Adam Hofman: Sytuacja w polskim rządzie jest jak w toalecie w Dżakarcie

- W Polsce jest tylko jedna zorganizowana grupa przestępcza, która robi wszelkie możliwe machloje, żeby utrzymać się przy władzy - tak w ?7 Dniu Tygodnia? Adam Hofman z Prawa i Sprawiedliwości skomentował oskarżenia, że za nagrywaniem rozmów polityków PO stoi grupa przestępcza.
W cotygodniowym programie Moniki Olejnik po raz kolejny dyskutowano o tzw. taśmach "Wprost". Tym razem politycy spierali się, jak ocenić zachowanie Jarosława Kaczyńskiego i posłów Prawa i Sprawiedliwości, którzy opuścili posiedzenie Sejmu podczas debaty o wotum zaufania dla rządu Donalda Tuska.

- Nie jest tajemnicą dla nikogo, że Palikot to dla nas persona non grata, w tym znaczeniu, że to problem polskiej polityki. To też człowiek, dzięki któremu Tusk może dziś uciekać od taśm. Atakuje opozycję, zamiast atakować rząd. To człowiek, który zapewnił bezkarność Tuska - tak Adam Hofman tłumaczył, dlaczego jego partia wyszła z sali, gdy na mównicę wszedł Janusz Palikot.

Zorganizowana grupa jest jedna

- Ja bym unikał takiego stwierdzenia: państwo to ja. Bo to nie sytuacja w państwie, tylko sytuacja w rządzie jest jak w toalecie w Dżakarcie i to trzeba jednak rozróżnić - stwierdził też Adam Hofman, robiąc aluzję do upublicznionej przez "Wprost" rozmowy Marka Belki, Bartłomieja Sienkiewicza i Sławomira Cytryckiego. - Nigdy nie był w kiblu w Dżakarcie, gdzie jest napisane na szybie: "Przesuń się, masz krótszego, niż ci się wydaje" - tak o Jerzym Hausnerze mówił wówczas Cytrycki.

Adam Hofman odniósł się też do oskarżeń Radosława Sikorskiego. - Romek mu pozew napisał i uważa, że to zorganizowana grupa przestępcza doprowadziła do pełzającego zamachu stanu. Po tych taśmach widać, że jest tylko jedna zorganizowana grupa w Polsce, która robi wszelkie możliwe machloje, żeby utrzymać się przy władzy. To jest Platforma Obywatelska. Mam nadzieję, że nie PSL. Zobaczymy po głosowaniach - stwierdził.

Kelnerzy nie strzygą lwów

Tomasz Nałęcz z Kancelarii Prezydenta argumentował natomiast, że nie może być mowy o "spisku kelnerów" i nie jest możliwe, by to sami pracownicy restauracji stali za podsłuchami. - Gołym okiem widać, że nie ma spisku kelnerów, bo kelnerzy, jeśli mają takie możliwości, to podsłuchują biznesmenów z dziewczynami i szantażują ich. Nawet głupi kelnerzy, a to byli mądrzy, strzygą owce i barany, a nie lwy. A podsłuchiwanie ministra spraw wewnętrznych to jest strzyżenie lwa. Trzeba sobie zadać pytanie - dlaczego zaczęto od puszczenia rozmowy z szefem MSW - mówił Nałęcz.

Politycy pokłócili się też o kwestię partyjnych wydatków, do jakich wpisywano kosztowne kolacje w drogich restauracjach. Opozycja przypomniała Julii Piterze, że kiedyś "wytropiła" w wydatkach Prawa i Sprawiedliwości zakup dorsza za 7 zł i nagłaśniała ten fakt jako nadużywanie partyjnych pieniędzy. Pitera zripostowała, że nie ma różnicy między dorszem za 7 zł a kolacjami polityków PO, bo "liczą się zasady". - Pani jest śmieszna - skomentowała to Monika Olejnik.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS