Telefon pilota zaginionego boeinga był włączony i próbował wykryć sieć. Samolot leciał tak nisko, że był w zasięgu

Telefon I oficera zaginionego boeinga 777 linii Malaysian Airlines był włączony i nawiązał kontakt z masztem telefonii komórkowej w Malezji około pół godziny po tym, jak samolot - według śledczych - wykonał ostry zwrot na zachód - informuje CNN. Stacja powołuje się na amerykańską administrację rządową.
Maszt telefonii komórkowej w Penang w Malezji wykrył próbę wyszukania sieci przez telefon I oficera lotu FH370 około 30 minut po tym, jak boeing zniknął z radarów.

Maszt ten jest położony około 250 mil od miejsca, z którego transponder samolotu nadał ostatni sygnał - pisze CNN, powołując się na przedstawiciela amerykańskich władz.

Samolot leciał tak nisko, że był w zasięgu sieci

Według informatora stacji pojawiają się nowe informacje, które zdają się potwierdzać domysły oparte na danych z radarów i satelitów - że samolot zmienił kurs i leciał najprawdopodobniej wystarczająco nisko, by można było na jego pokładzie złapać zasięg sieci komórkowych.

Równocześnie jednak informator CNN, powołując się na informacje malezyjskich śledczych, powiedział, że - wbrew doniesieniom malezyjskich mediów - nie ma dowodów na to, by pierwszy oficer Farik Abdul Hamid próbował zadzwonić.

Informacji o próbie wykonania połączenia telefonicznego nie potwierdził też minister transportu Malezji Hiszamuddin Husejn, mówiąc, że nie chce spekulować na ten temat. Według amerykańskich urzędników dopuszczonych do szczegółów śledztwa żaden inny z obecnych na pokładzie telefonów komórkowych nie został wykryty przez maszt w Penang.

Nikt nie telefonował z pokładu boeinga

Piloci samolotów mają obowiązek wyłączać telefony komórkowe na czas lotu. - Byłoby to niezwykle rzadkim przypadkiem, gdyby ktoś w kokpicie miał włączony telefon - powiedział analityk ds. bezpieczeństwa David Soucie. - [Telefon] w ogóle nie powinien być włączony - to punkt obowiązkowy w każdej linii lotniczej, jaką znam - dodał.

Gdy boeing zaginął, śledczy sprawdzili miliony billingów, by znaleźć dowody na to, że z pokładu maszyny wykonywano połączenie. Bezskutecznie.

Tajemnica boeinga Malaysian Airlines

Podobnie bezskuteczne pozostają od 38 dni próby odnalezienia zaginionego samolotu. Na pokładzie zaginionego 8 marca boeinga 777, lecącego z Kuala Lumpur do Pekinu, znajdowało się 239 osób.

Dotychczas nie udało się odnaleźć żadnego fragmentu maszyny, jednak śledczy na podstawie danych z satelitów doszli do wniosku, że maszyna spadła w południowej części Oceanu Indyjskiego, na zachód od australijskiego Perth. To tam koncentrują się obecnie jej poszukiwania.

Jednak dziś po sześciu godzinach od zanurzenia na powierzchnię powróciła - bez rezultatów - automatyczna łódź podwodna Bluefin-21. Podwodny robot został wysłany w rejon, w którym w ubiegłym tygodniu namierzono dobiegające spod wody sygnały o charakterystyce zbliżonej do tych wysyłanych przez czarne skrzynki samolotu. Nie zdążył jednak przebadać całego wyznaczonego obszaru (sposób poszukiwań wymusza ich wolne tempo) - wynurzył się, gdy osiągnął maksymalną głębokość swojego działania - 4,5 km. Poszukiwania będą kontynuowane.

Chcesz na bieżąco śledzić sytuację za granicą? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE na Androida | Windows Phone | iOS

Więcej o: