"Kobiety nieustannie się wstydzą, bo nie są idealnymi matkami. Mężczyźni nie wstydzą się niczego". Wściekłe matki na Kongresie Kobiet

- Ja się uważam za wściekłą matkę, i to bardzo. Ale ja jestem paniusią z Warszawy i tym bardziej powinnam mieć świadomość tego, jak ciężko mają paniusie spod Zielonej Góry - mówiła jedna z kobiet podczas panelu "Wściekłe matki" na Kongresie Kobiet. Inna przyznała, że w niej "wściekłość pojawiła się milion razy". Cukierkowy entourage macierzyństwa ustąpił miejsca gorzkim słowom o bezsilności.
"Wściekłe matki" to chyba najbardziej adekwatna nazwa dla panelu ze wszystkich tegorocznych propozycji Kongresu Kobiet. Wśród tysięcy delegatek znalazło się kilkadziesiąt kobiet reprezentujących wściekłe z bezsilności matki z całej Polski.

W trakcie debaty kolejne kobiety wstawały i oznajmiały, że też są wściekłe, że nic się nie zmienia i nie mają już siły: "Pod wściekłością podpisuję się 100-procentowo", "Przechodziłam wszystko, o czym mówicie", "Młodą matką byłam prawie 40 lat temu i nic się od tego czasu nie zmieniło". Gdyby nie ograniczenia czasowe panelu, o swojej złości opowiedziałyby pewnie wszystkie obecne na sali matki.

Kto pomoże matce?

- Filip urodził się sześć lat temu w 40-milionowym państwie, w Unii Europejskiej, w XXI w. Dowiedziałam się, że dziecko jest bardzo chore i mamy jechać do domu - do widzenia. Okazało się, że nie ma żadnego systemu, który by wsparł takich rodziców jak my - historię swojego macierzyństwa opisywała Marta Blumska-Janiak, uczestniczka panelu, ginekolożka i matka trójki dzieci. O programie, który chociaż w minimalnym stopniu pomaga rodzicom chorych dzieci, dowiedziała się przypadkiem od innej matki w trakcie jednej z wizyt w szpitalu.

- Żłobków dla dzieci niepełnosprawnych w ogóle nie ma. Rodzi się chore dziecko i jeden z rodziców musi zrezygnować z pracy. Okazuje się, że w Warszawie nie ma też miejsca w przedszkolach specjalnych. Chodziłam grzecznie i pytałam, a mój mąż napisał listy do władz Warszawy, minister Kopacz i "Gazety Wyborczej" - opowiadała. Po kontakcie z "Gazetą Wyborczą" natychmiast zgłosiły się władze miasta. - My pani wszystko załatwimy, tylko niech się pani nie kontaktuje z "Wyborczą" - obiecywały. I tak się też stało - chłopiec trafił do wybranej przez rodziców placówki.

Upolitycznione macierzyństwo

Blumska-Janiak z racji wykonywanego zawodu z problemami kobiet spotyka się często. Większość z nich boi się zajść w ciążę ze względu na pracę, ale jako młode kobiety i tak z góry są dla pracodawcy niewygodnymi pracownikami, bo w każdej chwili mogą w ciążę zajść. Inna sytuacja jest np. w Holandii, gdzie kobietom przysługuje 16-tygodniowy urlop, z czego cztery tygodnie wykorzystują już przed porodem. Holenderki wracają więc do pracy po trzech miesiącach i dziwią się Polkom, które odchodzą z pracy na rok. Ale nie wszystkie Polki faktycznie chcą ten rok spędzić w domu. Ogromna część po prostu nie ma żadnej alternatywy - pracodawca nie chce się zgodzić na pracę zdalną, nie ma miejsc w przedszkolu, brakuje pieniędzy na dodatkową opiekę.

Jeszcze nie tak dawno temat macierzyństwa był zawłaszczony przez dyskurs konserwatywny i zupełnie nieobecny wśród feministek. Nawet Kongres Kobiet zaczął promować kobietę jako autonomiczną i niczym nieobciążoną, gotową do powrotu na rynek pracy.

Agnieszka Graff wspomniała o kampaniach, które wskazywały, że mama jest lepszym pracownikiem. - Apelujemy do pracodawców, żeby nie dyskryminowali kobiet, ale nie dlatego, że dyskryminacja jest niesprawiedliwa, tylko dlatego, że im się to opłaci, bo te matki są takie pracowite i takie zdesperowane. Mnie szlag trafiał, jak to widziałam - tłumaczyła.

A kiedy mężczyznom odwidzi się matka...

- Kobiety nieustannie się wstydzą, bo nie są idealnymi matkami. Mężczyźni nie wstydzą się niczego - ironizowała kolejna panelistka - Anita Kucharska-Dziedzic z zielonogórskiej fundacji Baba. W Polsce ściągalność alimentów wynosi między 11 a 14 proc., a w zachodniej Europie - 80-90 proc. - Mówimy o tym, że mężczyźni nie chcą brać urlopów rodzicielskich, ale oni nie chcą nawet wychowywać tych dzieci, kiedy już odwidzi im się ich matka - dodała. Zaleganie z alimentami jest przestępstwem, ale sąd w większości przypadków orzeka jedynie karę w zawieszeniu. - Żeby to chociaż były prace społeczne - grzmiała jedna z panelistek.

W kuluarach pojawiały się później kolejne relacje kobiet, których byli mężowie nie tylko nie płacą alimentów na dzieci, ale również traktują to w kategorii sukcesu. - Ktoś go zatrudnił na czarno i oficjalnie nie ma żadnych dochodów, więc nie płaci i opowiada wszystkim, jak oszukał system. A przecież on własne dzieci oszukał - słyszałam.

Bóg też podrzucił dziecko Józefowi

- Pożegnajmy się z mitem, że w naszym kraju ktokolwiek szanuje macierzyństwo. Żadna z nas nie będzie się równała z Matką Boską, która jako dziewica poczęła dziecko, jako dziewica je urodziła i żadnej przyjemności z tego nie miała. Myśmy poczęły nasze dzieci w grzechu. Matkami Polkami też już nie jesteśmy, bo naszych synów nie wychowujemy na powstańców - mówiła Kucharska-Dziedzic, czym wywołała ogólne rozbawienie na sali.

- Temat nie jest jednak zabawny - jak tłumaczyła dalej. Przez mit Matki Polki, niemal uświęcony tradycją, młode matki liczą na wyjątkowe traktowanie. A kiedy okazuje się, że to wcale nie zapewnia szacunku i że zostają z dzieckiem same, bez wsparcia z zewnątrz, pojawia się wściekłość. - Upomnijmy się o te kobiety, bo one są naprawdę wściekłe, ale też zawstydzone - postulowały rozmówczynie.

A co z samotnymi ojcami? Wystarczy spojrzeć na skalę problemu - tylko 2 proc. ojców zwraca się do sądu z wnioskiem o przyznanie opieki nad dzieckiem. Inaczej od matek traktowani są też ojcowie z dziećmi w przestrzeni publicznej. - Jak chciałam uniknąć kolejek np. u lekarza, to wysyłałam z dzieckiem męża. On się pojawiał i wszystkie pielęgniarki stawały na głowie, żeby wszedł z chorym dzieckiem jako pierwszy. Matka niech siedzi. Chciała dziecko? To niech cierpi - mówiła Kucharska-Dziedzic.

Kongres powinien się zająć mężczyznami

Wśród samotnych matek, szczególnie tych z mniejszych miast i wsi, widać też biedę. Nie stać ich na wysłanie dziecka na wycieczkę szkolną, a ono samo będzie zapewniało kolegów, że po prostu nie chce jechać. - Dzieci mają umiejętność ukrywania własnej biedy. A to nie jest bieda zawiniona lenistwem, ona jest spowodowana indolencją państwa, które nie potrafi zmusić swoich obywateli, żeby przestrzegali prawa - kwitowała Kucharska-Dziedzic. - Kobiety w Polsce są świetne. Radzą sobie z tym całym gównianym systemem. Kongres Kobiet powinien zająć się mężczyznami - postulowała.

W trakcie panelu podkreślano też wielokrotnie, że krzywdzenie swoich rodzin to przestępstwo. I to przestępstwo nie byle jakie, bo o największej skali w Polsce. Największą grupą, wśród tych, którzy się ich dopuszczają, nie jest młodzież okradająca sklepy czy demolująca osiedla. To mężczyźni, którzy biją albo nie wywiązują się z obowiązku alimentacyjnego. A atmosfera jest, niestety, taka, że kobiety boją się zgłosić przestępstwo, bo wizyta policji na pewno nie ujdzie uwadze sąsiadów. - Przestańmy się wstydzić i bać - apelowały panelistki.

W panelu "Wściekłe Matki" udział wzięły: Marta Blumska-Janiak, Agnieszka Graff, Patrycja Dołowy, Anna Giza-Poleszczuk, Anita Kucharska-Dziedzic. Dyskusję moderowała Lidia Kołucka-Żuk

Więcej o: