Rzecznik NFZ: Kontrola w szpitalach odmawiających aborcji niemożliwa bez skargi pacjentki

- Urzędnicy muszą wykazać, że konkretnej pacjentce odmówiono udzielenia świadczenia i informacji o możliwości wykonania go w innej placówce - mówił w TOK FM rzecznik prasowy mazowieckiego oddziału NFZ Andrzej Troszyński. Podkreślał jednak, że Fundusz podpisuje z oddziałami położniczo-ginekologicznymi kontrakty, które obejmują cały zakres świadczeń.
Prowadząca audycję Agata Kowalska przytoczyła deklarację Szpitala Powiatowego w Wołominie, którego dyrektor poinformował, że w szpitalu nie przeprowadza się zabiegów przerwania ciąży i niedawno potwierdzono to w statucie placówki. W szpitalu od wczoraj trwa kontrola NFZ, ale - jak poinformował rzecznik - została zaplanowana znacznie wcześniej i dotyczy kwalifikacji personelu i wyposażenia szpitala.

"Funduszowi nic do tego..."

Troszyński przekonywał, że bez skargi zgłoszonej przez pacjentkę NFZ ma związane ręce. - Statut jest kwestią organu właścicielskiego. Funduszowi nic do tego. Co miesiąc otrzymujemy sprawozdania z realizacji kontraktu i płacimy za wykonanie świadczeń. Przy podpisywaniu kontraktu obie strony zgodziły się na wykonywanie pełnego zakresu świadczeń - tłumaczył i dodał: - Jak do tej pory nie mieliśmy żadnej skargi od pacjentów, ale przedmiot kontroli nie może obejmować takich rzeczy jak statut.

- Jeżeli jest sygnał, że jakikolwiek oddział nie wykonuje jakiejkolwiek części świadczeń, reagujemy na to - stwierdził rzecznik mazowieckiego oddziału NFZ. - Przecież mamy sygnał w postaci deklaracji szpitala - oponowała Kowalska. - To jest sygnał zapowiedzi. Urzędnicy muszą wykazać, że konkretnej pacjentce odmówiono udzielenia świadczenia i informacji o możliwości wykonania go w innej placówce - odpowiadał Troszyński.

Kontrola w szpitalu prof. Chazana

Rzecznik wyjaśniał również proces prowadzący do ukarania Szpitala im. Świętej Rodziny. - Podczas kontroli stwierdzono, że pacjentce nie udzielono świadczenia i nie udzielono informacji o możliwości wykonania takiego świadczenia w innej placówce lub u innego lekarza. Kontrola dotyczyła tego, że nie udzielono tej informacji, do czego dyrekcja się wcześniej przyznała. Urzędnicy nie mieli innego wyjścia, jak tylko nałożyć karę - mówił.

Pytany o sugerowany przez prof. Chazana podział na placówki dokonujące i niedokonujące aborcji stwierdził, że jest to temat, nad którym "łamią sobie głowy eksperci i profesorowie". - Cała sprawa być może posłuży do wypracowania jasnych przepisów - dodał.