Belka jednoznacznie u Passenta: "Państwo polskie jest słabe, tolerowaliśmy kpinę z niego. Przykłady? Proszę bardzo..."

- W Polsce się toleruje sytuacje, których nie toleruje się w innych krajach. Przykłady? Proszę bardzo. Tylko 28 proc. osób płaci abonament telewizyjny, tolerowaliśmy przez wiele lat niesłychaną kpinę z państwa tzw. lokaty anty-belkowe. To było nielicujące z powagą państwa. W momencie, w którym ktoś wpada na pomysł, żeby wykorzystać lukę w przepisach, minister finansów powinien natychmiast walnąć pięścią w stół - mówił prezes NBP Marek Belka w TOk FM.
Jako przykłady słabości państwa polskiego Belka wymienił też aferę Amber Gold. - Po pierwszej reklamie, która z daleka śmierdziała przekrętem, urząd Komisji Nadzoru Finansowego zgłosił sprawę do prokuratury i zamieścił na swojej stronie internetowej ostrzeżenie. Okazuje się, że w ramach źle pojętej ochrony swobodnej przedsiębiorczości nie mogliśmy doszukać się niewłaściwości w działaniu tej piramidy finansowej - oburzał się.



Szef NBP w odniesieniu do publikacji przez "Wprost" nielegalnego podsłuchu z jego rozmowy z ministrem Sienkiewiczem tłumaczył, o czym w rzeczywistości rozmawiał z szefem MSW. - Nikt nie zwraca uwagi na to, że podsłuch w ogóle jest rzeczą paskudną. Nie zwraca się uwagi na to, co było powiedziane, tylko na to, jaką narrację zbudowano w rzeczonym tygodniku. Narrację bardzo niewłaściwą i fałszywą - mówił prezes NBP i dodał, że "ani razu w żadnym artykule nie było zacytowane żadne pełne zdanie" wypowiedziane przeze niego i innych uczestników tej rozmowy. A jak stwierdził, padały słowa, które mogły zostać zinterpretowane "w sposób paskudny".

- Tłumaczyć się, że nie jest się nosorożcem, jest niemożliwe. Jak ktoś powie, że jesteś nosorożcem, to jesteś - zauważył.

"To wszystko mówiłem publicznie, ale dopiero jak ktoś mnie podsłuchał..."

- Tego co pan w dyskrecji omawiał, publicznie by pan nie powiedział? - spytał prowadzący audycję Daniel Passent. - Powiedziałem! Nie powiedziałbym tym samym językiem. Dopiero jak człowieka podsłuchają, to zaczynają słuchać. Wiele z tych spraw, którymi się dziś ekscytujemy, wcześniej mówiłem publicznie - podkreślił Belka i przyznał, że złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury.

Prezes NBP opowiadał, jak wyglądała jego rozmowa na ten temat z prezydentem Komorowskim. - Bardzo istotną sprawą dla niego było to, jak ułożę sobie pracę z Radą Polityki Pieniężnej. A ułożyłem sobie na tyle, że pracujemy normalnie, nie tylko nad rutynowymi sprawami, ale także będziemy wspólnie z zarządem NBP formułować swoje stanowisko w sprawach, których dotyczy ustawa nowelizująca Narodowy Bank Polski - mówił.

Autorytet NBP? "Sądzę, że został nadszarpnięty"

- W Polsce się toleruje sytuacje, których nie toleruje się w innych krajach. Przykłady? Proszę bardzo. Tylko 28 proc. osób płaci abonament telewizyjny, tolerowaliśmy przez wiele lat niesłychaną kpinę z państwa tzw. lokaty anty-belkowe. To było nielicujące z powagą państwa. W momencie, w którym ktoś wpada na pomysł, żeby wykorzystać lukę w przepisach, minister finansów powinien natychmiast walnąć pięścią w stół - mówił Belka.



Wiele osób zarzucało, że treść rozmowy Belki z Sienkiewiczem dotyczy sprawy finansowania budżetu państwa przez NBP. - W sytuacji normalnej jest kilka bezpieczników, które to uniemożliwiają. Jest ustawa budżetowa, która wyraźnie mówi w jaki sposób wydatki państwa mają być finansowane. Jakby się okazało, że są finansowane w inny sposób, to byłoby złamane prawo. Co miesiąc pokazujemy też jaki jest stan bilansu NBP. W tym bilansie można zobaczyć czy są obligacje skarbu państwa. Jeślibyśmy finansowali, to by tam były - stwierdził.

- Czy sądzi pan, że autorytet Narodowego Banku Polskiego został nadszarpnięty? - zapytał na koniec Passent. - Tak sądzę. I moją największą troską jest to, żeby próbować jak najwięcej z tej straty odrobić - odparł Belka.

Więcej o: