Odwołanie "Golgota Picnic". "Konserwatyści zastraszyli organizatorów. Zawiodło państwo"

- Policja ograniczyła się do powiadomienia organizatorów, że protestujących będzie nawet 50 tysięcy, organizatorzy demonstracji nie zapewniają żadnych środków bezpieczeństwa, a sama policja nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa. W związku z tym polska policja doradza przeniesienie daty i miejsca pokazu. Nie wiem, czy państwo świeckie powinno się tak zachowywać. Raczej nie - mówiła na antenie TOK FM Aneta Kyzioł z "Polityki".
- Konserwatywna strona spowodowała zastraszenie organizatorów Malta Festivalu, gdzie miały odbyć się pokazy dla 400 osób, zamknięte dla widzów poniżej 18. roku życia. Zaczął się zmasowany atak straszenia organizatorów wielkimi zamieszkami i organizatorzy ulegli - przypominała publicystka. Jej zdaniem środowiska broniące wolności słowa zaczęły jej bronić zbyt późno. - Być może gdybyśmy my - i mówię też o mediach - zaczęli wcześniej, to środowiska prawicowe nie czułyby się tak bezkarne i może byłaby szansa, by nie odwoływać tych spektakli - dodała.

"Absolutnie skandaliczne oświadczenie prezydenta"

Publicystka przyznała, że nie popiera decyzji o odwołaniu spektaklu, ale ją rozumie i uważa, że nie powinno się ich za to potępiać. - Organizatorzy zostali zostawieni sami sobie przez wszystkie organy, które powinny strzec zapisów konstytucji o świeckości państwa - tłumaczyła. Oświadczenie prezydenta Poznania uznała za "absolutnie skandaliczne". Prezydent Grobelny wydał oświadczenie, w którym poinformował, że nie wybiera się na spektakl, bo może obrazić jego uczucia religijne, i apelował o odwołanie spektaklu, co oznaczałoby, że zniknie problem protestów.

- Przytoczył opinię policji, która mówiła nawet o 50 tysiącach demonstrantów, co jest oczywiście abstrakcją, bo w tym kraju jeszcze nikomu się nie udało zgromadzić takiej ilości ludzi. Prezydent powinien popierać ludzi, którzy zgodnie z prawem organizują spektakl - stwierdziła Kyzioł.

- Policja ograniczyła się do powiadomienia organizatorów, że protestujących będzie do 50 tysięcy i organizatorzy demonstracji nie zapewniają żadnych środków bezpieczeństwa, a sama policja nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa. W związku z tym polska policja doradza przeniesienie daty i miejsca pokazu. Nie wiem, czy państwo świeckie powinno się tak zachowywać. Raczej nie - ubolewała.

Czy Poznań jest "ciemnogrodem"?

Zdaniem publicystki zawiódł Poznań i aparat państwowy w postaci policji. - Mam nadzieję, że to będzie pierwszy i ostatni raz. Państwo zobaczyło, że to się nie opłaca też w sferze symbolicznej. Sypią się gromy na Poznań, przy czym "ciemnogród" to najlżejszy epitet, który pada. Może lewicowe środowiska nauczą się też, że trzeba szybciej reagować na tego typu możliwe zagrożenia, żeby prawa strona nie była tą jedyną, która ma głos w przestrzeni publicznej, a przez 2-3 tygodnie tak było - powiedziała Kyzioł.

Przypomniała też, że podatnikami w tym kraju jest nie tylko prawica, ale są też ludzie, "którzy szanują wolność słowa i ekspresję artystyczną i nie boją się zderzyć z rzeczami, z którymi niekoniecznie się zgadzają".

Nie ma mowy o bluźnierstwie

Kyzioł podkreśliła, że protestujący przeciwko "Golgota Picnic" nie widzieli spektaklu, więc protestują dla zasady, żeby "pokazać swoją siłę polityczną przed kolejnymi wyborami".

- Kościół katolicki lubi mówić, że stworzył podwaliny pod cywilizację zachodnią, i ma do tego pełne prawo, ale bardzo niechętnie bierze odpowiedzialność za kształt tej cywilizacji. Lubi mówić o cywilizacji śmierci w zupełnym oderwaniu od swojej roli w tym. Spektakl przewrotnie mówi o tym, że współtwórcą cywilizacji śmierci, tej wielkiej samotności współczesnego człowieka jest Kościół katolicki - stwierdziła dziennikarka "Polityki".

Tłumaczyła również, że największe oskarżenie w spektaklu pada nie w stronę Chrystusa czy dogmatów religijnych, ale w stronę artystów, którzy stworzyli pełną przemocy ikonografię katolicką. - Od małego jesteśmy bombardowani pietami, ukrzyżowaniami. Są to sceny o olbrzymiej dawce przemocy. Przesiąkamy tymi scenami od dziecka w kościołach i muzeach. Już nie wspominam o krucyfiksach wiszących w każdym miejscu w tym naszym świeckim - wedle litery prawa - państwie - mówiła i dodała, że reżyser "jest sam zanurzony w kulturze chrześcijańskiej", jako Argentyńczyk tworzący w Hiszpanii.

- Garcia dyskutuje z własną wrażliwością, która została ukształtowana na tej kulturze. Trudno więc mówić o bluźnierstwie, jest to po prostu zadawanie pytań sobie i całej cywilizacji - powiedziała.