Prof. Chazan nie pierwszy raz odmówił aborcji. Robi to już od wielu lat. "Niech moja postawa będzie pomocna innym lekarzom" [SYLWETKA]

Profesor Bogdan Chazan odmawiający wykonania aborcji w dopuszczalnym prawnie przypadku? To wcale nie nowość, ani zaskoczenie. Obecny szef szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie od lat słynie w środowisku ze swoich poglądów. Odwoływany już przez ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego w 2001 roku - wraca jednak niczym bumerang.
Pierwszy raz o prof. Chazanie zrobiło się w Polsce głośno w 1998 roku. To właśnie wtedy objął stanowisko konsultanta krajowego w dziedzinie położnictwa i ginekologii. W sierpniu 2001 roku ówczesny minister zdrowia - Grzegorz Opala, z szykującej się do oddania władzy Akcji Wyborczej Solidarność, powołał go na drugą kadencję. W październiku tamtego roku, zaledwie po dwóch dniach urzędowania - nowy minister zdrowia Mariusz Łapiński odwołał z funkcji Chazana. Dlaczego?

Konsultant ginekologii z katolickim zacięciem

- Konsultant nie powinien być osobą kontrowersyjną - tłumaczył wtedy swoją decyzję minister z SLD. Jakie kontrowersje wywoływał Chazan? Zwracały na nie uwagę środowiska kobiece. Ich zarzuty kierowane ponad dekadę temu pod adresem ginekologa, nie różniły się od tych, które stawia mu się znowu w ostatnich dniach.

''Oksymoron na dziś: katolicki humanitaryzm. Chazan i Cejrowski to kompletne zaprzeczenie idei ewangelicznej'' [BLOG] >>>

Chodzi o głośną sprawę kobiety, która mimo medycznych wskazań do przeprowadzenia aborcji i zaświadczeniu o ciężkim uszkodzeniu płodu - została przez Chazana rzekomo odprawiona z kwitkiem. Podczas telefonicznej konsultacji miał się wtedy nie zgodzić na przeprowadzenie zabiegu. - Konsultant krajowy powinien zachować neutralność światopoglądową - komentowała wówczas sprawę Wanda Nowicka, obecna wicemarszałek Sejmu.

Mało tego, jak informował tygodnik "Przegląd", Chazan miał na koncie również zaniedbania systemowe. Miał przyczynić się bowiem do likwidacji specjalizacji ginekologii onkologicznej. Ta decyzja była zaś odbierana jako bezpośrednio godząca w zdrowie kobiet.

Nie dla aborcji. Nawet jeśli ciąża jest wynikiem gwałtu

Na tym kontrowersje jednak nie ustały. Chazan pracujący w Instytucie Matki i Dziecka otwarcie oświadczał, że w jego placówce nie będzie aborcji, nawet w przypadkach, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu, lub zagraża życiu kobiety.

Przeciwko takim wypowiedziom i działaniom protestowały organizacje feministyczne, które złożyły nawet zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Chazana. Powoływały się wtedy na artykuł 231 Kodeksu karnego: "Funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech". Postępowania jednak nie wszczęto.

Koledzy po fachu: zachowanie niewłaściwe. Komisja oczyściła Chazana

Zresztą na kontrowersyjnego ginekologa skarżyły się nie tylko kobiety, ale także jego koledzy po fachu. W kwietniu 2002 roku został zawieszony w pełnieniu funkcji kierownika Kliniki Położnictwa i Ginekologii po złożeniu dwóch niezależnych skarg innych lekarzy na jego zachowanie. Sprawa miała dotyczyć odmownej decyzji wykonania aborcji pacjentce, u której badania stwierdziły, że płód który nosi - miał niedorozwinięte płuca, więc nie było szans utrzymania go przy życiu po narodzinach. Wg skarżących lekarzy - działania prof. Chazana w tej sprawie były nieprawidłowe.

To zdarzenie w innym świetle przedstawiały zaś media katolickie. W tygodniku "Niedziela" pisano bowiem, że to sama matka poprosiła lekarza o pomoc w donoszeniu ciąży, by po narodzinach móc godnie pożegnać noworodka. Dziecko, w kilka godzin po porodzie, zmarło.



Zajmująca się sprawą komisja odpowiedzialności dyscyplinarnej oczyściła jednak profesora z zarzutów. - Głównym zarzutem było to, że zdecydowałem, by przedwcześnie nie przerywać ciąży, gdy istniało podejrzenie ciężkiej wady płodu - słowa Chazana z 2002 roku cytowała ówczesna "Gazeta Wyborcza". Koniec końców rzeczywiście okazało się, że akurat w tym przypadku to matka nie chciała zgodzić się na dopuszczalną prawem aborcję, do której namawiało ją kilku lekarzy. I to właśnie w prof. Chazanie znalazła oparcie w swojej decyzji.

Doktor jednak do Kliniki Położnictwa i Ginekologii już nie wrócił. W międzyczasie rozpoczął bowiem pracę w Zakładzie Analiz Zdrowia Kobiet. To miała być jednak degradacja, bo jak relacjonuje tygodnik "Niedziela" - jedynymi jego narzędziami pracy miały być tam: notes i długopis.

"Święta rodzina". Więcej porodów, bez aborcji

W 2004 roku Chazan jednak powrócił. Objął bowiem we władanie Szpital Ginekologiczno-Położniczy im. Świętej Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie. Nie przeszkodziły mu w tym wydarzenia z przeszłości i pojawiające się co rusz oskarżenia o odrzucanie próśb dotyczących wykonania aborcji z powodów medycznych (m.in. płodu ze zdiagnozowanym zespołem Downa).

- Dlaczego bronię życia nienarodzonych dzieci? Przecież to jest normalna postawa - przekonywał wtedy prof. Chazan w rozmowie z "Niedzielą". 10 lat po objęciu stanowiska - znowu stało się o nim głośno za sprawą oskarżeń rodziców, którym nie tylko odmówił aborcji, ale też nie wskazał im innego lekarza, który dokonałby zabiegu. A do tego przecież zobowiązywały go przepisy. - Nawet nie wiem, jak miałbym szukać takiego medyka. Wziąć alfabetyczną listę i dzwonić po kolei? - tak Chazan wykpiwał tę procedurę na antenie TVN 24.

Sam uważa, że jego wizji i obranej drogi bronią wyniki. - Liczba porodów w szpitalu zwiększyła się z 1,4 tys. do 4,5 tys., a to znaczy, że kobiety wybierają nasz szpital - przekonuje. Na internetowym forum Znanylekarz.pl - opinie o Chazanie są różne. Od wychwalających go pod niebiosa, po kategorycznie odradzające go przyszłym matkom.

"Moja postawa pomocna dla innych"

Profesor twardo zaznacza, że nie zamierza zmieniać swojego podejścia do aborcji. - W 1993 r. brałem udział w dyskusjach sejmowych. Wtedy zrozumiałem, że nie można być trochę "za" i trochę "przeciw". Wielu lekarzy myśli podobnie jak ja. Lęk przed utratą pracy powoduje, że nie zajmują stanowiska. Może moja postawa będzie dla nich pomocna - mówił w wywiadzie 10 lat temu. Teraz, gdy politycy SLD apelują do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz o odwołanie go ze stanowiska, zdaje się nie przejmować tymi zarzutami. - Odwołali mnie już raz 10 lat temu. Dałem wtedy świadectwo swoim poglądom - mówił w programie Bogdana Rymanowskiego w TVN 24.



Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS