Służby: Ludzie na pokładzie zaginionego boeinga 777 najpewniej się udusili. Nie żyli w chwili katastrofy

Pasażerowie i załoga zaginionego w marcu boeinga 777 najprawdopodobniej zginęli wskutek uduszenia. Kiedy doszło do katastrofy, już nie żyli - mówi najnowszy raport opublikowany wczoraj przez australijskie władze. O dokumencie informuje agencja Reutera.
55-stronicowy raport opublikowała Australijska Agencja ds. Bezpieczeństwa Transportu (ATSB). W dokumencie zapisano, że śledczy doszli do wniosku o uduszeniu się ludzi na pokładzie samolotu na podstawie badań wcześniejszych podobnych katastrof, bo wciąż nie ma żadnych nowych dowodów w sprawie zaginięcia boeinga 777 - podaje Reuters.

Przeanalizowano tysiące możliwych tras

Raport zawęża ilość miejsc, w których mogło dojść do katastrofy samolotu. Eksperci przeanalizowali tysiące możliwych tras lotu maszyny. Uwzględnili brak jej komunikacji z wieżą oraz stabilny tor lotu. "Biorąc pod uwagę te obserwacje, można stwierdzić, że w samolocie zabrakło tlenu, a na końcowym etapie lotu maszyna, lecąc na autopilocie, kierowała się na południe" - czytamy w raporcie.

Śledczy uważają, że boeing rozbił się w rejonach Oceanu Indyjskiego bardziej, niż wcześniej sądzono, wysuniętych na południe. Teraz uwaga ekspertów skupi się na obszarze oddalonym o 2 tys. km na zachód od australijskiego miasta Perth.

Poszukiwania wciąż bez rezultatów

Boeing 777 Malaysia Airlines z 239 osobami na pokładzie zniknął z radarów 8 marca, mniej niż godzinę po starcie z lotniska w stolicy Malezji Kuala Lumpur. Samolot leciał do Pekinu. Koordynowane przez Malezję poszukiwania prowadzone przez wiele państw dotychczas nie przyniosły żadnych rezultatów.

Więcej na stronie agencji Reutera >>>

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS