Mer Lwowa w TOK FM po zamachu na swoje życie: "Chwała Bogu, że nie było nas z żoną i dziećmi wtedy w domu"

- Jesteśmy żywi i to jest najważniejsza sprawa - tak w TOK FM Andrij Sadowy, mer Lwowa, skomentował próbę zamachu na jego życie. Podkreślał też wagę utrzymania stabilności kraju: - Teraz jest ważne, żeby każda osoba dobrze wykonywała swoją pracę - mówił.
Chodzi o wydarzenia z zeszłego tygodnia: w Krzemieńczuku w obwodzie połtawskim na centralnej Ukrainie zastrzelono w sobotę mera tego miasta Ołeha Babajewa. W nocy z piątku na sobotę bronią przeciwczołgową ostrzelany został dom mera Lwowa Andrija Sadowego. - Naprawdę na Ukrainie jest wojna - komentował to wydarzenie Sadowy w TOK FM.

"Ważne, żeby wykonywać swoją pracę"

- Rosja stosuje nową technikę: wojna dywersyjna, terroryzm i tysiące ludzi, którzy nielegalnie są na naszym terytorium i mają najnowocześniejszą broń - wymieniał Sadowy. - Chwała Bogu, że nas z żoną i z dziećmi nie było tej nocy w domu, że wyjechaliśmy w Karpaty. Jesteśmy żywi i to jest najważniejsze.

Zdaniem mera Lwowa, na Ukrainie teraz jest bardzo ważne, żeby codziennie wykonywać dobrze swoje obowiązki - i to głównie na poziomie samorządowym, ponieważ rząd centralny szykuje się do wyborów. - Oczekujemy, że odbędą się do końca roku - podkreślił gość Agnieszki Lichnerowicz w audycji Światopogląd. - Koalicyjny rząd myśli o wyborach i prawie nie pracuje. Największa odpowiedzialność jest teraz na samorządzie, na prezydentach miast.

- Rozumiem, że terroryści wykorzystują takie momenty niestabilności, chcą robić różne awantury. Ale jestem przekonany, że im się nie uda. To jest nasza ziemia, to nasze państwo i będziemy twardo bronić naszego terytorium i naszej niepodległości - podsumował Sadowy.

Kolejne wybory na Ukrainie?

Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk podał się do dymisji 24 lipca po zainicjowanym przez partię UDAR Witalija Kliczki i nacjonalistyczną Swobodę Ołeha Tiahnyboka rozpadzie koalicji "Europejski Wybór", tworzonej wraz z Batkiwszczyną byłej premier Julii Tymoszenko.

Rozpad koalicji otwiera prezydentowi kraju - Petrowi Poroszence - drogę do rozwiązania Rady Najwyższej i rozpisania wcześniejszych wyborów parlamentarnych. Jaceniuk w przemówieniu wygłoszonym wówczas do deputowanych oświadczył, że odchodzi ze stanowiska, gdyż Rada Najwyższa bojkotuje inicjatywy jego rządu. Dymisja premiera powinna być zatwierdzona przez parlament. Głosowanie w tej sprawie może odbyć się w czwartek.

Więcej o: