Giertych u Olejnik: Adwokat spotyka się z różnymi ludźmi: z bandytą, Nisztorem, złodziejem. To istota naszego zawodu

- Adwokat spotyka się różnymi ludźmi: z bandytą, z Nisztorem, ze złodziejem i z różnymi osobami, które różne rzeczy negocjują. To jest istota naszego zawodu - tłumaczył w programie "Kropka nad i" w TVN 24 Roman Giertych. W ten sposób odniósł się do rewelacji tygodnika "Wprost", który w dzisiejszym numerze oskarżył go o organizowanie spółki szantażującej biznesmenów.
Dzisiejszą "Kropkę nad i" zdominował temat stenogramów, opublikowanych w najnowszym numerze "Wprost". - Roman Giertych chciał tworzyć grupę, która będzie wymuszała pieniądze od najbogatszych Polaków: Jana Kulczyka, Zygmunta Solorza, Leszka Czarneckiego i Michała Sołowowa - czytamy w tygodniku.

- Tygodnik "Wprost" nie opublikował żadnych taśm, i to jest pierwszy problem w tej sprawie. Mamy do czynienia z jednostronnym stenogramem, gdzie padają moje słowa, a nie padają słowa Piotra Nisztora - tłumaczył rewelacje gazety Giertych.

- Prawdą jest, że w imieniu mojego klienta negocjowałem z panem Nisztorem zakup praw autorskich do tej książki. Jak pani wie, tej książki nie ma. Nawet w dzisiejszym wywiadzie pan Nisztor powiedział, że było tylko kilkanaście stron, które przekazywał różnym osobom do oceny - podkreślił.

- Ten stenogram jest podwójnie zmanipulowany. Po pierwsze, nie ma tam słów pana Nisztora, a po drugie, w moje usta wpycha się przedstawianie informacji, które chwilę wcześniej przedstawił pan Nisztor. Dowodem jest właśnie ta książka, bo tu są nie informacje o panu Janie Kulczyku, ale również o panu Czarneckim i Sołowowie - mówił Giertych, pokazując odpowiednie przypisy w dwustustronicowym szkielecie książki, który przyniósł ze sobą do studia. Jak zapewnił w późniejszej części rozmowy, egzemplarz dostał właśnie od Nisztora podczas opisanego przez "Wprost" spotkania.

"Miałem podwójne zadanie: wykupić książkę i negocjować prawa autorskie"

- Kim był pana klient? - chciała wiedzieć prowadząca. - Był to biznesmen blisko współpracujący z panem Kulczykiem - zaznaczył Giertych. - Czyli przyszedł do pana na polecenie Jana Kulczyka? - dopytywała Olejnik. - Pani redaktor, to są rzeczy, których nie mogę ujawnić. Wiąże mnie tajemnica adwokacka, wszystko to, co dzisiaj mówię, jest konsultowane z moim mocodawcą - mówił polityk.

- Zapłacił panu? Przecież pan nie wykonał zadania - indagowała dalej prowadząca. - Nie do końca. Miałem podwójne zadanie: po pierwsze, wykupić książkę, a później negocjować sprawę praw autorskich. Pierwszą część zrobiliśmy, dokonaliśmy analizy prawnej wypocin pana Nisztora; od razu powiem, że nie wynikało z niej, że pan Kulczyk ma się czego bać. Natomiast nie mam wątpliwości, że ta książka narusza dobro osobiste nieżyjącego już ojca - bronił mecenas.

"Jeżeli ktoś zarzuca mi szantaż, niech zapyta się o to pana Kulczyka"

- Przykrywka, którą przedstawiłem panu Nisztorowi, była przygotowana do tego człowieka. Przychodzi szantażysta i ja nie mogę mu się przedstawić jako idealny człowiek, który dla przyjaciela pana Kulczyka chce kupić książkę. Wymyśliliśmy legendę, przykrywkę, którą mu przedstawiłem. Co w tym złego? - pytał były minister edukacji.

- Nikt nie pyta, dlaczego zostałem zaatakowany i pani każe mi się tłumaczyć z nielegalnego podsłuchu wykonywanych czynności zawodowych. Dlaczego nie każe się pani tłumaczyć panu Nisztorowi, czemu nielegalnie nagrywał rozmowy? - chciał wiedzieć.

- Ale czy to się mieści w etyce adwokackiej? - dopytywała w odpowiedzi Olejnik. - Nie mieści się szantażowanie - brzmiała odpowiedź. - No ale pan chciał... - nie odpuszczała dziennikarka. - To nie jest żadna realna propozycja przecież. Jeżeli ktoś zarzuca mi szantażowanie, to niech się zapyta pana Kulczyka, czy go szantażowałem - podkreślił gość programu.

Giertych: Mój klient wiedział, że Nisztor składa propozycję kupna książki

- Tak, był zadowolony, skoro mi przekazał książkę - mówił Giertych, pytany, czy Nisztor uwierzył w jego legendę. - Moim pierwszym celem było zdobycie tego materiału - przypomniał. - Myśmy mu proponowali zapłatę za prawa autorskie i później pan Nisztor spotkał się z przedstawicielem pana Kulczyka. Dzisiaj on w wywiadzie drugi raz kłamie, mówiąc, że nie spotykał się z panem Sroką - tłumaczył.

Były minister edukacji dodał też, że jego klient wiedział, że Nisztor składał innym osobom ofertę kupna książki - dlatego wiedział, że prędzej czy później zgłosi się z ofertą również do niego. Giertych zapewnił również, że nikt nigdy nie miał zastrzeżeń do jego etyki zawodowej.

- Myślę, że dziennikarze powinni się zastanowić, czy tego typu osoby, które potajemnie nagrywają ludzi i publikują nielegalnie podsłuchy, są dobrymi przedstawicielami tego środowiska - mówił.

"Mnie bardziej brzydzi, jak ktoś mówi: gdybym wiedział, że był pedałem, to..."

- Adwokat spotyka się różnymi ludźmi: z bandytą, z Nisztorem, ze złodziejem i z różnymi osobami, które różne rzeczy negocjują. To jest istota naszego zawodu, że prowadzimy różnego rodzaju trudne rzeczy; mój zawód pozwala na kontakt z ludźmi, których minister nie zaprosiłby do swojego gabinetu - mówił Giertych, pokazując różnicę pomiędzy nagraniami jego podsłuchanych rozmów a rozmów ministrów.

- Odnośnie do kwestii legendy mogę jeszcze mówić, natomiast na temat różnego rodzaju prywatnych wątków, które pojawiają się w każdej półsłużbowej rozmowie, w ogóle się nie będę wypowiadał - odpowiedział były szef resortu edukacji pytany, czy rzeczywiście chciał stworzyć listę 100 najbardziej wpływowych homoseksualistów. - Tak samo nie rozmawiałem z panią na temat prywatnych części rozmów pana Sikorskiego, bo brzydzi mnie taka sytuacja. Trochę mnie brzydzi takie podniecanie się niektórych dziennikarzy, że można przeczytać czyjąś podsłuchaną rozmowę - tłumaczył Giertych.

- Mnie bardziej brzydzi, jak ktoś mówi: "gdybym wiedział, że on był pedałem, tobym go skompromitował jak byłem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego" - cytowała nagrania Olejnik. - Mówi pani o mojej prywatnej rozmowie i ja odmawiam rozmowy na ten temat. Uważam, że jakby pani prywatne rozmowy nagrać i puszczać, też miałaby pani powód do tego, by nie rozmawiać na ten temat - zauważył gość.

"Dla mnie nagrywanie ludzi jest obrzydliwe. Ale też nienawidzę homofobów"

- Pani jest dziennikarką, ja jestem adwokatem. Pytam panią publicznie: czy pani akceptuje tego typu metody? - chciał wiedzieć Giertych. Wcześniej były minister i prowadząca program spierali się o to, po czyjej stronie w aferze podsłuchowej powinny stać media i opinia publiczna: nielegalnie nagranych osób czy tych, którzy ujawnili taśmy. - A pan akceptuje tego typu metody, żeby przychodzić i wykupywać prawa do książki? - odpowiedziała pytaniem Olejnik. - Tak, akceptuję, to jest część mojej pracy. To jest dopuszczalne i absolutnie legalne. Nie łamię prawa, prokuratura to potwierdziła - po raz kolejny przypomniał Giertych.

- Dla mnie nagrywanie ludzi jest obrzydliwe. Dałam temu wyraz w rozmowie z Adamem Michnikiem kilka lat temu - odpowiedziała Olejnik. - Bardzo pani dziękuję, bardzo! - gratulował mecenas. - Ale z drugiej strony nienawidzę homofobów, nienawidzę, jak ktoś mówi, że stworzy listę homoseksualistów - zakończyła dziennikarka.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: