"Dziennikarze "Do Rzeczy" spadli z księżyca. Zespół Macierewicza najbardziej zaciemnia obraz przyczyn katastrofy smoleńskiej i to na rękę Kaczyńskiemu"

Tygodnik "Do Rzeczy" atakuje znanych dziennikarzy za "utrudnianie ustalenia prawdy o katastrofie smoleńskiej". Na liście są m.in. Adam Michnik i Tomasz Lis. - Autorzy artykułu są kompletnie oderwani od rzeczywistości. Nie zauważyli, że to zespół Macierewicza i jego eksperci zaciemniają obraz przyczyn katastrofy - komentowała w TOK FM Dominika Wielowieyska. Jak mówiła, "racjonalne rozważania" o przyczynach katastrofy nie są na rękę prezesowi PiS. - Niektórzy prawicowi publicyści występują więc w roli pożytecznych idiotów Kaczyńskiego.
"Salonowe dzieci w posmoleńskiej mgle. Jak dziennikarze utrudniali ustalenie prawdy o katastrofie" to tytuł najważniejszego artykułu najnowszego numeru tygodnika "Do Rzeczy". Według autorów tekstu "po 10 kwietnia Adam Michnik, Tomasz Lis, Jacek Żakowski i inni wyzbyli się swoich zawodowych obowiązków. Zamiast dociekać prawdy o przyczynach i skutkach katastrofy smoleńskiej, stali się propagandzistami władzy, którą ta tragedia skompromitowała".

- Tygodnik pobił wszelkie rekordy! To absolutnie kuriozalny artykuł Cezarego Gmyza i Mariusza Staniszewskiego. Wydaje się, że autorzy są kompletnie oderwani od rzeczywistości. I nie zauważyli, że przede wszystkim zespół Antoniego Macierewicza i jego eksperci zaciemniają obraz i jakiekolwiek próby wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Panowie chyba wczoraj spadli z księżyca i nie zauważyli, że prof. Jacek Rońda oszukiwał, nie miał dowodów na to, iż samolot nie zszedł poniżej 100 m, prof. Chris Cieszewski pomylił brzozę ze stertą desek, wyliczenia prof. Wiesława Biniendy wyśmiewają specjaliści - komentowała w TOK FM Dominika Wielowieyska.



"Pożyteczni idioci"

Według dziennikarki "Gazety Wyborczej" wszyscy, którzy narzekają na to, że "debata nad przyczynami katastrofy smoleńskiej poszybowała w rejony totalnego absurdu", powinni zadać sobie pytanie, kto na tym najbardziej korzysta.

- Odpowiedź jest bardzo prosta. Niektórzy prawicowi publicyści występują tu w roli pożytecznych idiotów Jarosława Kaczyńskiego. Bo prezes PiS słusznie uznał, że racjonalne rozważania na temat przyczyn katastrofy są niebezpieczne dla pamięci jego brata. Ponieważ jeżeli będziemy rozważać odpowiedzialność konkretnych instytucji państwowych za katastrofę, brak procedur, bałagan, to trzeba będzie zastanowić się też nad odpowiedzialnością osób, które zginęły. Pojawiłyby się więc pytania o odpowiedzialność Lecha Kaczyńskiego jako zwierzchnika sił zbrojnych - uważa Wielowieyska.

Dlatego, jak przekonuje gospodyni "Poranka Radia TOK FM", prezes Prawa i Sprawiedliwości woli "rozważania o zamachu i odsunięcie dyskusji na zupełnie absurdalny poziom". - Bo wtedy nikt nie będzie wchodził w szczegóły, które są niebezpieczne dla Prawa i Sprawiedliwości.

Więcej o: