"Ojciec zostawił dziecko w rozgrzanym aucie. Mógł działać schematycznie". Komentarz dot. śmierci 3-letniej Oliwki z Rybnika

Od kilku dni przez media przewala się straszna historia śmierci dziecka zostawionego w aucie na pełnym słońcu. To straszna tragedia, ale kiedy czytam komentarze m.in. dziennikarzy "jak można zostawić dziecko i zapomnieć?", myślę, że wielu z nas mogłoby to spotkać - pisze na swoim blogu Maciej Budzich, obserwator i komentator mediów.
Sprawą śmierci 3-letniej Oliwii z Rybnika poruszona jest cała Polska. Ojciec zapomniał o odwiezieniu jej do przedszkola, poszedł do pracy na kilka godzin, a ją zostawił w rozgrzanym samochodzie. Kiedy wrócił do auta, dziewczynka już nie żyła.

Mężczyzna jest w szoku, przebywa w szpitalu psychiatrycznym i policja nie może go przesłuchać. Dla wielu osób niewyobrażalnym jest, jak ojciec mógł zapomnieć o swoim dziecku. Próbę analizy jego zachowania podjął Maciej Budzich, obserwator i komentator mediów juror w wielu konkursach branżowych. Publikujemy treść jego blogowego wpisu zatytułowanego "Jak zgubiłem samochód":

"Parę lat temu zgubiłem samochód"

"Czy można zgubić samochód? Myśl w pierwszej chwili wydaje się absurdalna, ale okazuje się, że można. Przez siłę nawyku, codzienną rutynę, typ osobowości i pewnie jeszcze wiele innych, mądrych, naukowo zbadanych terminów i zachowań.

Dokładnie taka sytuacja zdarzyła mi się parę lat temu i uświadomiłem sobie wtedy, jak mocno i bezwarunkowo jesteśmy niewolnikami swoich przyzwyczajeń.

Zwykły dzień. Wracałem samochodem z centrum miasta i postanowiłem zrobić zakupy w sklepie nieopodal domu. Sklep znajduje się kilkaset metrów od mojego mieszkania, robiłem tam często zakupy, pokonując piechotą setki razy trasę dom-sklep-dom. Tak często, że po jakimś czasie już bezmyślnie i rutynowo - drogę do sklepu traktowałem jako chwilę relaksu, chwilę na przesłuchanie muzyki czy pogaduchy przez telefon.

Jednak w tamtym dniu złamałem schemat - do sklepu pojechałem samochodem i podjechałem z zupełnie innej strony. Ale kiedy już byłem w sklepie, wpadłem z powrotem w schemat dom-sklep-dom. Zapłaciłem i tak jak to robiłem dziesiątki razy - wróciłem do domu, piechotą. Zupełnie zapominając o samochodzie! Po prostu w mojej głowie, w zadaniu, które wykonywałem już dziesiątki razy dom-sklep-dom, samochód nie występował.

"Siła nawyku jest ogromna"

Trzy dni później musiałem gdzieś pojechać, wychodzę przed dom, idę na swoje miejsce parkingowe - pusto, hmm, chyba ostatnio tam parkowałem. Do następnego miejsca parkingowego - również pusto ale przecież pamiętam jak dziś, że tam parkowałem wczoraj, przedwczoraj no ostatnio, nie pamiętam kiedy, ale przecież zawsze tu parkuję, no bo niby gdzie indziej.

Nie ma samochodu, ukradli - więc gonitwa myśli - policja, ubezpieczenie itp. Zajęło mi dobrych kilka minut nerwowego szperania w pamięci zanim, niczym w bajce Pomysłowy Dobromir, dostałem piłką w głowę i uzmysłowiłem sobie, że samochód prawdopodobnie jest pod sklepem od trzech dni. Ale siła nawyku była tak wielka, że dopóki nie zobaczyłem samochodu na własne oczy, to nie wierzyłem, że mogłem go tam zostawić.

Od kilku dni, przez media przewala się straszna historia śmierci małego dziecka, które ojciec zostawił w samochodzie na pełnym słońcu - a sam poszedł na kilka godzin do pracy. To straszna tragedia, ale kiedy czytam komentarze i zadawane pytania, również przez dziennikarzy 'jak można zostawić dziecko i zapomnieć?', 'mnie by to się nigdy nie zdarzyło!', 'przecież to dziecko! a nie przedmiot!', to właśnie przypomina mi się moja historia z samochodem. Siła nawyku jest ogromna.

"Gdyby dziecko się odzywało..."

Trasa do pracy pokonywana setki razy, mijane te same skrzyżowania, znaki, telefon, korek, myśli o obowiązkach, planowanych spotkaniach, a z tyłu dziecko, które na chwilę wpadło do schematu dom-samochód-praca-samochód-dom. I pewnie gdyby dziecko się odzywało, śpiewało, płakało - dało jakikolwiek znak swojej obecności - do tragedii by nie doszło, schemat byłby złamany.

Pewnie też zależy to od typu osobowości, nie znam się i nie chcę tutaj kategoryzować, ale sam jestem typem, który, idąc ulicą, jest zatopiony w swoich myślach albo zasłuchany w muzyce na tyle, że nie rozpoznaję, nie zauważam znajomych, nawet tych bliskich. Rutynowo przestrzegam przepisów, zatrzymuję się na czerwonym świetle, ale jestem jednocześnie w swoim świecie.

Jeden mój znajomy obudził się jak co rano, przygotował sobie śniadanie i jak zwykle powędrował na szóstą do pracy. Dopiero pod bramą zorientował się, że dzisiaj jest niedziela.

"Wielu z nas może być ofiarą siły przyzwyczajenia"

Zróbcie prosty eksperyment. Pewnie w wielu domach kosz na śmieci znajduje się w szafce obok zlewu. Przesuńcie kosz z jednej strony na drugą stronę szafki, a zobaczycie, ile śmieci wyląduje na starym miejscu

Jestem bardzo ciekawy, jak sprawa będzie dalej toczyła się w mediach, jak sąd oceni tę tragiczną sytuację i czy w ogóle temat siły nawyku, codziennej rutyny, będzie tutaj analizowany.

Podsumowując - czy świadomie zostawiłbym dziecko w samochodzie, nawet na 5-10 minut? Nigdy. Czy wyobrażam sobie, że w historii śmierci dziecka zadziałał schemat, który opisałem powyżej? Niestety tak, i wielu z nas może być ofiarą siły przyzwyczajenia".

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS