdychowska. Jak takie połączenie zbudować? Odrywając kolejną część terytorium Ukrainy...
- Ukraińcy muszą korzystać z każdego instrumentu, który pomoże im zwrócić uwagę świata na sytuację na Ukrainie. Po zestrzeleniu malezyjskiego boeinga wydawało się, że to będzie wstrząs dla opinii światowej, który postawi sprawę ukraińską w centrum. Ale kiedy mamy otwarty konflikt arabsko-palestyński, państwo islamskie i ebolę w Afryce, to ta Ukraina ucieka - mówiła ekspertka forum polsko-ukraińskiego.

Jej zdaniem nie da się tej sprawy załatwić bez radykalnych postulatów wobec strony rosyjskiej i bez stanowczych sankcji. - Jeżeli nie chcemy posyłać naszych żołnierzy, to wykorzystajmy gospodarkę i postawmy warunki - dodała.

Scenariusze dla Ukrainy

- Putin przyjeżdża na spotkanie do Mińska i mówi, że Rosja nie może być stroną rozmów, bo nie mają żadnych wpływów. Mogą sprzyjać, mediować, ale za nic nie odpowiadają. To jest naigrywanie się ze zdrowego rozsądku - mówiła ekspertka.

Lepszy scenariusz to - jej zdaniem - starania Rosjan, by zwiększyć chaos i destabilizację na Ukrainie przed październikowymi wyborami, a w rezultacie doprowadzić do tego, żeby wybory się nie odbyły, albo były przeprowadzone w maksymalnie trudnych warunkach i można było podważyć ich wyniki.

- Niemniej przywódcy światowi powinni brać pod uwagę czarny scenariusz, czyli próbę zbudowania lądowego połączenia między Federacją Rosyjską a Krymem. Sposobem na to połączenie jest agresja na Ukrainie i oderwanie kolejnej części jej terytorium - oceniała Berdychowska.

Zabawa w ciuciubabkę

Ekspertka nazywa metody Putina "zabawą w ciubabkę". - Najlepiej dla niego byłoby odrywać kolejne części Ukrainy na wzór Krymu. Pojawiają się zielone ludziki, po czym przeprowadza się referendum i ludzie są szczęśliwi. Donbasu nie da się w ten sposób przyłączyć, ale pozostaje pokusa, żeby wspierać separatystów, ale oficjalnie nie brać udziału w wojnie - mówiła.

- Kiedy oficjalnie wprowadza się żołnierzy, wypowiada się wojnę, to nie zostawia się zbyt dużego pola manewru swoim zachodnim partnerom. Wtedy już Angela Merkel nie mogłaby po raz kolejny wyrażać zaniepokojenia. Wspólnota europejska musiałaby się zastanowić, czy jest skłonna zaakceptować rozbójnicze i wojenne działania jednego ze swoich członków - stwierdziła publicystka.

"Czas na wyrzutnie, armaty i czołgi"

Berdychowska wyjaśniała też sytuację na froncie. - Po stronie ukraińskiej biorą udział regularne jednostki wojska ukraińskiego, jednostki specjalne MSW i bataliony ochotników, które są okrążone w okolicach miejscowości Iłowajsk. Pojawiły się żądania, żeby je dozbroić w ciężką broń. Ich szef stwierdził, że kończy się czas broni automatycznej i czas na wyrzutnie, armaty i czołgi - wyjaśniała.

Podkreślała, że w kraju, w którym od miesięcy trwa wojna, nawet gdyby jego potencjał militarny nie był naruszony, może zabraknąć broni. - Może wcześniej szereg komentatorów nie chciało używać słowa wojna, ale starcia militarne trwają od kwietnia - dodała.

Ekspertka zauważyła również, że ukraińskie fabryki broni w Donbasie są poza kontrolą władz ukraińskich. - Zakłady, które wykonywały podzespoły do broni, zostały po prostu zagrabione i dochodzi do wywożenia ich na teren Federacji Rosyjskiej. Potencjał militarny jest więc znacznie niższy, niż wynikałoby to z danych za rok 2013 - stwierdziła.

Putin testuje opinię publiczną

Publicystka tłumaczyła, że od dłuższego czasu około 100 km granicy ukraińsko-rosyjskiej było poza kontrolą rządu i przechodziły przez nią konwoje sprzętu i ludzi. - Strona ukraińska stale apelowała do Rosji: - Jeżeli nie bierzecie w tym konflikcie udziału, to zadbajcie o zamknięcie granicy. Nic takiego się nie wydarzyło - mówiła.

Ekspertka forum polsko-ukraińskiego przypomniała też, że - po zatrzymaniu armii rosyjskiej na Ukrainie - Putin komentował, że musieli zabłądzić. Zauważyła przy tym, że wpisuje się to w dyskurs uprawiany przez prezydenta Rosji. - Po zajęciu Krymu stwierdził, że nie było tam żołnierzy rosyjskich, a umundurowanie i broń można kupić w każdym demobilu. Putin ciągle testuje, co jeszcze może zrobić i co zostanie przełknięte przez światową opinię publiczną - tłumaczyła.

Więcej o: