"Rolling coal": auta tych amerykańskich kierowców dymią na potęgę - na złość Obamie i ekologom

"Huffington Post" i "Slate" opisują interesujący trend wśród amerykańskich kierowców, którzy mają dość proekologicznych pomysłów prezydenta Obamy: właściciele pick-upów przerabiają swoje auta, by emitowały one znacznie więcej spalin. Amatorzy jazdy w kłębach czarnego, trującego dymu nazywają ten rodzaj tuningu z politycznym podtekstem "coal rollingiem".
Mogłoby się wydawać, że dążenie do tego, by samochody emitowały możliwie niewiele spalin, jest w XXI wieku czymś powszechnym. Okazuje się jednak, że niekoniecznie. Amerykańskie media donoszą bowiem, że liczni wyborcy Republikanów na złość proekologicznym działaniom Obamy, dążą do osiągnięcia celu wręcz przeciwnego - by zadrwić z lewicowych ideałów walki o czyste powietrze, wydają spore sumy tylko po to, by z rur wydechowych ich pick-upów wydobywały się gęste kłęby czarnego dymu.

- Trafiam na wiele osób, które w gruncie rzeczy wcale nie lubią Obamy. Jeśli on jest za środowiskiem albo za czymś tam innym, my robimy odwrotnie - mówił w rozmowie z magazynem " Slate " anonimowy sprzedawca akcesoriów do przerabiania aut w zgodzie z nową modą. Bez ogródek przyznawał on, że w całej sprawie chodzi przede wszystkim o jedno: pokazanie takim ludziom jak Obama środkowego palca.

Poza Obamą na celowniku entuzjastów "coal rollingu" są też ekolodzy, liberałowie i wszyscy inni, którzy sprzeciwiają się "prawdziwie amerykańskiej" miłości do samochodów: np. właściciele hybrydowych, a więc przyjaznych dla środowiska, samochodów Toyota Prius (motyw gnębienia kierowców Priusów pojawia się zresztą w licznych memach, filmikach czy naklejkach, które tworzą zmotoryzowani przeciwnicy Obamy).



Na czym dokładnie polegają aplikowane przez zmotoryzowanych konserwatystów samochodowe modyfikacje? Huffington Post tłumaczy, że chodzi o różnego rodzaju zabiegi mające na celu zwiększenie spalania paliwa w silnikach typu diesel. W efekcie w wybranym momencie powstają gęste kłęby dymu, którym można straszyć przechodniów czy innych uczestników ruchu drogowego.



"Slate" odnotowuje, że ten trend zyskuje sobie ogromną popularność - związane z nim facebookowe profile mają dziesiątki tysięcy fanów, a firmy zajmujące się przeróbkami zarabiają krocie.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: