Monica Lewinsky opowiada o słynnej "aferze rozporkowej". "Bardzo żałuję tego, co się stało"

"Bardzo żałuję tego, co się stało między mną a prezydentem Clintonem. Powtórzę to jeszcze raz: Bardzo. Żałuję" - pisze Monica Lewinsky w "Vanity Fair". Jest to pierwszy raz, kiedy zabiera ona głos ws. tzw. afery rozporkowej związanej z jej romansem z prezydentem USA Billem Clintonem.
"Oczywiście, mój szef wykorzystał moją naiwność. Jednak nasz związek był relacją dwojga dorosłych, świadomych osób" - tak po 10 latach milczenia Monica Lewinsky opisuje początki swojego romansu z prezydentem Billem Clintonem. Jej tekst publikuje magazyn "Vanity Fair".

Clinton w końcu się przyznał

Monica Lewinsky tuż po studiach rozpoczęła w Białym Domu pracę jako stażystka. Było to w 1995 r. Trzy lata później na jaw wyszedł jej romans z prezydentem. Między Lewinsky a Clintonem miało dochodzić do licznych kontaktów seksualnych.

Lewinsky oskarżyła Clintona o molestowanie. Sprawa ta była głośna na całym świecie. W USA została nazwana "aferą rozporkową".

Początkowo Clinton zaprzeczał, że utrzymywał jakiekolwiek kontakty seksualne z Lewinsky, ale pod wpływem presji wywieranej na niego przez prokuratora, który zajmował się sprawą molestowania, prezydent przyznał, że on i Lewinsky "uprawiali seks oralny".

W "Vanity Fair" Lewinsky wyznaje, że po całej aferze czuła się upokorzona. "Stałam się kozłem ofiarnym. Wszystko po to, by chronić Clintona i jego potężną administrację".

Co działo się z Lewinsky po skandalu? "Odrzucałam oferty opowiedzenia o wszystkim warte nawet 10 mln dolarów. Nie uważałam, aby to było odpowiednie" - pisze Lewinsky. Zaprzecza też, by Clinton płacił jej za milczenie ws. romansu.

Lewinsky miała myśli samobójcze

Czemu w końcu zdecydowała się na opowiedzenie o "aferze rozporkowej"? "Chcę, żeby moja historia miała inne zakończenie" - pisze Lewinsky. Dodaje, że na jej decyzję miała też wpływ sprawa Tylera Clementiego, amerykańskiego studenta, który w 2010 r. popełnił samobójstwo po tym, jak wyszło na jaw, że całował się z mężczyzną.

"Po tragedii Clementiego inaczej spojrzałam na swoje upokorzenie. Pomyślałam, że jeśli opowiem prawdziwą historię romansu z Clintonem, być może pomogę komuś, kto też przeżywa trudne chwile" - pisze Lewinsky, informując, że sama "nigdy nie próbowała popełnić samobójstwa, ale silne myśli samobójcze miała kilkukrotnie podczas prowadzenia dochodzeń związanych z romansem, oraz jedną czy dwie takie myśli w późniejszym czasie".

Czy opublikowanie tekstu Lewinsky wywoła w USA kolejny skandal? Przekonamy się o tym najwcześniej jutro, kiedy "Vanity Fair" udostępni całość artykułu.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: