Najtragiczniejszy dzień w historii Mount Everestu. Jeszcze nigdy jednego dnia na górze nie zginęło tyle osób [WIDEO]

Ekipy ratunkowe pracujące na najwyższym szczycie świata wyciągnęły spod śniegu i lodu 12 ciał, nadal poszukują też pozostałych czterech osób. Wszystkie ofiary to nepalscy przewodnicy, Szerpowie, których lawina zaskoczyła rano podczas sprawdzania trasy. Na filmie zamieszczonym w internecie przez świadków zdarzenia widać, jak przerażający może być ten żywioł.
Grupa 50 osób, w większości nepalskich Szerpów, została zasypana przez lawinę na wysokości 5 800 metrów w rejonie prowadzącym do lodowca Khumbu. Wyszli oni z bazy na kilka godzin przed innymi wspinaczami, by sprawdzić trasę i zamontować w niektórych miejscach zabezpieczające ją liny:



Według informacji "Daily Mail" dwóch przewodników było członkami NBC Everest Expedition - firmy będącej częścią kanału Discovery. Ekipa NBC przygotowywała się w górach do wyemitowania na żywo skoku z wierzchołka góry - informuje portal.

Przedstawiciele firmy zapewnili, że ich siedmioosobowa załoga jest bezpieczna. Nie wspomnieli jednak nic o losie towarzyszących zatrudnionych przez ekipę Szerpów.

"Wiedzieliśmy, że Szerpowie tam są. To była katastrofa"

Jeden ze świadków zejścia lawiny, australijski himalaista Gavin Turner opowiadał w rozmowie z portalem "ABC News", że "blok lodowy oderwał się i spadł bez ostrzeżenia". - Przez kilka sekund byliśmy przerażeni i myśleliśmy, że lawina przykryje również i nas - mówił.

Inny wspinacz, australijska himalaistka Margaret Watraba relacjonowała portalowi "Australia Network News", że Szerpowie "nie mieli szans na ucieczkę" - Byliśmy wtedy w bazie, widzieliśmy moment zejścia lawiny - była ogromna. Wiedzieliśmy, że Szerpowie tam są. To była katastrofa - opowiadała. - Gdybyśmy wyszli z obozu godzinę czy dwie wcześniej, nie bylibyśmy w bezpiecznym miejscu, tylko w samym środku żywiołu - dodała.

Obecne ekipy dopiero ruszały w trasę. Pomagało im 100 Szerpów

Dokładną relację z dzisiejszego dnia na swoim blogu zdał też inny obecny na miejscu himalaista, Alan Arnette. Według jego relacji tylko jedna komercyjna ekspedycja - organizowana przez firmę IMG's Hybrid Group - zdążyła się wspiąć dzień wcześniej do obozu pierwszego. Inne ekipy dopiero przybyły na miejsce i przygotowywały się do wyruszenia w trasę.



Przed zejściem lawiny w przygotowaniach do zdobycia szczytu pomagało himalaistom ponad 100 Szerpów z różnych ekip. Przenosili oni sprzęt z obozu pierwszego do obozu drugiego - część z nich skończyła już tę pracę i wracała do głównej bazy, położonej u stóp góry, inni dopiero zaczynali wędrówkę - opisuje Arnette.

Według jego szacunków lawina mogła odciąć wielu Szerpom drogę do obozu głównego - jej oczyszczenie lub znalezienie nowej trasy może zająć nawet kilka dni.

Podczas próby wejścia na szczyt zginęło już ponad 300 osób

Szerpowie to niewielki lud tybetański, zamieszkujący Himalaje na terenie Indii i Nepalu. Wielu z nich zarabia na życie i utrzymuje swoje rodziny dzięki pracy jako górscy przewodnicy oraz pomocnicy zatrudniani przez ekipy wspinaczy, chcących zdobyć najwyższy wierzchołek świata.

Ostatnie dwa tygodnie maja to najlepszy czas na próbę zdobycia szczytu - to okres, w którym "okno pogodowe" sprzyja himalaistom. Wspinacze przybywają jednak na Mount Everest już w kwietniu - potrzebują czasu na aklimatyzację.

Od czasu zdobycia Mount Everestu w 1953 r. przez Edmunda Hillary'ego i Szerpę Tenzinga Norgaya na wierzchołek dotarły ponad cztery tysiące osób. Podczas próby wejścia zginęło ponad 300 osób. Do dziś najtragiczniejszym dniem w historii góry był 10 maja 1996 r. - zginęło wtedy ośmiu wspinaczy, którzy zaskoczeni przez śnieżycę zgubili drogę do obozu. Sześciu nepalskich przewodników zginęło w lawinie w 1970 r.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS