Agnieszka Holland o "Wprost": To da się wytłumaczyć tylko merkantylną i cyniczną działalnością

- Uwiarygodniają tytułem, który nie ma wielkiego szacunku, ale jest tygodnikiem opinii, czyjąś działalność przestępczą - mówi Agnieszka Holland w wywiadzie z "Newsweekiem". - Niech robią to, co robią, rozumiem, że z powodów merkantylnych, ale niech nie mówią, że to sprawa wolności słowa i interesu publicznego - podkreśla.
- Nie mam dobrego zdania o mediach. I wydaje mi się, że narzucają nastrój histerycznej gorączki - ocenia w rozmowie z "Newsweekiem" Agnieszka Holland. Reżyserka jest zdania, że głośna afera podsłuchowa nie ma nic wspólnego z troską o dobro państwa, interes publiczny i wolność słowa.

Kontrakt bez znajomości scenariusza

Zdaniem Agnieszki Holland redakcja "Wprost" zachowuje się jak "aktor, który podpisuje umowę, że będzie grał w serialu, ale nie wie, co będzie grał". - Do obrony jest pierwsza publikacja. Poddania się jakiemuś anonimowemu przestępcy co do zakresu, rytmu i liczby publikacji nie da się wytłumaczyć już niczym innym jak tylko merkantylną i cyniczną działalnością - ocenia. - Nie ma to nic wspólnego z wolnością prasy, ponieważ oni nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Uwiarygodniają tytułem, który nie ma wielkiego szacunku, ale jest tygodnikiem opinii, czyjąś działalność przestępczą - podsumowała.

- Niech robią to, co robią, rozumiem, że z powodów merkantylnych, ale niech nie mówią, że to sprawa wolności słowa i interesu publicznego. Oni reprezentują tylko własny interes - podkreśla reżyserka. Za "manipulację i nadużycie" uważa też użycie solidarycy na okładce tygodnika. Zaznaczyła też, że nieuprawnione jest porównywanie afery podsłuchowej z Watergate, bo "tam była staranna praca dziennikarska".

Więcej w Newsweeku

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS