Ekspert: Jeśli Amerykanie napuścili pracownika BND na niemiecką komisję śledczą, to jest to prawdziwy skandal [WYWIAD]

- Zwerbowanie przez USA pracownika BND to skandal. Jeśli Amerykanie napuścili go na komisję śledczą Bundestagu, a więc organ konstytucyjny, to jest to bezprecedensowe przekroczenie granic współpracy sojuszniczych służb i nadużycie zaufania partnera - mówi w rozmowie z Deutsche Welle Erich Schmidt-Eenboom, niemiecki ekspert ds. służb specjalnych.
31-letni Niemiec, pracownik wywiadu Bundesnachrichtendienstes (BND), podejrzany jest o szpiegowanie na zlecenie USA pracy komisji śledczej Bundestagu ds. afery NSA. Prokuratura federalna wydała w środę nakaz aresztowania pod zarzutem "uzasadnionego podejrzenia o prowadzenie działalności szpiegowskiej" - poinformowały rozgłośnie NDR, WDR i dziennik "Sueddeutsche Zeitung". BND nie zajął stanowiska. Czytaj więcej >>

Deutsche Welle: 31-letni pracownik Federalnej Służby Wywiadowczej (BND) został zwerbowany przez Amerykanów i szpiegował komisję Bundestagu ds. afery podsłuchowej NSA. Czy to normalna sprawa w świecie tajnych służb, czy też mamy do czynienia ze skandalem?

Erich Schmidt-Eenboom*: To prawdziwy skandal. Przede wszystkim dlatego, że amerykańscy agenci działający w Niemczech nie są traktowani przez Federalną Służbę Wywiadowczą jako przeciwnicy, tylko pracownicy zaprzyjaźnionych służb i dlatego przymyka się oko na niektóre ich działania, które w innych okolicznościach można by potraktować jako działalność agenturalną. Ale jeśli Amerykanie napuszczają pracownika BND na komisję śledczą Bundestagu, a więc organ konstytucyjny, to jest to bezprecedensowe przekroczenie granic współpracy sojuszniczych służb i nadużycie zaufania partnera.

Jeśli to się potwierdzi, to jakie konsekwencje, pańskim zdaniem, będzie to miało dla stosunków niemiecko-amerykańskich?

- Na pewno obciąży to poważnie stosunki na płaszczyźnie politycznej. Natomiast na płaszczyźnie stosunków między tajnymi służbami obu państw to sądzę, że sprawa ta zostanie potraktowana w kategoriach zawodowych. Czyli zwycięży przekonanie, że służby tak właśnie działają i po okresie pewnego ochłodzenia kontaktów wszystko potoczy się po staremu.

Ten pracownik BND miał szczególnie pilnie obserwować komisję śledczą Bundestagu ds. afery podsłuchowej NSA. Co takiego w jej pracy tak bardzo interesuje Amerykanów?

- Bardzo wiele spraw. Po pierwsze, strona amerykańska chciałaby mieć pewność, że jeśli Edward Snowden przekaże członkom tej komisji jakieś informacje, to nawet jeśli nastąpi to na jej tajnym posiedzeniu, oni też uzyskają do nich dostęp. Po drugie, Amerykanie chcą wiedzieć, w jakim zakresie BND informuje niemieckich parlamentarzystów o jej współpracy z NSA, która, jak wiemy, jest opatrzona klauzulą tajności. Mówiąc najogólniej: Amerykanom chodzi o to, aby wiedzieć o pracach komisji tyle, by odpowiednio wcześnie mogli przygotować się pod względem medialnym na jej raport końcowy ws. afery podsłuchowej NSA.

Czy ta sprawa odbije się również na dalszych pracach komisji?

- Z pewnością nie zaskoczyło to komisji, która zawsze musiała pracować w przeświadczeniu, że wszystko, co robi, żywo interesuje także wiele obcych, tajnych służb. Nie tylko w USA. Dlatego byłoby wskazane, żeby wykluczyć z jej posiedzeń, przynajmniej tych prowadzonych przy drzwiach zamkniętych, przedstawicieli najrozmaitszych władz i instytucji, którzy i tak już wywierają na nią zbyt duży wpływ.

Na początku tej afery pojawiły się przypuszczenia, że zatrzymany pracownik BND szpiegował także na rzecz Rosjan. Ta sprawa nie jest jeszcze wyjaśniona do końca, ale czy uważa pan za możliwe, że podczas przesłuchania przyznał się do współpracy z NSA tylko dlatego, żeby odwrócić uwagę śledczych od jego prawdziwych mocodawców?

- Nie sądzę, żeby tak było, ponieważ to można sprawdzić. Naturalne, że w działalności wywiadowczej zdarzają się przypadki zwerbowania kogoś pod obcą flagą. Mówi się mu, że będzie pracować dla USA, ale w rzeczywistości został zwerbowany przez wywiad rosyjski. Tego nigdy nie można wykluczyć całkowicie.

W jaki sposób BND pozyskuje swoich pracowników? Tak jak każda inna firma czy w jakiś specjalny sposób?

- W tej chwili tak jak w każdym normalnym przedsiębiorstwie. To znaczy, że daje się ogłoszenie o poszukiwaniu kandydatów do pracy, że przyjmuje się i analizuje szczegółowo ich podania, przeprowadza rozmowy z kandydatami, a przed zatrudnieniem i po, dokładnie się ich prześwietla i kontroluje. Przede wszystkim pod kątem ich możliwej współpracy z obcymi służbami.

Na co zwraca się tu szczególną uwagę?

- Na problemy w zachowaniu, czy nie nadużywają alkoholu, czy nie są hazardzistami, czy nie są zadłużeni. Sprawdza się także, czy mają krewnych i przyjaciół za granicą, a jeśli tak, to w jakich krajach. Sprawdza się ich charakter i sposób bycia i poszukuje się opinii o nich od osób, które zasługują na zaufanie. Wszystko to po to, aby nie ulegać pozorom i opierać się w ocenie danej osoby na faktach, które można zweryfikować w obiektywny sposób.

Jakie kary grożą w Niemczech agentom, których działalność wykryto?

- To zależy od tego, co robili i jakie szkody spowodowali. W tym przypadku mamy do czynienia z działalnością na szkodę niemieckiego organu konstytucyjnego, a więc można założyć, że wymiar kary będzie bardzo wysoki. To znaczy: wieloletnie więzienie.

Czy to odosobniony przypadek, czy w przeszłości zdarzyły się podobne?

- Amerykanie zawsze interesowali się życiem politycznym i społecznym w Niemczech, systemem militarnym. Nie można było im tego zabronić. Amerykanie zawsze też starali się pozyskać względy pracowników BND, ale nigdy jeszcze nie mieliśmy do czynienia z przypadkiem, w którym funkcjonariusz BND szpieguje na rzecz USA niemiecki organ konstytucyjny.

*Erich Schmidt-Eenboom jest publicystą zajmującym się intensywnie od wielu lat działalnością tajnych służb. Na ten temat opublikował wiele książek i artykułów.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''





Więcej o:
Komentarze (11)
Ekspert: Jeśli Amerykanie napuścili pracownika BND na niemiecką komisję śledczą, to jest to prawdziwy skandal [WYWIAD]
Zaloguj się
  • sebolargo

    Oceniono 4 razy 4

    To sa wlasnie efekty nieudolniosci wywiadu i kontrwywiadu ktory ma lapac szpiegow oraz odpowiadac ciosem na cios a nie lizac sie po jajach Biedni glupcy z BRD zlikwidowali MfS jako niedemokratyczne zamiast zaprzegnac go do wlasnych celow no i obudzili sie z glowa w nocniku komicznie domagajac sie wyjasnien od (sojusznikow) ze ci ich szpieguja

  • iremus

    Oceniono 11 razy 5

    Ten przykład jedynie uwidacznia jak CIA postępuje z sojusznikami. Sojusznicy to są PO prostu tereny okupowane. PO opuszczeniu POlski przez armię radziecką staliśmy się bazą dla US-manów o powierzchni 312 tys. km2 (minus tereny stanowiace własność watykanu)
    Bazy wojskowe, które US-mani mają w RFN pewnie też zajmują z miłości.

  • henryabor

    Oceniono 10 razy 8

    Śmiech pusty ogarnia! Jeśli podsłuchiwanie Merkel przez Obamusa nie było bezprecedensowym przekroczeniem granic współpracy sojuszniczych służb i nadużyciem zaufania partnera, to napuszczenie pracownika BND na komisję śledczą Bundestagu jest zaledwie małym pryszczykiem na tyłku Angeli!

  • dziadekjam

    Oceniono 10 razy 0

    A jaką niby rolę ma spełnić podrzędny "agent" yankeski w Bundestagu na tle wyczynów rosyjskiego agenta Schroedera?

  • dziadekjam

    Oceniono 12 razy 10

    - Zwerbowanie przez USA pracownika BND to skandal. Jeśli Amerykanie napuścili go na komisję śledczą Bundestagu, a więc organ konstytucyjny, to jest to bezprecedensowe przekroczenie granic współpracy sojuszniczych służb i nadużycie zaufania partnera - mówi w rozmowie z Deutsche Welle Erich Schmidt-Eenboom, niemiecki ekspert ds. służb specjalnych.
    =======================================================================
    Bez paniki! Yankesy ru...ą (Sikorski podał nawet w co) nie tylko pokonanego ongiś , jakby nie patrzyć wroga, który w tej chwili jest SOJUSZNIKIEM, ale to samo robią z "sojusznikami", którzy nigdy nie byli ich wrogami. Czym więcej chętnych do "robienia laski" będą mieli, tym brudniejszego kuta podawać do ssania będą.

  • harigata

    Oceniono 8 razy -2

    Ruskim jest to bardzo na rękę.Niestety nasi sojusznicy z USA też dobrze współpracują z naszymi służbami.To znaczy że my nadstawiamy za nich dupę a oni zbierają miodek.
    To że mieli agenta w BND mnie nie dziwi, pewnie mają i u nas ?Gorzej jeśli Niemcy mieli by u siebie Ruskich, ale to już inna bajka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX