"Wprost" pisze o "tajnej kasie Tuska". Kidawa-Błońska: Nie będziemy brali udziału w promowaniu Piskorskiego

Kierowany przez Donalda Tuska Kongres Liberalno-Demokratyczny był finansowany przez niemiecką CDU? Takie oskarżenia padają w najnowszym wydaniu tygodnika "Wprost". Paweł Piskorski, były bliski współpracownik obecnego premiera, mówi, że jest dla niego oczywiste, iż niemiecka partia wspierała finansowo liberałów. - Nie będziemy brali udziału w promocji książki Piskorskiego, który chce na siebie zwrócić uwagę - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Małgorzata Kidawa-Błońska, rzecznik rządu.
"Dla mnie jest oczywiste, że CDU (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna - red.) wspierało finansowo KLD, ale to były kwestie omawiane między Kohlem [ówczesnym kaclerzem Niemiec - red.] a Bieleckim [Janem Krzysztofem, wtedy premierem i jednym z liderów KLD - red.]. Ja przy tych spotkaniach w cztery oczy nie byłem obecny - mówi Paweł Piskorski w najnowszym "Wprost".

"Jedyne, co mogę w tej sprawie powiedzieć, to że należy o tę kwestię pytać Bieleckiego" - mówi Piskorski pytany o szczegóły sprawy. Twierdzi też, że do niektórych rozmów i decyzji "nie był dopuszczany". Artykuł zatytułowany "Tajna kasa partii Tuska" zawiera fragmenty wywiadu rzeki z Piskorskim przeprowadzonego przez Michała Majewskiego, dziennikarza tygodnika.

Kidawa-Błońska: Piskorski chce się wypromować

W tekście prócz Piskorskiego zacytowany został inny "polityk czołówki KLD", który twierdzi, że "CDU, które było wtedy przy władzy w Niemczech, szukało w krajach postkomunistycznych partnerów do współpracy. (...) Odpowiedni wydawał się Kongres. CDU bezzwrotnie darowało KLD kilkaset tysięcy marek. To były pieniądze w gotówce, które działacze KLD wymieniali w kantorach na złotówki w Warszawie. Pieniądze poszły na budowanie partii w 1991 r.".

"Wprost" podaje, że o odniesienie się do tych informacji poproszony został sam Donald Tusk, ale premier nie odpowiedział.

O komentarz do artykułu poprosiliśmy Małgorzatę Kidawę-Błońską, rzecznik rządu: - Nie będziemy brali udziału w promocji książki Piskorskiego, który chce na siebie zwrócić uwagę. Jego notowania są słabe, a jego nazwisko rzadko pojawia się w mediach. Jego publikacja ma mu pomóc w zdobyciu rozgłosu w kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Wydaje mi się, że pan premier nie będzie zabierał głosu w sprawie publikacji "Wprost" - powiedziała Kidawa-Błońska.

Polska Razem chce komisji śledczej

Na artykuł błyskawicznie zareagował za to europoseł Marek Migalski z partii Polska Razem. Wraz z Jarosławem Gowinem i Adamem Bielanem Migalski wystąpił na konferencji w Sejmie, o której poinformował na swoim Twitterze. - Żądamy komisji śledczej da zbadania tego, co opisał "Wprost" - napisał Migalski.



Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: