Rosyjski pisarz: "Czuję się idiotycznie. Moim krajem rządzą idioci - i to bardzo chciwi idioci"

- Nie mogę uwierzyć, że 80 proc. ludności w Rosji popiera Putina - mówi w rozmowie z Karoliną Głowacką Dmitrij Głuchowski, autor m.in. popularnego "Metro 2033" i - wydanego ostatnio w Polsce - zbioru opowiadań "Witajcie w Rosji". - Myślę, że dziś Rosja idzie drogą bananowej republiki - podkreśla.
Dmitrij Głuchowski (rocznik 1979) bywał już dziennikarzem radiowym, telewizyjnym, także korespondentem wojennym. Zasłynął jako autor postapokaliptycznej powieści "Metro 2033". Ludzkość, po wojnie jądrowej, zmuszona jest do życia pod ziemią; u Głuchowskiego - w moskiewskim metrze. Potem powstawały kolejne książki innych autorów osadzone w rzeczywistości wykreowanej przez Głuchowskiego pod szyldem "Uniwersum Metro 2033". Niedawno w Polsce ukazał się jego zbiór opowiadań "Witajcie w Rosji". To wypowiedź młodego pisarza na temat państwa Władimira Putina.

"Witajcie w Rosji" to zbiór opowiadań - chciał pan odpocząć od gigantycznego uniwersum "Metra 2033", jakie pan stworzył? Stąd krótkie opowiadania?

- To nie tyle odejście od dużej objętości tekstu, co zupełna zmiana charakteru książki. "Metro 2033" i jego uniwersum to antyutopia, science fiction, miejskie fantasy. "Witajcie w Rosji" to satyra polityczna. Chciałem w niej nakreślić portret współczesnej Rosji. Wybrałem więc formę mozaiki - ustawiając obok siebie krótkie opowiadania. Ich fabuły nie wynikają z siebie wzajemnie, ale łączy je jedna wspólna metafabuła.

Chciałem opowiedzieć w niej o tym, jak wygląda dziś Rosja: o telewizji, która nie jest już niezależna, ale znajduje się pod pełną władzą cenzury; o wyborach - że to jest totalne fałszerstwo i ludzie tak naprawdę nie muszą już brać w tym udziału. Wreszcie - chciałem opowiedzieć o relacjach między władzą a zwykłymi ludźmi. I dlatego właśnie wybrałem mozaiczną strukturę, która pozwoliła mi to wszystko opowiedzieć w jednej książce.

Jedno z opowiadań mówi o dziennikarzu, który spotkał kosmitów. Miał sprzęt, żeby zrobić z nimi wejście na żywo, ale nie zmieścił się w serwisie - najpierw musiały pójść informacje o prezydencie, premierze, jeszcze raz o prezydencie i jeszcze raz o premierze... Pan też pracował jako dziennikarz, m.in. w osławionym ostatnio Russia Today.

- Dla mnie to był wspaniały czas, niesłychanie ciekawe doświadczenie. Przyszedłem do Russia Today z EuroNews w bardzo dobrym okresie dla tej stacji. RT była jeszcze kanałem niezależnym, próbą zbudowania telewizji na kształt BBC. Pracowałem tam jako reporter i zawsze, gdy przedstawiałem jedną stronę konfliktu, mogłem jej opinię zrównoważyć słowami drugiej strony. Odszedłem z tej stacji 5 lat temu.

Teraz to jest niestety jednoznaczne narzędzie propagandowe. Dzisiejsza Russia Today znalazła bardzo specyficzne audytorium - ludzi, którzy wierzą w spiski, wierzą w jakieś teorie o amerykańskim imperializmie, który próbuje wytępić wolność myśli. Oni do tej pory nie mieli takiego kanału.

W innym opowiadaniu mówi pan o siatce, która wykorzystuje pracujących na wielkich moskiewskich budowach, w tym przypadku Tadżyków, na sprzedaż organów wewnętrznych. Skąd pan to wziął? Plotki miejskie? Ktoś dostał zarzuty?

- Jeden z moich znajomych, który pracuje w jednym z biurowców w Moscow City, powiedział mi, że z powstającego naprzeciwko nowego budynku co najmniej dwa-trzy razy w tygodniu któryś z pracowników wypada z okna. A policja nic z tym nie robi. Przypuszczalnie dlatego, że bierze łapówki, za które jest w stanie przymknąć oczy na wszystko, co tam się dzieje.

Tak naprawdę nikt tych Tadżyków nie kroi na organy. W moich opowieściach staram się brać jako podstawę realną fabułę, którą doprowadzam do absurdu. W tym opowiadaniu chciałem podkreślić, że życie takiego pracownika, który przyjechał skądś tam z daleka, jest nic niewarte. Policja się nim w ogóle nie przejmie, a to wszystko za łapówki.

Kilkakrotnie pojawia się motyw, że Rosja to po prostu oddzielny byt, rządzi się własnymi prawami, idzie własną drogą. Tak pan uważa?

- Myślę, że dziś Rosja rzeczywiście idzie inną drogą. Niestety, jest to droga bananowej republiki. Nie uważam jednak, że Rosja jest unikatowym tworem, do którego nie pasuje model amerykański czy europejski. Pasowałby jak najbardziej. Gdyby tylko ludzie w Rosji uzyskali wolność, swoje prawa, możliwość wypowiadania się - to by zmieniło sytuację.

Obecnie ten system opiera się na kaście urzędasów i wojskowych. W takich warunkach kraj nie może się rozwijać. Spójrzmy na Chiny. Dopiero kiedy ludzie tam uzyskali określone wolności - być może nie polityczne, ale na przykład ekonomiczne - widzimy, jak mocno ten kraj się rozwija. Dlaczego? Dlatego, że pozwolili zwykłemu człowiekowi w jakiś sposób się samorealizować, rozwijać.

Myślę, że jeśli nasz kraj ma się rozwijać, to trzeba pozwolić ludziom wziąć sprawy we własne ręce - to jedyna możliwość.

Czym jest dzisiaj Rosja?

- Rządzenie polega na gnębieniu własnego narodu, ściągania z niego pieniędzy przez biurokratów i wojskowych. Ludziom jest odbierana wszelka inicjatywa. Przez to ręce im opadają i wszystkiego im się odechciewa. Ustrój polityczny w dzisiejszej Rosji jest taki sam jak w średniowieczu. Zbudowany na zasadzie piramidy feudalnej. Jest określony suweren, pod nim warstwa rządząca w pełni od niego zależna, potem niższa warstwa i tak dalej.

To ustrój, który polega na pobieraniu z każdej warstwy daniny. Był bardzo skuteczny w czasach średniowiecza, ale jest skuteczny i dzisiaj - dlatego, że zapewnia bezwarunkową lojalność. Nikt nie odważy się wyjść z tego systemu. Każdy ma za sobą całą listę grzechów, bo wszyscy rozumieją, że nikt z nich nie byłby w stanie tyle zarobić, dostając zwykłą, sprawiedliwą wypłatę. Ich bogactwo bierze się z łapówek.

Jest więc jeszcze poczucie winy. To bardzo skuteczne narzędzie. Na każdego zbierane są akta i jeśli zacznie się wychylać - natychmiast są wyciągane kompromitujące materiały. Łapówkarstwo i poczucie winy - na tym jest zbudowany system Putina. System, który jest mu w pełni podporządkowany i stabilny, choć tworzą go ludzie głupi.

Dlaczego głupi?

- Kadr nie dobiera się na zasadzie kompetencji, ale wzajemnego polecania się, nepotyzmu, przemycania swoich znajomych. Skutek jest taki, że krajem rządzą idioci - i to bardzo chciwi idioci.

Co by wydarzyło się w Rosji, gdyby wszyscy wypili tę wódkę Ludową z pana opowiadania, z nanorobotami, które aktywizują w mózgu obszar racjonalnego myślenia?

- Myślę, że gdyby wszyscy nagle wytrzeźwieli i zaczęli myśleć racjonalnie - powiedzmy, jak w Niemczech - to ten system nie wytrzymałby jednego dnia. Gdyby ludzie przejrzeli na oczy, nie byliby w stanie zaakceptować tego, co widzą. Teraz wszyscy żyją w jakimś amoku, jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje.

Co prawda, świadomość klasy średniej się trochę zmienia, ale nie u przeciętnego Rosjanina. Ktoś kiedyś powiedział o nas, że Rosjanie nie myślą swoim umysłem, tylko duszą. I coś w tym jest. Kiedy wydarzyły się te wszystkie rzeczy na Krymie, na Ukrainie; kiedy do tej duszy została podpięta maszyna propagandowa, to wszystko w niej pozmieniała i poprzestawiała - tak, że ludzie jak w amoku popierają Putina.

Panu jest głupio za swój kraj?

- Czuję się idiotycznie. Nie mogę uwierzyć, że 80 proc. ludności w Rosji popiera Putina. Nie mogę zrozumieć, w jaki sposób Krym, który nie był nam potrzebny przez 23 lata, na który nikt nie jeździł, a jeżeli jeździli, to mówili, że tam nudno - jak ten Krym nagle stał się obiektem naszej dumy narodowej.

Ludzie ze łzami w oczach mówią na ulicach, że Putin pokazał temu zakłamanemu Zachodowi figę z makiem, pokazał, kto tu rządzi. A wcześniej nikt o Krymie nie wspominał! Nawet nacjonalista Żyrinowski! A tu nagle Krym tak bardzo potrzebny. Najbardziej bolesne jest to, jak łatwo udało się zmanipulować umysły całego narodu rosyjskiego. Jak łatwo ludzie zaufali tej całej propagandzie w telewizji.

Przykre jest także to, że wśród dziennikarzy telewizyjnych nie znalazła się ani jedna osoba, która by powiedziała "dość!". "Dość tego kłamstwa, goebellsowskiej czy radzieckiej propagandy, dość kłamstwa - zwalniam się". Żaden dziennikarz nie odszedł. Wszyscy tworzyli tę opowieść, że rząd normalnego państwa, który składał się z wcześniej wybranych posłów, że to jest kryminalna junta, która wydaje przestępcze rozkazy.

Przy tych wszystkich wydarzeniach dowiedziałem się czegoś bardzo przykrego o człowieku. Też o moich Rosjanach. Dowiedziałem się, w jaki sposób tak łatwo i tak szybko cały naród z normalnych ludzi może nagle stać się zwierzętami. Zrozumiałem, w jaki sposób w Niemczech przed II wojną światową, po tej całej propagandzie, naród, który chwalił się swoimi osiągnięciami, swoją kulturą, nagle zaczął zabijać w zwierzęcy sposób.

Szalenie gorzko pan mówi.

- Nie mam powodów do radości. To była dla mnie nieprzyjemna niespodzianka. Kiedy próbowałem zrozumieć, co się dzieje w moim kraju, to myślałem, że to może przez jego olbrzymi rozmiar nie ma innej możliwości, jak rządzić nim, wykorzystując ideologię, służby specjalne. Po to, żeby powstrzymywać ruchy separatystyczne, nie dopuścić do rozpadu kraju.

Dziś wiem, że jest inaczej. Jestem patriotą. W żadnym wypadku nie chcę rozpadu mojego kraju. Widzę natomiast, że te narzędzia są wykorzystywane, żeby chronić nie kraj, ale osobistą władzę Putina oraz cały majątek, który należy do niego i jego otoczenia.

Wcześniej w telewizji był pokazywany wizerunek demokratycznego, niezależnego państwa - takiego nowoczesnego, rozwijającego się. W rzeczywistości dominowała korupcja, przekręty. Ale teraz daje się inny przekaz. Mówi się, że Europa jest pogrążona w homoseksualizmie i pedofilii; że nasi chłopcy będą nosić spódniczki. Rosja występuje jako obrońca tradycyjnych wartości, obrońca rodziny. Ludziom próbuje się wmawiać, że demokracja się nie sprawdziła, uczucia są budowane na rozczarowaniu demokratycznymi wartościami. Tymczasem demokracji w Rosji nigdy nie było.

Dzisiaj w narodzie buduje się pychę, że oto jesteśmy takim niezależnym, samodzielnym, unikatowym państwem! Dlatego musimy zwalczyć Zachód, musimy odebrać te tereny, które nam się zawsze należały, tak jak Krym czy wschodnia Ukraina i może jeszcze następne miejsca, gdzie mieszkają Rosjanie. Ta retoryka nawiązuje do jaskiniowych instynktów, do jakiejś nostalgii za wielkością.

A Conchita Wurst będzie w każdym mieście...

- Pani się śmieje, ale Conchita Wurst to był olbrzymi prezent od UE dla rosyjskiej propagandy. Ja rozumiem, że Eurowizja to zawsze był trochę cyrk, pokaz dziwacznych występów. Ale w Rosji Eurowizja była zawsze traktowana bardzo na serio. Kiedy wygraliśmy dziecięcą eurowizję, to sam Putin pojechał osobiście spotkać się ze zwycięzcami.

To pokazuje, że Rosja chciałaby zostać uznana w Europie, ale nigdy nie wiedziała, jak się za to zabrać. Zaś Europa zawsze bała się Rosji, nie mogła jej zaufać do końca.

Co pan w Rosji kocha?

- Urodziłem się w Moskwie, ale moja mama pochodzi z miasta Kostroma. Tam głównie spędziłem dzieciństwo - ferie, wakacje. Moskwy do końca nie rozumiem. To jest dla mnie bardziej Babilon niż Rosja. W środkowej Rosji bardzo lubię piętrowe budynki z cegły albo belek drewnianych, lubię tych prostych, otwartych ludzi. Lubię kolej, lubię kurz na asfalcie, ogród z malinami, wyjazdy motorem nad rzekę, proste sukienki dziewczyn, publiczne łaźnie, wiejskie biblioteki.

Bardzo lubię tego zwykłego człowieka z Rosji, mimo tego, że jest w nim obecny jakiś szowinizm. Ale to jest osoba, która zawsze zareaguje na krzywdę. Z Rosjaninem nie jest łatwo wejść w głębszą relację. To nie będzie jak z Amerykaninem, który od razu zacznie ci opowiadać całą swoją historię. Natomiast, jeżeli prosty człowiek z Rosji już się z kimś zbliży, to zrobi dla niego bardzo wiele. Jest mnóstwo rzeczy, które bardzo kocham w Rosji, ale to są zwykle obrazy, jakieś impresje.

Kiedy odlecą ci kosmici, którzy - jak w pana opowiadaniach - rządzą krajem?

- Wydaje mi się, że nigdy. Mam wrażenie, że od zawsze, jeszcze od czasów carskich, rządzą nami jacyś obcy, znajdujemy się pod ich silnym uciskiem. Myślę tak dlatego, że obywatel Rosji nie byłby w stanie w tak okrutny i przedmiotowy sposób traktować innych obywateli.

W "Futuramie" jest taki ślimak, który jest przyssany do mózgu osób, którymi kieruje. I my też chyba mamy takie ślimaki, które nas programują nieracjonalnie. Tak oto władza wykorzystuje swoich ludzi, a ci mówią, że są szczęśliwi, a "Putin to nasz prezydent!".

Więcej o: