"Wysyłają nas jak mięso armatnie, jak ślepe kocięta". Przesłuchania rosyjskich jeńców na wschodzie Ukrainy [WIDEO]

Siły ukraińskie zatrzymały wczoraj dziesięciu żołnierzy rosyjskich. SBU opublikowała w internecie nagrania z przesłuchania jeńców. - To wszystko było kłamstwo. Wysyłają nas jak mięso armatnie - mówią Rosjanie. A Rosja zaprzecza. "To był patrol graniczny, zgubili się i przypadkowo weszli na Ukrainę" - głosi oficjalny komunikat.
Wczoraj w ramach operacji antyterrorystycznej prowadzonej na wschodzie Ukrainy zatrzymano 10 rosyjskich żołnierzy. Jak podaje Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, wszyscy służą w 331 pułku 98 dywizji Wojsk Powietrzno-Desantowych. Co ciekawe, 98 dywizja oficjalnie jest przeznaczona do prowadzenia misji pokojowych w ramach ONZ.

SBU opublikowała w internecie nagrania dokumentujące przesłuchanie jeńców. Mają one dowodzić, że Federacja Rosyjska wysyła żołnierzy na Ukrainę, nie informując ich o celu i miejscu działań, a sami wojskowi nie popierają agresywnej polityki wobec sąsiada.

"Ukraina to niepodległe państwo"

Młody jeniec, patrząc w kamerę, musi podać swoje dane. Michałkow potwierdza, że służy w 98 dywizji. Przesłuchujący demonstruje też przed kamerą nieśmiertelnik jeńca, co ma potwierdzać jego tożsamość. - Czy wiedziałeś, że jesteś nielegalnie na terytorium Ukrainy? - pada pierwsze pytanie. - Domyślałem się - odpowiada Rosjanin.

- Jechaliśmy w kolumnach, nie po drogach, ale po polach. Nawet nie zauważyłem, w którym miejscu przekroczyliśmy granicę - opisuje. Jak zaznacza, nikt nie informował ich o celu transportu. - Po prostu mieliśmy mieć marsz na 70 kilometrów. Wyjście na trzy dni - mówi.

Na koniec przesłuchujący pyta go o jego własną opinię na temat wydarzeń na Ukrainie.



- Uważam, że Ukraina to też niepodległe państwo. Jeśli są jakieś problemy, to powinny być rozwiązywane wewnętrznie. Nikt postronny nie powinien się wtrącać. U nas, w Rosji, w telewizji tak to przedstawiali, że banderowcy są źli, a ochotnicy dobrzy. Przyjechałem tutaj, trafiłem do niewoli i wszystko nam wyjaśnili, otworzyli oczy na prawdę, na to, co tu się rzeczywiście dzieje. My nawet nie wiedzieliśmy, po co jedziemy. Jesteśmy prostymi chłopakami: kazali, to wykonaliśmy. Jedziemy tu jako mięso armatnie. Pojechaliśmy jak ślepe kocięta - kończy.

"Nie martwcie się, przyjęli nas dobrze"

Drugi żołnierz też potwierdza, że ma kontrakt w 98 dywizji. - Nic nam nie powiedzieli, towarzyszyliśmy kolumnie sprzętu. Po prostu jechaliśmy po polach. Kiedy wjechaliśmy do wsi, przejechał czołg z ukraińską flagą. Wtedy zrozumieliśmy, gdzie jesteśmy - opisuje. - Potem zaczął się ostrzał - mówi.

Żołnierz opowiada, że przed odprawieniem kolumny z Rostowa nad Donem zebrano od nich dokumenty tożsamości i telefony. Wszystkie zostały w obozie. - Zrozumieliście, że trafiliście na wojnę? - pyta przesłuchujący. - Tak - odpowiada Rosjanin. - Chcecie w niej uczestniczyć? - Nie - mówi.



- To wszystko było kłamstwo. Nie ma tu żadnych ćwiczeń. Cały sprzęt, czołgi, artyleria, wozy są tu w ramach działań bojowych na terytorium Ukrainy - mówi żołnierz. Na koniec przekazuje pozdrowienia rodzicom i swojej ukochanej. - Nie martwcie się. Wszystko ok. Karmią nas. Przyjęli nas dobrze. Mam nadzieję, że wkrótce przyjadę - mówi.

Wojna informacyjna trwa

Na ile zapewnienia rosyjskich żołnierzy, że nie chcą walczyć i uznają niepodległość Ukrainy, są wiarygodne? Z pewnością na tyle, na ile wiarygodne są słowa człowieka pojmanego na wojnie przez armię przeciwnika. Rosjanie mają świadomość, że od ich zachowania zależą warunki, w jakich przebywają. Walczą też o jak najszybszy powrót do domu. Nic więc dziwnego, że ich zeznania doskonale wpasowują się w narrację, jaka prowadzi Ukraina: Rosja okłamuje swoich obywateli i wykorzystuje ich, traktuje jak mięso armatnie, a polityka Władimira Putina w rzeczywistości nie cieszy się poparciem społeczeństwa.

A co na to sama Rosja? Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. "Rosyjscy żołnierze przypadkowo przekroczyli granicę podczas patrolu. W czasie zatrzymania nie stawiali oporu" - poinformowało dzisiaj rosyjskie MON. Warto zaznaczyć, że "błądzący patrol" składał się z żołnierzy należących do formacji uważanych za elitę rosyjskiej armii.

Resort podkreślił, że ukraińskie patrole także wielokrotnie przekraczali linie graniczną.

"Na rosyjskie terytorium wielokrotnie - pojedynczo i w grupach - wkraczali ukraińscy żołnierze, w sumie około 500 osób. Część z nich z bronią w rękach i ze sprzętem bojowym. Nigdy nie robiliśmy w związku z tym niepotrzebnego zamieszania, tylko odsyłaliśmy wszystkich w bezpieczne miejsce po ukraińskiej stronie" - pisze agencja Itar-Tass, powołując się na źródła w MON.

Błądzący patrol i dezerterzy

Oficjalne przyjęcie wersji, że jeńcy to patrol, który pomylił drogę, oznacza, że tym razem rosyjscy żołnierze mają sporo szczęścia. Zdecydowanie mniej mieli go ci, których dokumenty znajdowały się w wozie bojowym zajętym przez siły ukraińskie 21 sierpnia. Jak podaje "Ukraińska Prawda", Federalna Służba Bezpieczeństwa odwiedza rodziny żołnierzy i zbiera o nich informacje.

Na konferencji prasowej opowiadała dziś o tym matka jednego z żołnierzy służących w Pskowie. - Może to świadczyć o tym, że spróbują go wrobić w dezercję. A wówczas nawet jeśli wróci do domu, czeka go więzienie - mówiła. Na razie jednak nie wie nawet, czy jej syn żyje. W ministerstwie obrony ani w jednostkach rodziny żołnierzy nie otrzymują żadnych informacji o tym, gdzie są ich bliscy. Oficjalnie Federacja Rosyjska nie prowadzi działań na terytorium Ukrainy.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE!