Gwiazda disco polo: Lubimy się, ale każdy z nas sobie czegoś zazdrości. Przeboju, klipu, liczby koncertów

Mówią o niej, że jest następczynią Shazzy. Daje po 120 koncertów rocznie, a jej klipy mają na YouTube po 5-8 milionów wyświetleń. Jak się zostaje gwiazdą disco polo? I jakie się ma wtedy fanaberie? Eva Basta zdradza nam sekrety branży.
- Nie przypuszczałam, że kobiecie jest w tej branży tak ciężko - przyznaje Eva Basta, 32-letnia gwiazda disco polo. Długo walczyła, żeby zaistnieć, ale dziś jest niekwestionowaną królową tego gatunku. Kupiła kolejny dom, ma kilka lokali. Jak sama mówi, na nic jej nie brakuje. Zanim jednak się wybiła, musiała przekonać do siebie fanów i... kolegów po fachu. Teraz ją szanują. Ale czy się lubią? O tym w naszej rozmowie z Evą Bastą.

Angelika Swoboda, Gazeta.pl: Jak się zostaje gwiazdą disco polo?

Eva Basta: Zaczynałam w 1998 roku. Ktoś zobaczył, że ładnie tańczę, i wzięli mnie do zespołu disco polo. Zresztą pochodzę z muzycznej rodziny. Mój ojciec grał na wielu instrumentach w marynarce wojennej. Ale w mojej miejscowości (Radziłów między Łomżą a Grajewem - red.) nie miałam możliwości, by uczyć się w szkole muzycznej. Zaczęłam więc tańczyć, żeby sobie dorobić. I okazało się, że zarabiam więcej niż mój tata. Później razem z siostrą poszłyśmy do zespołu Fokus i tam tańczyłyśmy. Kiedy jednak wyszłam za mąż, przestałam tańczyć i zrobiłam sobie przerwę. Ale po latach kolega z zespołu poprosił, żebym nauczyła tańczyć jego dziewczyny.

Uczyć tańczyć? A nie wystarczy, że zgrabne dziewczyny po prostu się ładnie ruszają?

- No nie do końca. Musi być odpowiednia choreografia. Nauczyłam dziewczyny, pojechałam parę razy na koncert i... zaraziłam się disco polo. Pragnęłam się znaleźć na scenie. Powiedziałam do męża: "Jeśli mi nie pozwolisz zaryzykować, to ci nigdy nie wybaczę". Był 2007 rok, mieliśmy trochę pieniędzy zaoszczędzonych na budowę domu. Wszystko poszło na zespół. Zaczęłam występować jako Basta, choć nie wiedziałam, czy dam radę śpiewać. Początkowo bałam się wyjść na scenę, usta otworzyć. Ale pisałam już teksty i kolega powiedział, że mi pomoże.

A mąż?

- Mąż we mnie nie wierzył, tak samo zresztą jak cała rodzina. Myśleli, że mam fanaberię, która mi przejdzie, ale ja się uparłam, chciałam im udowodnić, że mi się uda. Że jak będę ciężko pracować, to zacznę zarabiać na disco polo Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że kobiecie jest w tej branży tak ciężko... Nie witali mnie już z tak otwartymi ramionami jak w czasach, kiedy byłam tylko tancerką.

Bali się, że atrakcyjna kobieta zabierze im zarobek?

- Jak byłam tancerką, to każdy chętnie by mnie widział w swoim zespole. Ale jak zaczęłam śpiewać, to już nie... Jak po przerwie wróciłam na rynek, to już wszyscy byli ustawieni. A ktoś nowy, jeszcze kobieta? Ktoś może powiedzieć, że światem rządzą seks i pieniądze. I kiedy zaczęło mi wychodzić, wszyscy zaczęli się zastanawiać... A ja naprawdę harowałam. Tu komuś pomogłam przy reklamach, tu się zakręciłam przy jakiejś firmie. No to mi ktoś w rewanżu pomógł. Ale... akceptacja fanów była ciągle nie do zdobycia. Oni mieli już swoje ulubione zespoły, wcale nie byli otwarci.

Może im się nie podobało, jak śpiewasz?

- Czy ja tak wybitnie śpiewałam? No powiem ci, że nie. Dzisiaj mogę ci szczerze przyznać, że ja strasznie śpiewałam. Zdałam sobie z tego sprawę, jak poszłam na lekcje śpiewu. Teraz rozumiem, co to znaczy, że śpiewa się jak artysta disco polo. Mamy różne naleciałości językowe, szeleściuchy, źle stawiamy akcent. Ja też wszystko robiłam źle. Laik powie: "Kurczę, nie podoba mi się to". Ale nie wie dlaczego. A ktoś kto się zna, pomyśli: "Boże, jak ona kaleczy ten język". Na przykład takie aajajaj na końcu wyrazu. Są wykonawcy, którzy mają swoje maniery w śpiewaniu i to publika zaakceptowała. Na przykład Radek Liszewski czy Sławek Świerzyński. To jest charakterystyczne dla nich. Ale każdego nowego, który kaleczy język, czeka dyskwalifikacja.

Koledzy z branży traktowali cię jak zagrożenie?

- Były momenty, że widziałam, jak się zastanawiają, czemu mi wychodzi... Że za dobrze mi idzie. Słyszałam opinie, że pewnie sobie toruję drogę wiadomo czym. Dopiero teraz mówią mi w oczy, że mnie szanują, wiesz? Że mam łeb na karku, że myślę, że mam jaja.

Facetom w tej branży łatwiej?

- Łatwiej, bo fanki stoją pod sceną i krzyczą. Trudniej im zaakceptować kobietę. Mamy ogromne kompleksy. Uśmiechałam się do nich, pokazywałam im, że są zaje... Mówiłam całą sobą: "Ja tu też jestem dla was, ja tu nie jestem tylko dla facetów". Boże, jakie one były zdziwione, że ja się do nich uśmiecham! Że nie zachowuję się jak wielka gwiazda.

I to wystarczyło, żeby się przebić?

- Moja pierwsza piosenka w ogóle nie zaistniała. Zrobiłam sobie przerwę, półtora roku. Potem znowu wróciłam, zagrałam parę razy "za kiełbasę", czyli za darmo, żeby się tylko pokazać. Myślałam, że to rzucę. Głupio mi było przed chłopakami z zespołu, którzy parę razy w tygodniu przychodzili na próby i ćwiczyli, jakbyśmy normalnie koncertowali.

Z czego żyłaś?

- Miałam swoją firmę. Budowlanka, produkcja rolet. Montowałam z mężem te rolety u ludzi, roznosiłam po blokach ulotki, robiłam projekty wizytówek. Pracowaliśmy po siedem dni w tygodniu, mieliśmy jeden weekend w miesiącu wolny. I dokładałam do zespołu.

Kiedy przestałaś dokładać, a zaczęłaś zarabiać?

- Kiedy mnie wreszcie zauważono? Moja agencja pomogła mi się dostać do organizacji festiwalu disco polo w Kobylnicy. Pomagałam przy aranżacjach, scenografii. Prowadziłam imprezę i występowałam - zajęliśmy pierwsze miejsce. I potem zaczęłam prowadzić programy telewizyjne, m.in. w Polo TV, kolejny festiwal w duecie ze Sławkiem Świerzyńskim... No i pojechałam ze Sławkiem do Chin, a w międzyczasie zrobiłam projekt "Malyna" z Marcinem Millerem z zespołu Boys.

Jak to zrobiłaś?

- Znaliśmy się z dawnych czasów, jeszcze kiedy tańczyłam. Zadzwoniłam do niego z partyzanta i zapytałam, czyby ze mną nie nagrał piosenki. Zgodził się. Pytam: "Naprawdę?". Byłam taka zaskoczona, że się rozłączyłam i zadzwoniłam drugi raz już z konkretnym pomysłem. Ja napisałam słowa, on muzykę. Powiedział: "Zależy ci, to działaj". Po "Malynie" zaczęli nas zapraszać na wywiady. Marcin kręcił nosem, trochę miał dość, mówił, że nie bywa w domu...



I dzięki Millerowi odniosłaś wreszcie sukces w branży?

- Właśnie po "Malynie" zostałam zauważona. Nie powiem, że ta piosenka mnie wypromowała. Po prostu zostałam zauważona. Do tej pory jest to hit. Ale sukces odniosłam dopiero po piosence "Hej, czy ty wiesz, kochanie", którą zaśpiewałam razem z Mariuszem z mojego zespołu. Klip ma ponad 8 milionów wejść na YouTube. Potem nagrałam "Już nie zatańczy dla mnie", nawiązując do "Ona tańczy dla mnie". Ten klip ma ponad 5 milionów na YT.



Czujesz się teraz gwiazdą disco polo?

- Jeśli chodzi ci o fazy, w których odwala, to tak. Odwaliło mi z pół roku temu. Nie zauważyłam, że zaczynam zachowywać się arogancko. Ja kiedyś byłam pewna, że mi nigdy nie odwali. Że jestem prostą dziewczyną, która i truskawki zbierała, i zioła, i ziemniaki, żeby sobie dorobić. Ale w tej branży odwala każdemu. Jak ktoś mówi, że mu nie odwaliło, to kłamie.

Jak wam odwala?

- Każdy ma inną schizę. My kiedyś byliśmy mniej niż godzinę przed koncertem. Zanim ja się przebrałam, zrobiłam makijaż... Wpada didżej i już pogania. Mój mąż, który jest moim menedżerem, mówi: "Dobra, to szybko, szybko". Myślę sobie: "Co? Wpada mi tu jakiś didżej i każe mi szybko wychodzić na scenę?!". Strzeliłam focha. Mówię: "Przepraszam bardzo, ja mam czas". Ostentacyjnie usiadłam, nóżka na nożkę... Tak żeby się w nim zagotowało. Po chwili myślę: "Kurza twarz, jak debilka jakaś się zachowałam", wiesz, o co chodzi. I poprosiłam męża, żeby następnym razem nie pozwolił, żeby ktoś tak na mnie fuknął, bo ja nie wiem, jak zareaguję. Może mnie trzepnąć złość i zachowam się bardzo głupio.

Jeszcze masz jakieś fanaberie?

- Zeszłam na ziemię. Powiem ci szczerze - pewne rzeczy już lubię mieć. Chcę mieć czystą garderobę, kawę i herbatę, normalnie ciepły posiłek... Kiedyś mówiłam: "Nie ma jedzenia? Dobrze, wytrzymam", a kichy się skręcały. Teraz chcę mieć dostęp do toalety, czysty hotel. Taka trójka w standardzie Ibizy. Zbyt dużo czasu spędzam w trasie, żeby nocować w podłych warunkach.

Dużo dajesz koncertów?

- 120 w roku, w całej Polsce. Chciałabym, żeby po 20 latach fani mieli do mnie taki szacunek jak do Shazzy, Zenka Martyniuka, Sławka Świerzyńskiego czy Marcina Millera. Fani disco polo są najlepsi na świecie. Oni nie są głupi. Ktoś mówi, że słuchać disco polo to wiocha, nie? Nieprawda. To są ludzie inteligentni, wrażliwi, mają głębszą wrażliwość. Potrafią się przyznać: "Tak, ja się przy tym bawię". Są szczerzy.

Ty też jesteś fanką disco polo?

- Ja już tego na co dzień nie słucham. Mam przesyt. Ja uwielbiam iść do domu i posłuchać... wiadomości. Zresztą ja disco polo kiedyś nienawidziłam. Jak mama słuchała "Moja mała blondyneczko", to nie mogłam tego znieść. Kasety jej kasowałam. Ja się nabijałam z disco polo, naprawdę. Dopiero na zabawach się przekonałam do tej muzyki.

Bo to dobre źródło dochodu?

- Wiesz, jak zakładałam zespół, to chciałam odrobić to, co włożyłam, czyli jakieś 30 tysięcy złotych, na stroje, próby, wyjazdy. Żeby mąż nie spojrzał z politowaniem i nie powiedział: "Spieprzyłaś to mała".

Ile bierzesz za koncert?

- O szczegółach nie chcę rozmawiać. Ale wiesz, zarabiamy nie tylko na koncertach. Zgłosiłam się do ZAIKS-u, wiem, że dużo moich kolegów i koleżanek też. Zarabiam na programach telewizyjnych, multimediach... Mam salon fryzjersko-kosmetyczny...

Jesteś bogata?

- Na nic mi nie brakuje. Mam dom, dwa samochody, firmy, kilka lokali na własność. Niedawno kupiłam drugi dom.

Koledzy z branży cię teraz szanują?

- Tak. Nie to co kiedyś, kiedy czułam się, jakbym sroce spod ogona wypadła. Docenili mnie, bo jestem przedsiębiorcza. Pewnie im się wydawało, że wyskoczyła se dziewczynka na scenę, pośpiewa se, a potem jej się znudzi. Ale zobaczyli, że ja mam na siebie przemyślany plan.

Romansujecie ze sobą?

- Oczywiście jesteśmy bardziej narażeni na różne pokusy. Ja jeżdżę z mężem, ale niektórzy jeżdżą sami. Jeżeli ich małżeństwa przetrwały tyle lat, to... znaczy, że się tym pokusom oparli.

Albo żony się nie dowiedziały.

- Ale my mamy przesyt. Napatrzysz się na tę goliznę dookoła, na te tańce... A zalicz fankę, to masz ją na głowie potem. Ona cię dorwie, jest nieobliczalna. Facet, który się na to skusi, jest głupi. Musi być bardziej ostrożny niż inni, bo nie jest anonimowy. Taka dziewczyna może przecież dotrzeć do jego rodziny... On ma więcej do stracenia. Ktoś może mu zrobić zdjęcie i wrzucić na Facebooka. Anonimowego urzędnika nawet nikt nie zauważy.

Lubicie się?

- Lubimy. Choć każdy ma swoje zalety i fanaberie. I, jak to w polskiej mentalności, każdy sobie czegoś zazdrości. Przeboju, zarobków, dobrego klipu, liczby koncertów. I wtedy nie ma przyjaźni. Czy są osoby, z którymi się nie lubię? Są. Kiedyś ktoś podpuścił Asię Kaczanowską, że jakieś bzdury o niej w internecie wypisuję. Pocisnęła po mnie zdrowo, dopiero po latach podałyśmy sobie rękę. Ale generalnie musimy się wszyscy trzymać razem. Nie mamy wyjścia. Zespołów, które coś znaczą, nie jest na rynku dużo. A my przecież musimy ze sobą współpracować, spotykamy się na tych samych galach, festynach, imprezach stacji telewizyjnych.

Jak zaczynałam, ktoś zapytał, czy wiem, że wchodzę w bagienko. Czy ja będę umiała w nim pływać. Wtedy nie rozumiałam, o co chodzi. Teraz wiem. Umiem i pływać, i jak ktoś mi ściąga płetwy z nóg, to umiem po nim skoczyć jak po kamieniach. Poradzę sobie. Tylko zawsze powtarzam: "Starajmy się nie dopuszczać do branży badziewia, które psuje wizerunek naszej marki".

Ty nie robisz badziewia?

- Nie wiem, niech to ludzie ocenią. Ja mogę tylko powiedzieć, że ciągle bardzo się staram. Chodzi mi o to, żeby nie dopuszczać do branży ludzi, którzy za 500 złotych zrobią teledysk czy zagrają koncert. Rozumiesz, o co mi chodzi, nie?

Więcej o:
Komentarze (132)
Gwiazda disco polo: Lubimy się, ale każdy z nas sobie czegoś zazdrości. Przeboju, klipu, liczby koncertów
Zaloguj się
  • wielebnyelvis

    Oceniono 1 raz 1

    120 koncertów rocznie? ciekawe gdzie. Chyba na odpustach i na dyskotekach w remizie. Żałosny prymityw. Ale trzeba przyznać że kasę robi. Jaki kraj taka muza. Obszar miłośników disco pokrywa się z elektoratem pisu. Podkarpackie, małopolskie i reszta ściany wschodniej.

  • kaczy_czubek123

    Oceniono 2 razy 0

    Ja tańczę najlepiej popatrz mała,
    Zazdrości Tobie już cała saaaala ... MIUT :)

  • dependo

    Oceniono 4 razy -2

    Cóż, to muzyka dla debili, a tych jest przecież najwięcej w społeczeństwie. Więc popularność tego ścierwa jest jak najbardziej zrozumiała. Zobaczmy sobie, jakie gazety są najpopularniejsze, które filmy czy seriale najchętniej oglądane. Te klocki pasują do siebie. Przejmowałem się tym w latach 90-tych, gdy przez popularność disco polo utrudniony był dostęp do innych rzeczy. Teraz popularność dp jest mi zupełnie obojętna. Niech sobie kretyni słuchają tego badziewia - nie wiedzą, co tracą, rezygnując z kontaktu z ambitna sztuką. Teraz mi to nie przeszkadza, bo jest Internet - łatwo znaleźć to, co się lubi. Jest mnóstwo koncertów z ambitną muzyką, mnóstwo płyt. Nie jest to muzyka popularna, ale co, którzy jej słuchają, nie pozwolą jej zginąć. A disco polo? Cóż, kiedyś zdechnie, jak zdycha wszystko, co nie posiada żadnej wartości. Wkrótce ktoś wymyśli jakąś inna tandetę i ku niej skieruje się tłuszcza.

  • kingsizemax

    Oceniono 3 razy 1

    Jaki naród ,taka muzyka .

  • dependo

    Oceniono 6 razy 2

    Cóż, to muzyka dla debili, a tych jest przecież najwięcej w społeczeństwie. Więc popularność tego ścierwa jest jak najbardziej zrozumiała. Zobaczmy sobie, jakie gazety są najpopularniejsze, które filmy czy seriale najchętniej oglądane. Te klocki pasują do siebie. Przejmowałem się tym w latach 90-tych, gdy przez popularność disco polo utrudniony był dostęp do innych rzeczy. Teraz popularność dp jest mi zupełnie obojętna. Niech sobie kretyni słuchają tego badziewia - nie wiedzą, co tracą, rezygnując z kontaktu z ambitna sztuką. Teraz mi to nie przeszkadza, bo jest Internet - łatwo znaleźć to, co się lubi. Jest mnóstwo koncertów z ambitną muzyką, mnóstwo płyt. Nie jest to muzyka popularna, ale co, którzy jej słuchają, nie pozwolą jej zginąć. A disco polo? Cóż, kiedyś zdechnie, jak zdycha wszystko, co nie posiada żadnej wartości. Wkrótce ktoś wymyśli jakąś inna tandetę i ku niej skieruje się tłuszcza.

  • lukki69

    Oceniono 4 razy 2

    kariera w disco polo zależy od poziomu poczucia wstydu...

  • lord_viadro

    Oceniono 3 razy -3

    PRZECA ONA JAJCA SE ROBI Z TEGO discopolo :D,, troche delikatniejsze niż Figo Fagot ale jednak jajca ;) - tak wynika z parodii piosenki Una tańczy dla mnie.. czy Ona warczy na mnie- szukać w google :D
    Pani nie tylko wygląda lepiej niż niektóre 25 latki, ale i kumata jest oraz ambitna i pracowita- zasłużyła na sukces.. obnaża też pustotę i kompleksy Fanek disco.. - kobieta- zagrożenie -hehe niby koleżanki ale o chłopa jedna drugiej oczy by wydrapała..

  • kaczy_czubek123

    Oceniono 2 razy 0

    A tego słuchają ludzie uśmiechnięci: www.youtube.com/watch?v=NRJopIOx3Io

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX