Internauci bronią smutnego autobusu: Co za sadyzm, bezduszność, egoizm... MSW i ekspert zdziwieni: To świetny spot!

Opublikowany przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych film promujący akcję sprawdzania stanu autobusów zabierających dzieci na wakacje błyskawicznie stał się "hitem" sieci. Wielu internautom nie przypadł do gustu. "Promuje wykluczenie" - twierdzą. Ministerstwo broni się, mówiąc, że nie o to chodzi, a eksperci od marketingu są podzieleni.
Główny bohater spotu - sympatyczny kreskówkowy autobus - jest już za stary i nie nadaje się do użytku. Nie akceptują go koledzy (nowe, czyste, wyniosłe autobusy), a dzieci się z niego śmieją, nazywając pogardliwie "brudasem". Autobus jest nieszczęśliwy i postanawia "popełnić samobójstwo", udając się na złomowisko.

Ma zostać zniszczony, jednak w ostatniej chwili mały motylek powstrzymuje maszynę złomującą, dając nadzieję na pozytywne zakończenie. Autobus na chwilę odzyskuje radość życia. Niespodziewanie jednak pojawia się niesympatyczna urzędniczka, która ponownie uruchamia maszynę i... niszczy autobus. Spot kończy się hasłem: "Nie miej litości dla niesprawnego autobusu, który wozi Twoje dziecko".



MSW osiągnie odwrotny efekt?

Film w założeniu ma promować nową akcję i usługę MSW mającą na celu poprawę bezpieczeństwa na polskich drogach. Wideo wzbudziło jednak wątpliwości wielu osób. Wśród internautów pojawiły się opinie, że spot promuje wykluczenie osób starszych i "bezduszność".

"Jak dla mnie film promuje wykluczenie społeczne, z uśmiechem na twarzy wyrzucanie na śmieci starszych, słabszych i schorowanych", "Jako rodzic dzieci w wieku szkolnym odebrałem ten spot jako pochwała egoizmu, sadyzmu i bezduszności...", "Ten spot jest straszny - spersonifikowany smutny autobus, który jest wykluczony z powodu swojego wieku i klasy, dokucza mu młodzież, do tego stopnia, że popełnia samobójstwo, z czego śmieje się pani na złomowisku. Filmik może i mówi o ważnym problemie, ale jak dla mnie w wykluczający i sadystyczny wręcz sposób" - takie opinie pojawiają się pod naszym tekstem o spocie oraz na facebookowym profilu MSW.

Poruszeni historią smutnego autobusu internauci stworzyli nawet alternatywną wersję zakończenia spotu:



Niektórzy sugerują, że MSW osiągnie efekt odwrotny do zamierzonego: "Oj, ale mi się przykro zrobiło tego autobusika. Aż chciałoby się dać mu jeszcze jedną szansę, aby mógł dalej wozić dzieci... Ale przecież nie to było zamiarem tego filmiku...".

MSW: Nie ma sensu szukać drugiego dna w miejscu, gdzie go nie ma!

MSW odpowiada na Facebooku: "Spot nie jest skierowany do dzieci, tylko do rodziców, którzy wysyłają swoje pociechy w podróż autokarami. Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie: czy jest coś ważniejszego od bezpieczeństwa i życia naszych dzieci?".

Przedstawiciele ministerstwa podkreślają, że ich spot "nie ma nic wspólnego z tematyką wykluczeń społecznych". "Nie ma sensu szukać drugiego dna w miejscu, gdzie go nie ma!" - twierdzą na Facebooku. "Spot nie jest o smutku, odtrąceniu, wyszydzeniu, łzach ani bólu. Owszem jest o braku litości - dla niesprawnych i niebezpiecznych dla dzieci autobusach. A dzięki uruchomionej dziś usłudze www.bezpiecznyautobus.gov.pl możemy szybko i w łatwy sposób sprawdzić w Internecie informacje o autobusie lub autokarze, którym planowana jest podróż lub którym codziennie jeździmy do pracy lub szkoły" - podkreślają.

Ekspert: Bardzo odważny, świetny spot

- Jeśli chodzi o warstwę fabularno-narracyjną, to ten spot jest świetny. Jest absolutnie fenomenalnie i światowo - mówi Gazeta.pl Kamil Rutkowski, new media producer z agencji Xcommunica. W jego ocenie fakt, że kampania zbiera tak wiele negatywnych opinii, wynika z tego, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do uśmiercania głównych bohaterów. I to tak sympatycznych. - Chcemy lubić głównego bohatera - mówi.

- Im bardziej zszokuje się widza formą wizualną, czy jak w tym wypadku, narracyjną, tym bardziej widz zapamięta komunikat. Nawet jeśli na początku skoncentruje się na tych negatywnych elementach - mówi Rutkowski.

Jego zdaniem "dzięki takiemu uderzeniu na samym końcu jest szansa, że człowiek, który będzie oglądał to wideo, zapamięta to, co chciał przekazać autor. Czy mu się o będzie podobało, czy nie". - To bardzo odważny spot. Ogrom szacunku dla producenta i MSW, że zdecydowali się na jego emisję - dodaje ekspert.

"To jak uderzenie w twarz"

Innego zdania jest Anna Miotk, dyrektor badań i rozwoju Newspoint. - Mamy tu historię smutnego, opuszczonego pojazdu, którego nikt nie chce, wszyscy go kopią, odrzucają. Utożsamiamy się z bohaterem i spodziewamy się, że nadejdzie dla niego jakieś wybawienie, że ktoś mu pomoże - mówi. - Ta pomoc nie nadeszła i było to jak uderzenie w twarz - tłumaczy nam.

Zdaniem ekspertki przekaz wideo jest nieadekwatny do celu kampanii. - Chodziło o to, żeby zwrócić uwagę na bezpieczeństwo dzieci jeżdżących autokarami i żeby przekonać rodziców do sprawdzania pojazdów - mówi Miotk. - A film odciąga od tego tematu. Jest bardzo niespójny. Skupiamy się na nieszczęściu, które się tam wydarzyło, a nie o to chodzi. Ja zapamiętałam tylko tę smutną historię, nie np. stronę internetową, która była reklamowana. To niczemu nie służy - podkreśla.

Podobnie sądzi Sebastian Umiński, specjalista od projektów komunikacyjnych z Interactive Solutions i Saatchi & Saatchi Digital. "Reklama nie ma być kreatywna i szokująca. Ona ma działać. A ta moim zdaniem nie działa. Większość ludzi jej nie rozumie. I to tych, którzy się zastanawiają. 99% społeczeństwa, które na ten poziom refleksji nie wchodzi, raczej zapamięta sympatycznego Ikarusa: symbol polskiej tradycji, miłych wspomnień, technologii z duszą. Dla przeciwwagi powinien pojawić się teraz spot z groźnym, fałszywym autobusem, który przez swój luz i ignorancję ZABIJA. To powinni zapamiętać ludzie" - pisze ekspert na swoim profilu na FB.

"A kto zapamiętał e-usługę, dzięki której można sprawdzić bezpieczeństwo autobusu i która - jak rozumiem - była przedmiotem briefu?" - pyta na koniec.

Czy 'Smutny autobus' to dobry spot promujący kampanię MSW?
Więcej o: