Najpierw PiS walczy o przepisy korzystne dla SKOK-ów, a potem Kaczyński bierze pożyczkę? "To poważna sprawa"

Jak informuje "Newsweek", Jarosław Kaczyński wziął pożyczkę w SKOK-u i od osoby prywatnej. Dziś zobowiązania prezesa PiS to 230 tys. zł. Ale w oświadczeniu majątkowym Kaczyńskiego nie ujawniono, kto pożyczył mu pieniądze. - Uważam, że mamy do czynienia ze złamaniem prawa - oceniła w TOK FM Dominika Wielowieyska. Sam prezes PiS na konferencji prasowej odmówił ujawnienia, od kogo pożyczył pieniądze, twierdząc, że być może te osoby tego nie chcą.
"Newsweek" informuje o długach Jarosława Kaczyńskiego. Okazuje się, że pierwszą pożyczkę prezes Prawa i Sprawiedliwości wziął ponad dwa lata temu od osoby prywatnej. Kolejna pożyczka pochodzi ze Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej.

Kaczyński się tłumaczy: Nie ujawnię wierzycieli

Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej odniósł się do publikacji "Newsweeka". Prezes PiS podkreślił, że potrzebował mieć środki na opiekę swojej matki. - Trzeba było mieć panie pielęgniarki na etatach, a to przekraczało moje dochody. Więc musiałem się zapożyczać.

Tylko dlaczego Kaczyński nie chce ujawnić, skąd ma pieniądze? - Mnie obowiązuje to, co jest praktyką komisji etyki Sejmu. Otóż ona nigdy nie miała do mnie żadnych pretensji, a piszę o moich wierzytelnościach od kilku lat, że stwierdzam, że są to długi prywatne - stwierdził szef Prawa i Sprawiedliwości. - Ponieważ rzecz dotyczy osób, które być może nie chcą, żeby inni wiedzieli, że są ze mną jakoś zaprzyjaźnione, to wobec tego ja tych danych nie podaję. Jeżeli zapadnie decyzja komisji etyki, że wszyscy ujawniają swoich prywatnych wierzycieli, to i ja ich ujawnię.

Nie można bagatelizować

Szczegółowych informacji na temat pożyczek brakuje w oświadczeniu majątkowym prezesa Kaczyńskiego. Choć - jak wynika z oceny ekspertów, z którymi rozmawiał "Newsweek" - szef PiS powinien ujawnić dane osoby fizycznej, która udzieliła mu pożyczki, oraz oprocentowanie zobowiązań. Podobnie uważa Dominika Wielowieyska:

- Uważam, że mamy do czynienia ze złamaniem prawa. W przypadku polityka bardzo ważne jest, od kogo pożycza pieniądze i na jakich warunkach. Bo jeśli na przykład prezes Kaczyński pożyczył pieniądze w SKOK-u na zerowy procent, to - najogólniej rzecz biorąc - jest to jego nadzwyczajny dochód. Nie dałoby się takiej pożyczki zaciągnąć w innym banku. Dziwię się, że PiS nie przywiązuje do tego uwagi - komentowała w "Poranku Radia TOK FM" publicystka.

Według dziennikarki "Gazety Wyborczej" i TOK FM sprawa "wyznacza standardy dotyczące polityków i ich spowiadania się z majątku".

SKOK szczególnie ważny dla PiS

Zdaniem Agaty Nowakowskiej sprawa pożyczek zaciąganych przez prezesa Kaczyńskiego staje się jeszcze bardziej interesująca, jeśli przypomnimy sobie, jak ważne dla PiS są SKOK-i.

- Pamiętamy przecież, jak Prawo i Sprawiedliwość walczyło o korzystne dla kas przepisy prawne. Jak senator Grzegorz Bierecki bez żenady walczył w parlamencie, by SKOK-i nie podlegały nadzorowi KNF. A sam od lat jest związany z Kasami. Jarosław Kaczyński ma oczywiście prawo wziąć pożyczkę w SKOK-u, ale, prawdę powiedziawszy, źle to wygląda, jeśli najpierw PiS lobbowało nad przepisami korzystnymi dla Kas - stwierdziła dziennikarka "GW".

Nowakowska nie ma wątpliwości, że sprawa wymaga wyjaśnienia, bo "polityk musi być czysty jak łza".

Dlaczego teraz?

Także Paweł Lisicki uważa, że polityk powinien ujawniać informacje dotyczące pożyczek, które zaciąga. Ale redaktor naczelny tygodnika "Do Rzeczy" więcej uwagi poświęcił temu, kiedy ukazał się artykuł "Newsweeka".

- Sprawa pojawia się tydzień przed wyborami, a to sprawia, że z pewną podejrzliwością patrzę na zawartość publikacji. Bo są wymierzone w podważanie wiarygodności tuż przed wyborami. Powiedzmy sobie szczerze, trudno uznać takie rzeczy za przypadkowe.

"Gigantyczny konflikt interesów" - Wielowieyska o SKOK-ach>>

Więcej o: