Korea Płn. straszy USA bezlitosnym odwetem za film, w którym ginie Kim Dzong Un. "To prowokacyjne szaleństwo"

Rzecznik prasowy północnokoreańskiego ministerstwa spraw zagranicznych zapowiedział, że dystrybucja amerykańskiego filmu, w którym ginie Kim Dzong Un, będzie "aktem wojny" wobec Korei - donosi BBC. Choć w rozmowie z dziennikarzami nie wymieniono tytułu filmu, wiadomo, że chodzi o hollywoodzki obraz "The Interview" ("Wywiad"), który wejdzie na ekrany kin w USA w październiku.
Głównymi bohaterami "The Interview" są gospodarz telewizyjnego talk show (w tej roli James Franco) oraz jego producent (Seth Rogen), którzy jadą do Korei Płn., by przeprowadzić wywiad ze swoim największym fanem - Kim Dzong Unem. W wyniku przypadkowego splotu zdarzeń otrzymują oni jednak od CIA niecodzienne zadanie: muszą zabić przywódcę kraju.

W zwiastunie filmu opublikowanym w internecie widzimy aktora przypominającego do złudzenia Kim Jong Una. Z północnokoreańskiego dyktatora żartują też główni bohaterowie - śmieją się, że przywódca jest wszechmogący (m.in. umie rozmawiać z delfinami) oraz że w przeciwieństwie do zwykłych śmiertelników nie musi załatwiać potrzeb fizjologicznych.

"Film wyzwala w obywatelach Korei podmuch nienawiści i wściekłości"

Rzecznik prasowy Korei Płn. w rozmowie z agencją prasową KCNA stanowczo potępił scenariusz obrazu. - Tworzenie i dystrybucja filmu, którego fabuła godzi w imię przywódcy, jest rażącym aktem terroryzmu i wojny, który absolutnie nie będzie tolerowany - mówił. Jego słowa cytuje BBC.

W dalszej części wypowiedzi działania amerykańskich filmowców zostały określone jako "lekkomyślne i prowokacyjne szaleństwo", wyzwalające w żołnierzach i obywatelach Korei Północnej "podmuch nienawiści i wściekłości".

- Jeśli administracja USA pozwala i broni pokazu filmu, zostaną podjęte bezlitosne kroki, by temu przeciwdziałać - dodał rzecznik.

Pierwotnie film miał opowiadać o spotkaniu z Kim Dzong Ilem

Rogen, który jest również współautorem scenariusza oraz drugim reżyserem obrazu tłumaczył w rozmowie z portalem Yahoo, że inspiracją do stworzenia filmu były wyjazdy dziennikarzy do Korei Płn. - Ludzie dyskutują o tym, w jaki sposób dziennikarzom udaje się dotrzeć do najbardziej niebezpiecznych osób na świecie, i prowadzą hipotetyczne rozważania, że mogą oni znaleźć się w dogodnej sytuacji, by ich zlikwidować - mówił.

Rosen dodał też, że pierwotnie film miał opowiadać o spotkaniu dziennikarzy z Kim Dzong Ilem, ale po jego śmierci w 2011 roku musiano wprowadzić odpowiednie zmiany w scenariuszu.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS