Zabrał bezdomnego do marketu i zapłacił za jego zakupy. Internauci poruszeni

46 zł i 18 gr - tyle zapłacił informatyk Tomek Motyliński za zakupy dla bezdomnego mężczyzny. Historię opisuje na Facebooku. ?Przez kilkanaście minut nie mogłem się pozbierać i ryczałem, siedząc w aucie? - wspomina. Jego post zrobił duże wrażenie na internautach. Niektórzy nazywają go bohaterem, choć nie brakuje też głosów krytyki.
"Przed Tesco podszedł i zapytał, czy nie mam 10 gr, bo na chleb zbiera. Wyglądał schludnie, nie zalatywało od niego alkoholem, więc dostał 2 zł. Po chwili stał przed sklepem z bochenkiem chleba i jadł go tak, jakby to było najpyszniejsze jedzenie na świecie" - tak zaczyna historię swojego spotkania z bezdomnym Tomek Motyliński. "Wziąłem go do sklepu i pozwoliłem zrobić zakupy" - kontynuuje.

Post użytkownika Tomek Motyliński.


W hipermarkecie informatyk pozwolił bezdomnemu wybrać produkty. Później za nie zapłacił. Wspomina, że obdarowywany mężczyzna był bardzo zakłopotany, ale wdzięczny. "Wybierał chleb ten, a nie tamten, bo ten o 12 gr tańszy, przy każdym produkcie przy okazji pytając, czy na pewno może" - pisze Motyliński.

Dodaje, że po tym wydarzeniu, mimo że pomógł potrzebującemu, nie poczuł się lepiej. "Czy czuję się lepiej? Nie, przez kilkanaście minut nie mogłem się pozbierać i ryczałem, siedząc w aucie. Nie o taką Polskę mój ojciec walczył i jakoś pomimo upływu lat nie potrafię się z pewnymi rzeczami pogodzić" - pisze.

"Głodnego trzeba nakarmić"

Motyliński wspomina, że w całej sytuacji najgorsze były "miny ludzi stojących za nami w kolejce do kasy w momencie, gdy się już zorientowali, co się dzieje". "Zupełnie takie, jakbym co najmniej im z portfela pieniądze wyjmował..." - pisze. "Głodnego trzeba nakarmić - wyryjcie to sobie we łbach, szczególnie że mówi to Wam ateista..." - kończy swoją opowieść.

W komentarzu pod swoim postem informatyk opisuje więcej szczegółów tej sytuacji. "Pan ma 58 lat. Miły, niestety bardzo zahukany. Zlikwidowali parę lat temu zakład, gdzie pracował całe życie, i od tamtej pory bezskutecznie poszukiwał pracy. Taki typowy przykład rodaka, któremu zwyczajnie coś w życiu nie wyszło" - pisze.

"I tu pojawia się złość. Prowadzę małą działalność gospodarczą z zakresu usług IT, uczciwie płacąc podatki, i cały czas zastanawiam się, na co te podatki idą, skoro ja ciągle spotykam takich ludzi na swojej drodze. Sam niestety miałem okazję w życiu doświadczyć takiej fizycznej biedy, jakiej nikomu nie życzę, i znakomicie wiem, co czują tacy ludzie i jak ciężko jest się odbić od dna. (...) Ten wpis był jedynie wyrazem emocji, które chciałem z siebie wyrzucić, a z którymi wczoraj nijak nie umiałem sobie poradzić. Nie spodziewałem się takiego odzewu. Dziękuję, naprawdę mi pomogliście" - kontynuuje.

"Wspaniale, że masz otwarte oczy"

Wpis Tomka Motylińskiego na Facebooku polubiły prawie 94 tys., a udostępniło ponad 21 tys. osób. Dla wielu internautów informatyk jest wzorem do naśladowania. W komentarzach pod postem opisują swoje wzruszenie i gratulują Motylińskiemu postawy. Niektórzy nazywają go bohaterem. "Wspaniałe, że masz otwarte oczy Tomaszu, bo przecież zawsze warto być człowiekiem", "Wielki szacunek!" - czytamy w komentarzach.

Niektórzy krytykują informatyka. Nie tyle za jego gest, ile za publiczne opisywanie tej sytuacji. "A co do takiej sytuacji, no cóż... Powiem tak: ostatnią rzeczą, jaką bym zrobił, to po takiej sytuacji, a też mi się zdarzyło parę razy, bo też mam chyba na twarzy wypisane 'ten nie odmówi', to wrzucać to na Facebooka. No, ale każdy robi, jak czuje" - pisze jeden z internautów. Takie głosy są jednak w zdecydowanej mniejszości.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: