Walczą z dyskryminacją, ale statusu OPP nie dostali. A obrońcom jeży się udało

Na kogo możemy oddać swój jeden procent z podatku? Między innymi na orkiestry, ochotnicze straże pożarne, Zrzeszenie Szlachty Herbu "Sas", na klub szachowy, a nawet na Polskie Stowarzyszenie Ochrony Jeży. Bo to organizacje pożytku publicznego. Lubelska Fundacja "Wolność od religii" takiego statusu nie dostała, bo sąd uznał, że nie ma ku temu powodów. Choć fundacja od ponad dwóch lat walczy z dyskryminacją na tle światopoglądowym - skupia ateistów i agnostyków.
Wykaz organizacji pożytku publicznego (w skrócie OPP) znajdziemy na stronie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Jest tu ponad 7,5 tys. takich organizacji, wśród nich wspomniane już ochotnicze straże pożarne, Stowarzyszenie Ochrony Jeży, ale też np. Turystyczny Klub Żeglarski, Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Wsi, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich Diecezji Gliwickiej, Kurkowe Bractwo Strzeleckie w Żorach czy Orkiestra Jazzowa ze Szczecina. Są też inni przedstawiciele OPP: Oratorium im. Św. Jana Bosko przy Bazylice Najświętszego Serca Jezusowego w Warszawie, Lubelskie Stowarzyszenie Fantastyki "Cytadela Syriusza", Fundacja Szkoły Rycerskiej, WOPR Warszawa, Towarzystwo Przyjaciół "Daru Pomorza", Fundacja na rzecz Szkół Katolickich, Kluby Inteligencji Katolickiej, np. w Gdańsku, Polskie Towarzystwo Matematyczne, Polskie Towarzystwo Akupunktury czy Stowarzyszenie Miłośników Egiptu "Herhor". Wspomnijmy też o: Krakowskiej Fundacji Dziecka Narodzonego, Fundacji Dobrego Pasterza z Ustronia, Fundacji "Młodzież dla Chrystusa - Polska" z Wrocławia czy Gdańskim Klubie Płetwonurków.

Lubelska Fundacja "Wolność od religii" gorsza od innych?

Sąd Rejonowy Lublin Wschód, VI Wydział Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego odmówił jej wpisu do rejestru organizacji pożytku publicznego. W uzasadnieniu decyzji czytamy m.in. "Cele działania Fundacji zmierzają do wszechstronnego informowania opinii publicznej i działań na rzecz swobód obywatelskich w zakresie wolności wyznania i wolności religii, promowania rozdziału Kościoła i Państwa ().

Sąd w uzasadnieniu zwrócił uwagę, że jednym z warunków, które musi spełnić organizacja starająca się o status OPP jest "działalność na rzecz ogółu społeczności lub określonej grupy podmiotów, pod warunkiem, że grupa ta jest wyodrębniona ze względu na szczególnie trudną sytuację życiową lub materialną w stosunku do reszty społeczeństwa". Sąd uznał, że właśnie tego warunku Fundacja "Wolność od religii" nie spełnia.

- Nie zgadzamy się z argumentacją sądu, będziemy się odwoływać - mówi Dorota Wójcik z fundacji "Wolność od religii". Nie rozumie, dlaczego obrońcy jeży, tancerze czy narciarze biegowi (bo takie organizacje OPP też są) mogą mieć przyznany status, a lubelska fundacja - nie. - Jeśli te inne organizacje są w trudnej sytuacji życiowej, to my również w takiej sytuacji jesteśmy, jako mniejszość światopoglądowa - mówi Wójcik.

Adwokatka: "Polemizowałabym z decyzją sądu"

Podobnego zdania jest adwokat, Paulina Lipińska, która specjalnie dla nas przeanalizowała decyzję sądu. - Wydaje mi się, że jest to decyzja, z którą można, a nawet należy polemizować - mówi. Jak podkreśla, główną argumentacją sądu było to, że działalność Fundacji nie jest skupiona na ogóle społeczeństwa, tylko jest adresowana do konkretnej grupy osób. - Przy czym ta grupa, zdaniem sądu, nie znajduje się w trudnej sytuacji materialnej czy życiowej. Uważam, że można z tym dyskutować - dodaje adwokatka. Jej zdaniem działania Fundacji pokazują, że nie jest to działalność skierowana tylko do ateistów czy agnostyków, ale do ogółu społeczeństwa (choćby billboardy pokazujące, że ateiści są wśród nas).

"Grupa osób poczytujących się za mniejszość"

Sąd w swojej decyzji napisał też coś jeszcze: "Odbiorcą profitów wynikających z działalności Fundacji, jest grupa (środowisko) osób poczytujących się za mniejszość w Polsce pod względem światopoglądowym, w szczególności religijnym i wyznaniowym". - Sąd nie uznaje nas za mniejszość, tylko za osoby "poczytujące się za mniejszość" - mówi Dorota Wójcik i podkreśla, że z tym określeniem też się nie zgadza. Fundacja od dłuższego czasu podejmuje działania antydyskryminacyjne w zakresie wolności sumienia i wyznania.

Dostaje wiele sygnałów w sprawie różnych form łamania tych wolności. To sygnały od rodziców dzieci, które chodzą do szkół i przedszkoli i np. nie mają etyki albo nie wiedzą, jakie działania podjąć, by etyka w szkole jednak była.

Fundacja w wielu sprawach sama podejmuje interwencje. Ale prowadzi też akcje billboardowe; organizuje spotkania i wykłady dotyczące dyskryminacji. - My te wszystkie działania, które okazały się być działaniami skutecznymi, wymieniliśmy we wniosku do sądu - mówi Wójcik.

I nie zgadza się z opinią wyrażoną przez sąd, że grupa ateistów w Polsce korzysta z takiej samej ochrony państwa, z takich samych praw i gwarancji, jak grupy wyznaniowe, w tym katolicy.

Katolicy - tak? Ateiści - nie?

Organizacjami pożytku publicznego są np. Stowarzyszenie na rzecz Budowy Kościoła czy Stowarzyszenie Szkół Katolickich. - Analizując te organizacje, które mają ten statut, cała sprawa jest zastanawiająca - mówi mecenas Lipińska. I dodaje, że tok rozumowania przyjęty przez lubelski sąd nie jest chyba do końca tokiem właściwym.

Decyzję w sprawie Fundacji wydał referendarz sądowy, czyli osoba, która nie jest sędzią, ale może decydować w niektórych sprawach przed sądem. Decyzja referendarza nie jest ostateczna, Fundacja będzie się odwoływać.