"Kościół prowadzi do erozji demokratycznego państwa prawa. Ale konkordatu nie trzeba wypowiadać, wystarczy, że..."

- Państwo, które samo siebie nie szanuje, nie będzie przez nikogo szanowane. A polskie państwo się nie szanuje, bo nie egzekwując przepisów konkordatu, dopuszcza do naruszeń tej umowy. Kościół katolicki w Polsce prowadzi w swoich działaniach do erozji demokratycznego państwa prawa - ocenił w TOK FM prof. Michał Komar.
Prof. Michał Komar uważa, że nie trzeba wypowiadać konkordatu. Taką propozycję, przypomnijmy, złożył prawnik prof. Wiktor Osiatyński.

Według Komara wystarczy, by państwo polskie skrupulatnie wypełniało przepisy umowy. - A państwo jest do tego zobowiązane. Państwo, które samo siebie nie szanuje, nie będzie przez nikogo szanowane. A nie szanuje, nie egzekwując przepisów konkordatu, dopuszcza do naruszeń tej umowy - podkreślał wykładowca Colegium Civitas w "Poranku Radia TOK FM".

Komentator jest przekonany, że rząd PO powinien zareagować na ofensywę Kościoła katolickiego. - Nie przypadkiem właśnie Platforma Obywatelska wygrywa wybory z liberalnym programem. Rząd powinien wykonywać zapisy tego liberalnego programu.

"Erozja demokratycznego państwa prawa"

Zdaniem prof. Komara "działania Kościoła katolickiego w Polsce prowadzą do erozji demokratycznego państwa prawa". - Nie wiem, czy to świadoma strategia, być może, czy to seria przypadków. Ale nie ulega wątpliwości, że tak się dzieje.

Tym, którzy proponują wprowadzenie klauzuli sumienia dla nauczycieli, komentator proponuje - by przypomnieli sobie, co działo się w połowie XIX wieku, "kiedy państwo kościelne panowało nad 1/3 terytorium dzisiejszej Republiki Włoskiej". - Do jakiego upadku moralnego, ekonomicznego i intelektualnego doprowadziły te rządy. Jak straszne rzeczy się wtedy działy.

Klauzula już funkcjonuje

Jan Ordyński, publicysta "Przeglądu" i TVP, nie ma wątpliwości, że "w polskim szkolnictwie klauzula sumienia już funkcjonuje". Świadczą o tym choćby problemy z organizacją w szkołach lekcji etyki, które ciągle są ewenementem, a nie standardem.

- Kiedy mój syn zaczął naukę w publicznej szkole podstawowej, plan zajęć ustawiano tak, żeby lekcje religii odbywały się na pierwszej albo ostatniej godzinie zajęć. Wtedy dzieci, które w nich nie uczestniczą, nie były "eksmitowane z klasy". Ale to się szybko zmieniło. Plan lekcji wymieszano i dzieci niechodzące na religię były wypraszane na korytarz, a w najlepszym razie do świetlicy. Kiedy w renomowanym warszawskim liceum na wywiadówce zapytałem o lekcje etyki, poczułem, jakbym zrobił coś bardzo brzydkiego. Po pewnym czasie dostałem telefon, że może... znalazłbym nauczyciela etyki. Dzięki pomocy prof. Magdaleny Środy przekazałem szkole numer telefonu do jednej z jej doktorantek, która chciała prowadzić lekcje... zapadła cisza - wspominał Ordyński w TOK FM.

Deklaracja wiary nauczycieli? "Będą spotkania z kuratorami" - zapowiada min. Kluzik-Rostkowska>>

Więcej o: