"Ta śmierć pójdzie na marne. Zachodni politycy intensywniej zabiegają o posady komisarzy niż o rozwiązanie problemu Ukrainy"

- To przerażające, ale ta śmierć pójdzie na marne, bo nikt nie ma woli, żeby przełożyć język konkretu na język polityki - tak skutki katastrofy malezyjskiego boeinga ocenił w TOK FM prof. Andrzej Gil z Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej.
Samolot pasażerski linii Malaysia Airlines został strącony wczoraj w obwodzie donieckim, gdzie toczą się walki między separatystami a ukraińskimi siłami rządowymi. Zginęło 298 osób, m.in. 154 Holendrów, 43 Malezyjczyków i 27 Australijczyków.

Przedstawiciele amerykańskich władz uważają, że maszyna została strącona rakietą ziemia-powietrze. Nikt jednak na razie nie wskazuje jednoznacznie, kto tego dokonał. Mówi się o separatystach i ich związku z Rosją, ale politycy wstrzymują się od mocnych wskazań na winę Rosji.

Jakie więc mogą być konsekwencje wczorajszej tragedii? - Pozycja Rosji w świecie pokazuje, że możemy się przygotować na scenariusz, że to po prostu się rozpłynie - będzie przedmiotem śledztwa, dochodzeń przez wiele lat i na koniec, np. za 10 lat, dowiemy się, że rzeczywiście winni byli separatyści, po których nie będzie śladu - komentował w TOK FM prof. Andrzej Gil z Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej.

Międzynarodowa komisja? ''Ja chciałbym fachowej komisji''

Od początku władze Ukrainy deklarują, że sprawą wyjaśnienia katastrofy powinna się zająć międzynarodowa komisja. Podobną deklarację złożył rosyjski MAK. - Ale pewne sprawy już są stracone: teren, na którym się to wydarzyło, jest pod kontrolą ludzi, którzy nie są w żaden sposób za nic odpowiedzialni - wskazał prof. Gil.

Ekspert dodaje, że też nie wiemy, co działo się na miejscu katastrofy w czasie od momentu katastrofy do chwili, kiedy przybili kompetentni badacze. - Wiadomo też, że pewnych elementów już fizycznie tam nie ma - nie tylko broni inwazyjnej, która zestrzeliła ten samolot, ale też elementów kadłuba samolotu. Tego zapewne już nie ma.

Zdaniem rozmówcy Agnieszki Lichnerowicz na niewiele zda się też kwestia umiędzynarodowienia śledztwa. - Co to znaczy "międzynarodowa komisja"? Ja chciałbym, żeby to była po prostu fachowa komisja. Umiędzynarodowienie tej sprawy niewiele przynosi - mamy wiele międzynarodowych komisji, które działają, a ich rezultaty są niewymierne - stwierdził Gil.

Szansa na przełamanie? ''Wręcz przeciwnie''

Czy ta katastrofa może wpłynąć na uspokojenie sytuacji wojennej na wschodzie Ukrainy? - Raczej wręcz przeciwnie. To są dwie rzeczywistości, wcale niemuszące się łączyć: z jednej strony ta straszna tragedia samolotu cywilnego, z drugiej - te wydarzenia dziejące się od pół roku na Ukrainie. Nie widzę woli politycznej ze strony najważniejszych graczy światowych, żeby tę katastrofę wykorzystać jako pretekst do zakończenia tego, co dzieje się na Ukrainie. Nie byłbym optymistą - podkreślił prof. Gil.

- Nie widać u przywódców Europy Zachodniej takiego zaangażowania w rozwiązanie konfliktu na Ukrainie, jak chociażby zaangażowania w posady europejskie. Zabiegi o posady komisarzy są bardziej intensywne niż o rozwiązanie problemu Ukrainy - wytknął profesor. - Minęło już kilkanaście godzin, sprawy nie zostały nazwane, nie zostały przedstawione w ultymatywnym tonie i nic się nie dzieje. To przerażające, ale ta śmierć pójdzie na marne, bo nikt nie ma woli, żeby przełożyć język konkretu na język polityki - podsumował gość TOK FM.