Lisicki o "Deklaracji Wiary": Bronienie lekarzom podpisywania dokumentu to gwałcenie ich sumień

Redaktor naczelny "Do Rzeczy" Paweł Lisicki nie widzi nic złego w tym, że lekarze podpisują "Deklarację Wiary". - Grupa lekarzy zobowiązała się do przestrzegania norm, które wynikają z ich wiary. Mają taką swobodę w demokratycznym państwie. Chęć zabronienia tego będzie gwałceniem ich sumień - ocenił w TOK FM.
Zdaniem Pawła Lisickiego "Deklaracja Wiary", podpisana już przez ponad trzy tysiące lekarzy, to nic złego. Bo jak tłumaczył w "Poranku Radia TOK FM", mają do tego prawo. Zasugerował też, że krytycy deklaracji "celowo i złośliwie" wypaczają treść dokumentu.

- Z deklarowania, że życie należy do Boga, wynika wyłącznie, iż nie wolno życia przerywać, usuwać. Że to nie człowiek jest panem życia, tylko Bóg. To ma znaczenie symboliczne i metaforyczne. Nie oznacza wcale, że jeśli ktoś deklaruje "życie należy do Boga", to nie chce się opiekować drugim człowiekiem, leczyć go.

Według publicysty, "lekarze mają w demokratycznym państwie swobodę" podpisywania takich dokumentów jak deklaracja. - Chęć zabronienia tego będzie powodowała gwałcenie ich sumień.

Lekarz - zawód specjalnego traktowania

Lisicki nie ma wątpliwości, że lekarze to wyjątkowa grupa zawodowa. Dlatego należy im się wyjątkowe traktowanie. - Lekarz składa przysięgę Hipokratesa, wykonuje pewnego rodzaju misję. Nie możemy więc tak łatwo mówić, że po prostu ma wykonywać obowiązujące w kraju przepisy. Bo ostatecznym kryterium tego, czy przepisy są słuszne, jest coś takiego jak prawo naturalne lub pewne ogólne wartości, które obowiązują wszystkich. Do tych wartości powinny być dostosowane przepisy prawa. Mamy liczne przykłady z przeszłości tego, jak państwo nadużywało swej roli i wprowadzało przepisy, które niszczyły życie - przekonywał.

Ale jego argumenty nie przekonały Agaty Nowakowskiej z "Gazety Wyborczej". Jak mówiła w TOK FM, "idąc tropem lekarskiej deklaracji, możemy sobie wyobrazić, że sędzia katolik nie będzie chciał dawać rozwodów, a policjant katolik nie będzie chronił niewierzących".

"Gest Piłata"

Nowakowska ocenia, że przestrzeganie zapisów "Deklaracji Wiary" może doprowadzić do naruszenia prawa. - Każdy lekarz odmawiający przeprowadzenia aborcji dopuszczonej przez prawo czy też wypisania recepty na środki antykoncepcyjne powinien poinformować, gdzie kobieta ma szukać pomocy - wskazać innego lekarza. A lekarze, którzy podpisali deklarację, bez żenady mówią, że nie będą o tym informować pacjentek. Nie mówiąc już o tym, że w dokumencie jest zapis o nietykalności ciała ludzkiego. Jeśli dosłownie to traktować, można stwierdzić, w ogóle nie leczmy, nie róbmy transplantacji. Skoro o śmierci decyduje Bóg, to nie leczymy.

Jednak Paweł Lisicki nie widzi nic złego w tym, że lekarz nie poinformuje pacjentki, gdzie może znaleźć lekarza, który przepisze jej receptę na środki antykoncepcyjne czy dokona zalecaną zgodnie z prawem aborcję. - Informowanie byłoby dla takiego lekarza jak gest Piłata - ja nie przeprowadzę aborcji, ale tu jest lekarz, który wykona za mnie brudną robotę.

A gdzie kompromis?

Zdaniem Agaty Nowakowskiej lekarska "Deklaracja Wiary" to kolejna odsłona wojny wokół ustawy antyaborcyjnej z 1993 roku. - Wtedy wydawało się, że zawarliśmy kompromis. Jednak ostatnio jedna ze stron - zwolennicy zaostrzenia przepisów - stara się ten kompromis zerwać. Nie udaje się ustawy zmienić w Sejmie, to cichcem zabierają się do nieformalnego wprowadzenia w Polsce zakazu aborcji.

Dziennikarka "GW" znalazła sporo przykładów na poparcie postawionej przez siebie tezy. To m.in. brak refundacji środków antykoncepcyjnych i nieuregulowanie kwestii zapłodnienia metodą in vitro.

Więcej o: