O czym w sprawie JKM się nie mówi? Passent zajrzał do jego gazety. A tam: "żydobanderowcy", "żydohitlerowcy"...

"Dziwne, że w rozmaitych dywagacjach na temat Korwin-Mikkego i latającego elektoratu protestu nikt nie wskazał na literę 'ż' w jego alfabecie" - pisze w najnowszej "Polityce" Daniel Passent. Dziennikarz zajrzał do "Najwyższego Czasu!", gazety należącej do JKM, gdzie określenie "żydowski" pada nad wyraz często.
Sam "Najwyższy Czas!" związany był zarówno z Unią Polityki Realnej, jak też z Kongresem Nowej Prawicy - obiema partiami, którym przewodniczył lub przewodniczy Korwin-Mikke. I to z prostego powodu: tygodnik przez wiele lat był wydawany przez oficynę należącą do JKM, a obecnie przez rzecznika prasowego KNP.

Mało mówi się o tym, co piszą w "Najwyższym Czasie"

Jednak teraz, kiedy jako szef partii z zarejestrowanym komitetem wyborczym Korwin-Mikke pojawia się w różnych mediach, mało się mówi o treściach propagowanych przez jego organ prasowy.

I nad tym pochyla się Daniel Passent w najnowszej "Polityce". "W organie prasowym JKM co któreś słowo zaczyna się na 'ż': 'żydowska gazeta dla Polaków', 'propagandysta z gazety żydowskiej', 'czytelnicy chlipiący swą intelektualną wodziankę z żydowskiej gazety dla Polaków', 'politruk z gazety żydowskiej', Bronisław Geremek - 'przyjaciel 'czeskiej żydówki' Magdaleny Albright', 'żydobanderowcy', 'żydohitlerowcy' itp." - wylicza publicysta.

"Zagrożenie, którego nie powinno się bagatelizować"

Passent wytyka, że "alfabet Korwin-Mikkego to jedyny alfabet, jaki zna, który zaczyna się od 'ż'". I dodaje, że traktowanie JKM jako nieszkodliwego ekscentryka jest błędem, że ten konkretny polityk stanowi realne zagrożenie i nie powinno się go bagatelizować.

Cały komentarz Passenta w najnowszym wydaniu "Polityki".