"Nie mam nic do ukrycia. Byłem uczciwym prokuratorem". Ziobro odpowiada na zarzuty "Newsweeka" [WYWIAD]

"Newsweek" ujawnił, że odnalazły się nagrania rozmów Zbigniewa Ziobry prowadzone w czasach tzw. afery przeciekowej w 2007 r. Ma z nich wynikać, że ówczesny prokurator generalny naruszył tajemnicę śledztwa. - To wszystko kłamstwa. Te nagrania potwierdzają moją wersję. Moje działania były słuszne - komentuje tę sprawę w rozmowie z Gazeta.pl.
Anna Pawłowska, Gazeta.pl; "Newsweek" pisze, że po 4 latach odnalazły się nagrania pana rozmów z Jaromirem Netzlem, które mają dowodzić, że ujawnił pan tajemnice śledztwa związanego z tzw. aferą przeciekową. Wcześniej prokuratura twierdziła, że takich nagrań nie ma. Jak pan to skomentuje?

Zbigniew Ziobro: - Zbliża się koniec kampanii wyborczej. Solidarna Polska ma coraz lepsze wyniki* i w przyszłości mogę mieć znów wpływ na wymiar sprawiedliwości w Polsce. Są ludzie z układu, którzy się tego panicznie boją i dlatego inicjują tego rodzaju artykuły. A to wszystko są kłamstwa wymierzone we mnie, bo jako prokurator generalny doprowadziłem do obnażenia tego, kim są Krauze, Kaczmarek, Netzel i cała grupa związanych z nimi ludzi. Ujawniłem ich kłamstwa i matactwa.

Kaczmarek został uwolniony od zarzutów.

- W prawomocnym wyroku sąd stwierdził, że Kaczmarek składał fałszywe zeznania i mataczył w sprawie. Również w przypadku Krauzego dowiedziono, że kłamał, zaprzeczając znajomości z Kaczmarkiem i twierdząc, że nie spotykał się z nim w hotelu Marriott, choć nagrały to kamery. Zostali uniewinnieni od zarzutu składania fałszywych zeznań tylko dlatego, że sąd postanowił zmienić obowiązującą od 60 lat linię orzecznictwa. Do tej pory świadkowie musieli mówić prawdę, jeśli byli uprzedzeni o możliwości odmowy odpowiedzi na pytanie.

Takie prawo skutkowało setkami wyroków. I nagle zostało zmienione tuż przed rozstrzygnięciem sprawy miliardera Krauzego, Kaczmarka i innych. Uważam to za wielki przekręt, że gdy sprawa dotyczy miliardera, a nie zwykłego Kowalskiego, dzieją się takie rzeczy. Gdyby nie zmiana orzecznictwa, mieliby postawione zarzuty i zostaliby skazani. A tak wszystko uszło im płazem, ale fakty pozostają niepodważalne.

W związku z tą sprawą nie ma pan sobie nic do zarzucenia?

- Wszystko mówiłem i robiłem właściwie. Moje działania były słuszne, a to, że na dwa tygodnie przed finałem kampanii wyborczej, gdy notowania Solidarnej Polski idą w górę, pojawiają się takie teksty, dowodzi, że ktoś chce wziąć na mnie za to odwet.

W rozmowie z "Newsweekiem" powiedział pan, że cieszy się z odnalezienia nagrań.

- Ja nie mam nic do ukrycia. Z tych nagrań nie wynika nic, co mogłoby być dla mnie negatywne. Wręcz przeciwnie - one potwierdzają moją wersję wydarzeń. Poza tym Netzel zarzucał mi, że celowo zniszczyłem czy ukryłem te nagrania. A okazało się, że one cały czas były i są. Był bajzel w prokuraturze, którą kierowała Platforma Obywatelska.

W tej chwili nagrania są utajnione. Jest pan za ich ujawnieniem?

- Od początku jestem za jawnością w tej sprawie. I od początku byłem atakowany za ujawnianie materiałów dowodowych w tej sprawie. Atakowano mnie, bo byłem zwolennikiem konferencji Engelkinga. Pytano, jakim prawem ujawniam treści rozmów. A ja uważałem ,że jawność jest najlepszą zasadą. I tak samo uważam, że powinny zostać ujawnione wszystkie rozmowy pani Sawickiej, pani Marczuk i innych. Jestem za pełną jawnością. To powinna być reguła dotycząca wszystkich spraw. Nie może być stosowana wybiórczo czy w celu manipulacji.

Twierdzi pan, że tekst jest elementem walki wyborczej. Może mieć wpływ na wynik Solidarnej Polski?

- Nie sądzę, to tylko dowód na to, że tonący brzytwy się chwyta. Byłem przyzwoitym i uczciwym prokuratorem generalnym, który doprowadził śledztwo do końca. A przeciwko mnie występują ludzie, którzy boją się uczciwości.

Co się wydarzyło w 2007 roku?

- W 2007 r. CBA prowadziło sprawę tzw. afery gruntowej. Funkcjonariusze, podając się za szwajcarskich biznesmenów, nawiązali kontakt z Piotrem Rybą (współpracownikiem Andrzeja Leppera) i prawnikiem Andrzejem K. Twierdzili, że potrzebują pomocy w odrolnieniu działki na Mazurach. Mężczyźni mieli się za to domagać łapówki, przeznaczonej także dla Andrzeja Leppera.

W lipcu 2007 r., kiedy miało dojść do finalizacji transakcji, obaj zostali przez kogoś ostrzeżeni, tak jak i sam Lepper. Miał on 6 lipca spotkać się z Rybą, ale spotkanie odwołano. K., który w tym czasie w hotelu przeliczał 3 mln zł dostarczone przez agentów CBA, zadzwonił do Ryby. Prawdopodobnie został ostrzeżony, bo opuścił hotel; wtedy ich obu zatrzymano.

Latem 2007 r. ABW, na wniosek warszawskiej prokuratury, zatrzymała Kaczmarka, b. komendanta głównego policji Konrada Kornatowskiego i b. szefa PZU Jaromira Netzla. Postawiono im zarzuty dotyczące m.in. zatajenia spotkania Kaczmarka z Ryszardem Krauzem 5 lipca 2007 roku w hotelu Marriott oraz wzajemnego nakłaniania do fałszywych zeznań.

31 sierpnia 2007 r. Engelking zorganizował multimedialną konferencję. Zaprezentował na niej materiały operacyjne ze śledztwa dotyczącego zarzutów wobec Kaczmarka, Netzla i Kornatowskiego.

Krótko po akcji CBA w 2007 r. premier Jarosław Kaczyński zdymisjonował Leppera oraz szefa MSWiA Janusza Kaczmarka, który "znalazł się w kręgu podejrzanych" o przeciek. Skończyło się to rozpadem koalicji PiS-Samoobrona-LPR i przedterminowymi wyborami parlamentarnymi, które jesienią 2007 r. wygrała PO.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

* Wg najnowszego sondażu Solidarna Polska ma 4 proc. poparcia.

Więcej o: