Kulczyk żąda przeprosin od TV Republika. M.in. za "dywagacje nt. ryzyka przejęcia przez Rosjan kontroli nad polską chemią"

Działając w imieniu dr. Kulczyka oraz Kulczyk Investments, zwracamy się do Państwa o bezzwłoczne opublikowanie sprostowania oraz przeprosin - tak zaczyna się treść wniosku wysłanego do TV Republika przez prawników reprezentujących biznesmena Jana Kulczyka w związku z materiałem stacji. Zasugerowano w nim m.in., że Kulczyk zamierza sprzedać Rosjanom Grupę Chemiczną Ciech.
- Pierwszą osobą, która naciskała na "Wprost", by nie publikować rozmów był Jan Kulczyk. Najbogatszy Polak chciał, aby jego nazwisko w ogóle nie pojawiło się w artykule - twierdzą autorzy spornego materiału, który został wyemitowany na antenie TV Republika 2 lipca. Dalej słyszymy, że "Wprost" się "nie ugiął", dzięki czemu na jaw wyszły informacje m.in. o rozmowie Kulczyka z prezesem NIK, Krzysztofem Kwiatkowskim, której treści do dziś nie znamy.

Być może, możliwe, jak się mówi...

Po obejrzeniu materiału na myśl nasuwa się refleksja, że oparty został jedynie na plotkach. Często padają tam stwierdzenia "być może", "możliwe", "jak się mówi". W takim też kontekście pojawia się informacja jakoby "Rosjanie chcieli przejąć kontrolę nad polską chemią". Miałby im w tym pomóc układ z Kulczykiem, który miesiąc temu wykupił większość akcji jak dotąd państwowej Grupy Chemicznej Ciech.

- Być może Kulczyk zostanie oficjalnym właścicielem Ciechu bardzo krótko, a tak naprawdę znajdzie się on w rękach rosyjskich - takie stwierdzenie pada w materiale TV Republika i to za nie przede wszystkim żąda przeprosin Kulczyk.

"Osoby odpowiedzialne w redakcji TV Republika za publikację spornego materiału dopuściły się rażących zaniedbań w zakresie ustawowych wymogów odnośnie do staranności i rzetelności dziennikarskiej" - czytamy w piśmie skierowanym do redaktora naczelnego TV Republika. Jego treść opublikował portal Telewizjarepublika.pl.

"Próba zastraszenia"

Prócz przeprosin biznesmen domaga się sprostowania informacji zawartych w materiale, a także jego usunięcia m.in. z serwisu YouTube. Ma się to stać najpóźniej w ciągu trzech dni od otrzymania pisma przez telewizję, a w przypadku usunięcia materiału w ciągu 24 godzin od jego otrzymania. Jeśli wysunięte przez pełnomocników biznesmena żądania nie zostaną spełnione, zamierza on pozwać TV Republika.

Sama stacja ocenia pismo jako próbę zastraszenia dziennikarzy oraz wskazuje, że zostało błędnie zaadresowane - jego adresatem jest bowiem Antoni Trzmiel, w piśmie podpisany jako szef TV Republika. W rzeczywistości jest on jednak szefem portalu Telewizjarepublika.pl, a redaktorem naczelnym stacji jest Bronisław Wildstein.

Chcesz wiedzieć więcej o aferze taśmowej "Wprost"? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS