Sikorski u Lisa: To, że kraje dbają o własne interesy, to żaden zarzut. Sankcje bywają obosieczne

- Celem sankcji jest przywrócenie ładu międzynarodowego, a nie spowodowanie największych strat. To, że kraje dbają o własne interesy, to żaden zarzut. Trzeba zważyć, co jest bardziej niebezpieczne - straty gospodarcze, jakie możemy ponieść, czy zagrożenie dla bezpieczeństwa międzynarodowego. To są bardzo trudne decyzje, bo sankcje bywają obosieczne - mówił w programie Tomasza Lisa minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
- Polska wpływa na stanowisko całej UE i nalega, aby jednocześnie zdarzyły się dwie rzeczy, które są pod naszą, europejską kontrolą: aby urealnić gwarancje bezpieczeństwa w ramach NATO dla krajów przyjętych w ostatnich latach i aby uczynić bardziej konkurencyjnym i dogodnym dla europejskiego przemysłu i konsumenta rynek energii. To są rzeczy, które nie należą do tamtej strony, ale do nas - mówił szef polskiej dyplomacji.



"20 lat temu mieliśmy prawo wierzyć Fukuyamie, gdy mówił o końcu historii"

- Mam poczucie rozczarowania, zawodu i utraconej szansy. Rosja, zamiast modernizować swoje społeczeństwo i struktury państwowe poszła na skróty - uzyskała efekt polityczny w postaci wzrostu poparcia dla prezydenta wśród społeczeństwa, ale metodami archaicznymi - uważa Sikorski.

- P.o. prezydenta Ukrainy mówi już o wojnie - to oczywiście nie jest klasyczna wojna z zagonami pancernymi, tylko szarpanina, ale po obu stronach giną ludzie, używana jest broń, wzrosła przestępczość, są brani zakładnicy... 20 lat temu mieliśmy prawo wierzyć Fukuyamie, gdy mówił o końcu historii w sensie zwycięstwa demokracji nad komunizmem. Teraz nawet to wraca, jest budowana nowa-stara ideologia. To ślepy zaułek w rozwoju - tłumaczył szef MSZ.

Sikorski, zapytany o to, jaki jest cel prezydenta Rosji, był zdania, że Putin wyraził to dość jasno - chciałby, aby "cała Ukraina przynależała do Unii Euroazjatyckiej, która miałaby być równoważnym partnerem UE". Minister zaznaczył jednak, że "trudno jest przekonać kraje do członkostwa, jeśli im się zabiera albo grozi zabraniem terytorium".

Dla Ukrainy najważniejsze będzie to, czy uda się przeprowadzić wybory

- Tutaj też jest niekonsekwencja. Władze rosyjskie mówią, że ten rząd w Kijowie nie ma legitymacji, z czym się nie zgadzamy - parlament został wybrany demokratycznie, a większość parlamentarna, w tym przedstawiciele Partii Regionów, na ten rząd głosowali. Ale dajmy na to, że Rosja miałaby rację - w tym wypadku tym bardziej powinno jej zależeć na tym, by przeprowadzić uczciwe wybory prezydenckie. Tymczasem ludzie, którzy poważnie traktują sugestie z Moskwy, to utrudniają - mówił szef dyplomacji.

- Ważne jest to, aby Ukraina mogła skonsumować i umowę stowarzyszeniową, i przyznane jej środki z międzynarodowego funduszu walutowego. Nie wiemy, jakie będą taktyczne decyzje rosyjskie - czy wejdą tam zbrojnie, czy to będzie taka wojna krocząca, z jaką mamy do czynienia w tej chwili. Ja nie obwiniam europejskich polityków, którzy chwytają się każdej ścieżki do zawarcia porozumienia - zaznaczył Sikorski. Jak dodał, dla Ukrainy najważniejsze będzie teraz to, czy uda się przeprowadzić wybory prezydenckie.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: