Lizut pyta księdza o "deklarację wiary". "Czy 'oświecenie Ducha Świętego' to obiektywne pojęcie?" "W teologii - tak"

- "Deklaracja wiary" idzie dalej niż klauzula sumienia zapisana w Kodeksie Etyki Lekarskiej. To przerażające - komentował w audycji PIWO Mikołaj Lizut. Dziennikarz pytał swojego gościa, ks. prof. Adama Świeżyńskiego: - Czy "oświecenie Ducha Świętego", zapisane w deklaracji, to obiektywne pojęcie?
Ksiądz rozmowę z Mikołajem Lizutem o podpisywanej przez lekarzy i pielęgniarki "deklaracji wiary" zaczął od stwierdzenia: - Tak jak ja rozumiem tę deklaracje, to chodziło o to, żeby w związku z kanonizacją Jana Pawła II wykonać gest, który będzie nawiązaniem do tego, co papież jako głowa Kościoła katolickiego głosił w ramach swojego nauczania.

- Ale prywatnie zachowuję zawsze dystans do takich zewnętrznych deklaracji wiary czy tego typu dosyć głośnych i spektakularnych rzeczy. Zawsze mam obawy, że te zewnętrzne deklaracje niekoniecznie zawsze przekładają się na rzeczywiste postępowania i konkrety. Chociaż oczywiście nie przesądzam tej sprawy - podkreślił duchowny z Instytutu Filozofii UKSW.

Czy "oświecenie" jest precyzyjne?

Mikołaj Lizut: - Jestem w dużym strachu, bo czytam, że lekarz powinien się kierować swoim sumieniem, oświeconym Duchem Świętym i nauką Kościoła. Ja nie wiem, jak Duch Święty i w jakiej sprawie oświeca lekarzy. Bo co, gdy np. oświeci w takiej sprawie, że lekarz uzna, że ból to kara za grzechy i przez to nie poda mi środka przeciwbólowego? Oczywistą wydaje mi się rzeczą, że lekarz "oświecony Duchem Świętym" nie przepisuje środków antykoncepcyjnych...

- Bądźmy precyzyjni od samego początku. W samej deklaracji - jeśli chodzi o "oświecenie Duchem Świętym" - jest napisane, że dotyczy ono sumienia lekarza i nie jest powiedziane, że Duch Święty czy sumienie są jedynym i głównym sprawcą działania lekarza. "Stwierdzam, że podstawą godności i wolności lekarza-katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła" - ja tego sformułowania nie odbieram jako takiego, że teraz lekarz ma się nie kierować swoimi umiejętnościami i wiedzą, tylko jakimiś natchnieniami.

A ja tak to odebrałem. Jeżeli kobieta zgodnie z polskim prawem może w kilku wypadkach zażądać usunięcia ciąży, to lekarz - powołując się na to "oświecenie Ducha Świętego", cokolwiek to jest - może nam odmówić.

- Ale może odmówić nie ze względu na oświecenie na Ducha Świętego, tylko ze względu na klauzulę sumienia. Jeżeli taki lekarz uznaje, że dana czynność jest sprzeczna z jego sumieniem, ma o tym obowiązek poinformować swoich przełożonych, jak i osobę bezpośrednio zainteresowaną i wskazać innego lekarza.

Tylko ta deklaracja idzie dalej niż klauzula sumienia, która jest zapisana w Kodeksie Etyki Lekarskiej. Cytowany przez księdza punkt mówi o wyłącznym źródle wolności lekarza. To przerażające. Czy to "oświecenie Ducha Świętego" jest obiektywnym pojęciem?

- W teologii tak. Ale nie będę próbował tego w tym momencie szczegółowo tłumaczyć, ponieważ musielibyśmy rzeczywiście wgłębić się w sprawę poważniej...

Jeżeli dla księdza profesora jest to poważna i skomplikowana sprawa, to wydaje mi się, że dla lekarza również.

- Myślę, że dla lekarza, który ma znajomość tej prawdy wiary, ona jest zrozumiała. Problem jest taki, że ta deklaracja - siłą rzeczy zwięzła i krótka - niestety posługuje się pewnymi skrótami, ogólnymi stwierdzeniami i pojęciami, które wymagałyby doprecyzowania.

Ja mam np. wątpliwość co do punktu drugiego, gdzie jest mowa o tym, że moment poczęcia człowieka zależy od decyzji Boga. Nie jest tak. To jest skrót myślowy. Człowiek to nie jest automat, którym steruje Bóg. To człowiek podejmuje decyzję, kiedy chce mieć dziecko; udział człowieka jest istotny. Ta deklaracja jest niestety nieprecyzyjna. Pewnie można tego było uniknąć, chociaż nie można uniknąć całkowicie - w tak krótkim tekście nie można po kolei tłumaczyć, dawać mnóstwa przypisów i dopisków.

Biskupi zachęcają lekarzy i pielęgniarki do podpisywania tej deklaracji. A ja czuję szantaż. Nie podzielam tych wartości, które wyznaje Kościół katolicki, np. w kwestii moralności seksualnej czy definicji początku życia ludzkiego. Mam poczucie, że we własnym kraju, gdzie obowiązuje jakiś system prawny, Kościół coś wymusza na nas wszystkich.

- Nie odbieram tego jako wymuszenia na wszystkich obywatelach określonej postawy moralnej, etycznej, czy kierowania się określonymi zasadami. A nawet gdyby w praktyce doszło do takiego przypadku, no to przecież odwołanie się do prawa ustanowionego w Polsce jest kluczową sprawą i każdy może się na nie powołać.

Wolałbym, żeby lekarze powoływali się na prawo, a nie na "oświecenie Ducha Świętego". Może dla księdza profesora to pojęcie jest precyzyjne i jasne. Dla mnie jest głęboko mylące. Różne rzeczy można odczuć jako oświecenie ducha świętego.

- Jak sam tytuł głosi, jest to deklaracja wiary. I ma ona naturę religijną, odwołującą się do sfery wiary religijnej. Na tym poziomie toczy się cała sprawa. Dla człowieka, który jest religijnie zaangażowany, który wyznaje określone przekonania religijne, pewne rzeczy są możliwe do przyjęcia. Dla kogoś, kto nie wyznaje określonych poglądów religijnych, pewne sformułowania będą obce, irracjonalne. Mamy do czynienia z innym sposobem postrzegania świata i rzeczywistości. Ta deklaracja sięgnęła do podstaw różnych światopoglądów i na tej płaszczyźnie nastąpiła pewna konfrontacja.

Każdy z nas może mieć takiego pecha, że trafi na jedną z tych trzech tysięcy osób, które podpisały tę deklarację. Wydaje mi się to groźne. Po co Kościołowi ta deklaracja?

- Myśli pan, że gdyby tej deklaracji nie było, to do takich sytuacji dojść nie może?

Obywatel ma prawo do opieki medycznej. Ta deklaracja jest rodzajem ataku na państwo świeckie.

- Ona nie ma żadnego znaczenia w sensie prawnym. To demonizowanie tej sytuacji, to nie jest zamach na ustawodawstwo, które w Polsce obowiązuje.

Więcej o: