Los Angeles. Piorun raził plażowiczów na Venice Beach. Jedna osoba nie żyje, co najmniej kilka rannych

Jeden młody mężczyzna nie żyje, a co najmniej kilka osób zostało rannych po tym, jak w niedzielę piorun uderzył w zatłoczoną plażę na Venice Beach w Los Angeles. Władze apelują do mieszkańców, by nie wychodzili z domów w czasie burzy, jeżeli słyszą głośne grzmoty.
Jak podaje BBC News, zabity mężczyzna miał 20 lat. Nadal nie jest jasna przyczyna jego śmierci - mógł on zginąć bezpośrednio od uderzenia pioruna bądź utonąć.

Świadkowie tragicznych wydarzeń opowiadali, że nagle niebo pociemniało i po chwili usłyszeli głośny huk. Piorun uderzył w miejscu, gdzie kończy się piasek i zaczyna woda.

BBC News podaje, że w wyniku uderzenia pioruna rannych zostało kilka osób. Niektóre amerykańskie serwisy informacyjne mówią o nawet kilkunastu poszkodowanych.

"Upadłem. Obok mnie inni też się przewracali"

Stuart Acher, jeden z rannych, opowiadał stacji BABC-TV, że został trafiony piorunem w momencie, kiedy grał w siatkówkę na plaży. - Nagle zobaczyłem błysk i poczułem, jakby ktoś uderzył mnie w tył głowy. To przeszło przez prawą stronę mojego ciała, poczułem, jak drętwieją mi łydki. Upadłem, a kiedy spojrzałem w górę, zauważyłem, że wszyscy obok mnie też się przewracają - mówił.

Władze i lokalne służby ratownicze apelują do mieszkańców, by nie opuszczali swoich domów, jeżeli słyszą grzmoty. Ostatnie wyładowania atmosferyczne były bowiem wyjątkowo groźne.

National Weather Service podaje, że w tym roku w USA od uderzenia piorunem zginęło co najmniej 15 osób.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: