"Ciekawe, co myślał Miller na pierwszomajowej trybunie. Czy też uważa, że wprowadzał nas do czarnej dziury?"

"Z prowadzeniem kampanii wyborczej wszyscy mają jakiś kłopot, a w tę rocznicową majówkę mieli jeszcze większy. Ciekawe, jak czuł się Leszek Miller na swojej pierwszomajowej trybunie, kiedy słyszał, że Polska jest krajem ludzi zagłodzonych, pozbawionych pracy, kiedy znów mówiono wyłącznie o tej tradycyjnej czarnej dziurze, w której beznadziejnie tkwimy. On, który szczycił się tym, ze podpisywał w Atenach traktat akcesyjny. Czy też uważa, że wprowadził nas do czarnej dziury?" - pyta Janina Paradowska w najnowszym wydaniu tygodnika "Polityka".
W tym tygodniu Janina Paradowska ocenia w "Polityce" kampanię wyborczą do europarlamentu, która jak przyznaje nikomu szczególnie dobrze nie wychodzi. Jak punktuje w kontekście wydarzeń ukraińskich o merytoryczną kampanię trudno, więc partie chwytają się różnych form zastępczych. I tu znów problem, bo mimo wysiłków polityków spoty wyborcze "oglądają i komentują jedynie dziennikarze" - Nie lepiej z konferencjami prasowymi, jeśli nie organizują ich Kaczyński lub Tusk, bo ten pojedynek najbardziej emocjonuje - pisze Paradowska

Jak przyznaje dziennikarka, szczególnie newralgicznym punktem i tak kłopotliwej kampanii była majówka. "Ciekawe, jak czuł się na przykład Leszek Miller na swojej pierwszomajowej trybunie, kiedy z ust związkowców słyszał, że Polska jest krajem ludzi zagłodzonych, pozbawionych pracy, kiedy znów mówiono wyłącznie o umowach śmieciowych i wyrzucaniu młodych na emigrację, czyli o tej tradycyjnej czarnej dziurze, w której beznadziejnie tkwimy. On, który szczycił się tym, ze podpisywał w Atenach traktat akcesyjny. Czy też uważa, że wprowadził nas do czarnej dziury?" - pyta Janina Paradowska.

Ale pociesza się, że już nie długo będziemy musieli znosić genialne kampanijne pomysły. "W kampanii każdy orze jak może, gdzie może. Szczęśliwie do wyborów coraz bliżej. Na kolejne pomysły pozostały praktycznie dwa miesiące. Jakoś to będziemy musieli zmieść" - podsumowuje sytuację.

Cały tekst w najnowszym numerze "Polityki" >>

Więcej o: