"Czy jest jeszcze obszar off the record?" - Baczyński o granicach prywatności

Zdaniem Jerzego Baczyńskiego, afera podsłuchowa stawia poważne pytania o granice prywatności. "Czy wolno nas podsłuchiwać i podglądać w pracy? Czy możemy prywatnie wypowiadać zdania i opinie, których nie powiedzielibyśmy do mikrofonu?" - pyta redaktor naczelny "Polityki". I ostrzega, że "popyt na podsłuchy i podglądy" zwiększy podaż.
Jerzy Baczyński uważa, że wśród emocji wywołanych ujawnieniem nagrań z podsłuchów, coraz mniej uwagi poświęcamy naprawdę poważnemu problemowi - "co jest prywatne, a co publiczne". Pytanie jest szczególnie ważne właśnie dziś, kiedy dzięki nowym technologiom można prawie wszystko "rejestrować i natychmiast oraz na wieki upubliczniać".

"Wzrusza mnie zarzut stawiany podsłuchanym urzędnikom i biznesmenom, że "dali się nagrać". To tak, jakby stawiać zarzut, że ktoś, idąc chodnikiem, "dał się przejechać" przez samochód. Są miejsca, w których nie ma prawa być samochodu, inaczej przecież nie powinniśmy wychodzić z domu. Czy jest jeszcze jakiś obszar off the record, "poza nagraniem"? Bo jaki ma sens wychodzenie do restauracji, jeśli powinniśmy, na wszelki wypadek, nie odzywać się? Czy wolno nas podsłuchiwać i podglądać w pracy? Czy możemy prywatnie wypowiadać zdania i opinie, których nie powiedzielibyśmy do mikrofonu?" - pyta Jerzy Baczyński.

Według szefa "Polityki", jeśli - także dzięki mediom - "stworzymy i usankcjonujemy popyt na podsłuchy I podglądy, to za nimi pójdzie podaż. Taki świat byłby okropnym miejscem do życia".

Cały komentarz Jerzego Baczyńskiego do przeczytania w najnowszym numerze tygodnika "Polityki".

Więcej o: