Kalisz w "Kropce nad i" o działaniach ABW: Prokuratura i służby idą na skróty

Dzisiejsze, specjalne wydanie "Kropki nad i" w TVN 24 poświęcono nie tylko taśmom "Wprost", ale także napiętej sytuacji w redakcji tygodnika, którą przeszukuje właśnie ABW. - Jeżeli są możliwości uzyskania dowodów inną drogą, to zarówno policja, prokuratura, jak i ABW nie mogą iść na skróty. A to robi dzisiaj prokuratura - ocenił działania służb adwokat i były minister spraw wewnętrznych Ryszard Kalisz.
Na pytanie Moniki Olejnik, czy Janusz Kaczmarek - były prokurator krajowy i były minister spraw wewnętrznych - popiera działania ABW, która dziś weszła do siedziby "Wprost", mówił: - Na pewno bym tak nie zrobił, na pewno nie w takim wydaniu. Zacznijmy od tego, że od pewnego czasu słyszymy, że ABW jako służba powinna się zająć zwalczaniem terroryzmu. I nagle do sprawy, w której grozi do dwóch lat pozbawienia wolności - a przypomnę, że osobom niepłacącym alimentów grozi do trzech lat pozbawienia wolności - wkracza grupa funkcjonariuszy ABW, którzy w tym czasie mogliby wykonywać o wiele więcej różnych innych czynności, chociażby właśnie z tym terroryzmem związanych - powiedział.



Jak dodał, w innych sprawach - np. związanych z nieprawidłowościami finansowymi na milionowe kwoty - postępowania prowadzą funkcjonariusze policji, a udział ABW w ten sprawie jedynie zwiększa i tak już duży "szum medialny". Zdaniem Kaczmarka prokurator, decydując się na napisanie wniosku o wydanie nagrań, powinien mieć też ułożony gotowy scenariusz i postępować według niego w przypadku odmowy - np. rozważyć, czy dowodów nie da się uzyskać w inny sposób.

"Państwo musi być beznamiętne w przestrzeganiu prawa"

- Oczywiście, że prokuratura mogła zażądać wydania nośników, a w przypadku odmowy wszcząć to przeszukanie - zgodził się Kalisz. - Jeżeli jednak dziennikarz ma jakiś przedmiot, nośnik albo cokolwiek innego, co zawiera tajemnicę dziennikarską, powinien to zgłosić podczas przeszukania i wtedy tego przedmiotu prokuratura nie może zabrać ani odtworzyć - radził.

- Jeżeli są możliwości uzyskania dowodów inną drogą, to zarówno policja, prokuratura, jak i ABW nie mogą iść na skróty. A to robi dzisiaj prokuratura - podkreślił poseł.

- W tego rodzaju przestępstwie osoba nagrywana jest osobą pokrzywdzoną. Jest swoistą niekonsekwencją fakt, że ta osoba przyjmuje na siebie zadanie wykrycia sprawców - zauważył Kaczmarek. - Państwo musi być beznamiętne w przestrzeganiu prawa i funkcjonować jako gwarant wolności i praw obywatelskich - dodał Kalisz.

"Deklarujemy dostarczyć nagrania w sposób cywilizowany w całości"

W przerwach między rozmowami w studiu goście mogli zobaczyć, co dzieje się w siedzibie "Wprost" podczas przeszukania redakcji przez funkcjonariuszy ABW. - To jest bandytyzm! Wejście w mój komputer, kiedy każdy wie, że tam są dokumenty, nagrania... Zabranie komputera to jest po prostu jak... Jeżeli w tym kraju jest tak, że można to zrobić, to po co są w ogóle media?! - mówił roztrzęsiony Sylwester Latkowski, redaktor naczelny "Wprost".



- Kilka metrów ode mnie przebywa kilku, ośmiu, dziesięciu funkcjonariuszy ABW, zamkniętych z autorami artykułu, trwa osobista batalia o laptop Sylwestra Latkowskiego. Gdy jednemu z czołowych dziennikarzy śledczych w Polsce odbiorą komputer, to będzie skandal. Deklarujemy dostarczyć nagrania w sposób cywilizowany w całości. Ale nie zgodzimy się na oddanie laptopa, gdzie jest archiwum, maile - relacjonował Marcin Dierżanowski, wicenaczelny tygodnika.

"Najpierw są stawiane zarzuty, a później się gromadzi materiał dowodowy"

- Dla mnie to wszystko jest trochę dziwne - mówił Kalisz w odpowiedzi na pytanie, czy żyjemy w państwie prawa. - Chciałbym znać dwie strony, bo na razie znamy tylko informacje medialne - dodał.

- Jak to jest, że pani prokurator powiedziała, że są dwa zarzuty postawione menedżerowi, a nie ma taśmy? - pytała Olejnik. - Tu ma pani rację. Najpierw powinien być zgromadzony materiał dowodowy, a skoro dowodem jest to, co prokuratura chce teraz uzyskać, to dopiero później powinny być stawiane zarzuty, a nie: najpierw są stawiane zarzuty, a później się gromadzi materiał dowodowy. To jest faktycznie niekonsekwencja - potwierdził Kaczmarek.

- Też mi się to wydaje dziwne. Prokuratura musi mieć co najmniej uwiarygodnione podejrzenie, że to ta osoba popełniła to przestępstwo. Nie jestem w stanie powiedzieć, na czym się w tym momencie opierano - zgodził się Kalisz.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: