Ścięła przydrożny krzyż, bo przeszkadzali jej modlący się sąsiedzi. "Nie mogłam znieść tego zawodzenia?

- Nie mogłam już znieść tego tłumu i zawodzenia - tłumaczyła policjantom 57-letnia mieszkanka podczęstochowskiej miejscowości, która ścięła i zabrała do domu przydrożny krzyż. - To był akt rozpaczy - przekonuje w rozmowie z TVN 24.
Policjanci z Koniecpola odebrali w minioną sobotę zgłoszenie z jednej ze wsi gminy Dąbrowa Zielona: chodziło o kradzież metalowego krzyża i otaczającego go płotka. Początkowo podejrzewano, że to dzieło zbieraczy złomu, jednak policyjny pies pomógł funkcjonariuszom ustalić, że sprawcą jest 57-letnia właścicielka położonej obok posesji- Halina Krzesicka.

Kobieta przyznała się do winy, jednak zapewniała, że nie była to kradzież: ścięła krzyż za pomocą piły do metalu, ponieważ przeszkadzały jej zbyt częste i głośne śpiewy oraz modlitwy, które wznosili pod nim mieszkańcy. Dodała też, że dwukrotnie uszkodzili oni płot otaczający jej dom. Teraz grozi jej do pięciu lat więzienia: oskarżono ją o kradzież mienia oraz obrazę uczuć religijnych.

"Akt rozpaczy"

- Ja po prostu tego krzyża nie uznaję. Moim zdaniem, nie był nawet poświęcony, a oskarża się mnie w tej chwili o profanację - twierdzi Krzesicka w rozmowie z reporterami TVN 24 . Opowiada też, że krzyż postawił jeszcze w latach 60. jej dziadek. Pierwotnie był drewniany - później mieszkańcy ufundowali krzyż zrobiony z metalu. - Ja nie jestem z tego dumna, nie to było moim zamiarem, ale to był akt rozpaczy - tłumaczy kobieta swoje zachowanie.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS